TYP: a1

Cesarzowi, co cesarskie, a piratom...

środa, 14 listopada 2018
Anna Ciężadło

Juliusz Cezar zwykle kojarzy nam się z wydatnym nosem, potężnym imperium oraz kiepskim gustem przy doborze najlepszych kumpli. Nie każdy wie jednak, co się stało, gdy Julek spotkał piratów.

Nie był wtedy jeszcze imperatorem, ale miał już wszelkie zadatki na władcę - czyli odpowiednio wysokie mniemanie o sobie i o swoich talentach. Cóż, wiara w siebie to podstawa; współcześni coachowie mogliby się od niego uczyć. Na swoje nieszczęście, piraci zupełnie się na nim nie poznali.

 

Cylicja

Słysząc hasło „piraci”, niemal z automatu dopowiadamy sobie „z Karaibów”; tak właśnie działa kultura masowa. Warto jednak pamiętać, że ci mało przyjemni panowie nie zawsze miewają w sobie aż tyle uroku, co Jack Sparrow.

Mimo, iż samo piractwo ulegało na przestrzeni wieków znacznym modyfikacjom, jedno pozostawało niezmienne – fakt, że piraci do szczęścia potrzebują dwóch rzeczy: dużego natężenia ruchu (czyli dawców kapitału) oraz mało skutecznych władz. Albo... diabelnie skutecznych, ale uprzejmie przymykających oko na ich wyczyny.

 

W czasach starożytnych powyższe warunki idealnie spełniało Morze Śródziemne, które upodobali sobie piraci, mający siedzibę w Cylicji - krainie położonej w Azji Mniejszej, na terenie obecnej Turcji.

Cylicja była wprost wymarzoną miejscówką: leżała w odpowiedniej odległości od głównych szlaków, pełna była skalistych przylądków, doskonałych na tymczasowe schronienia, a rosnące w okolicy lasy dostarczały materiału na ewentualne naprawy. Piracić, nie umierać.

No, chyba, że się spotka jednego przemądrzałego młodzika.

 

Czasy studenckie

Jak wiemy, wyjazd na studia może wiązać się z wieloma niebezpieczeństwami dla zdrowia, życia, a w szczególności dla wątroby. Młody, 25 letni Juliusz, niepomny wszelkich zagrożeń, też postanowił wybrać się na studia; zmierzał na na Rodos, do niejakiego Apolloninosa Molona. Jego plany postanowili wszakże pokrzyżować panowie piraci, którzy nie tyle mieli coś przeciw edukacji, ile zwyczajnie chcieli zarobić. Za młodego można przecież było wziąć całkiem przyzwoity okup.

 

OK, ale czy to mogło się udać? W końcu piraci musieliby zadrzeć z Imperium Rzymskim, które miało straże, miecze, strategie... Cóż, miało. Ale miało też ekonomów, a ci potrafili liczyć. I właśnie ich rachuby sprawiły, że cyliccy piraci mieli wtedy naprawdę klawe życie; imperium prawie wcale ich nie tępiło, bo co prawda stanowili kłopotliwą atrakcję, ale za to zapewniali stały dopływ siły roboczej w postaci niewolników. A zatem byli zwyczajnie opłacalni.

 

Prośba o wycenę

Kiedy piraci już przechwycili młodego arystokratę, należało ustalić stosowny okup za jego głowę. Legenda (a także niejaki Plutarch) głosi, iż wycenili go na 20 talentów, co było w owych czasach całkiem pokaźną sumką. Ta sama legenda wspomina jednak, że Juliusz, kiedy usłyszał cenę, wybuchnął śmiechem i polecił porywaczom... podnieść ją do 50 talentów. Co też skwapliwie uczynili – w końcu, kto lepiej zna wartość głowy, niż jej właściciel?

 

Poplecznicy Cezara udali się więc w różne zakątki Rzymu, celem zdobycia rzeczonej kwoty, zaś on sam w tym czasie pozostał w przymusowej gościnie u piratów. Trzeba przyznać, że traktowali go dość dobrze, bowiem Juliusz, zamiast zająć się czymś pożytecznym (na przykład pracą), trudnił się u nich tworzeniem poezji i ogólnie intelektualną rozrywką.

 

Piraci pozwalali zatem na wiele, ale ich uprzejmość miała też swoje granice. Kiedy „gość” usilnie próbował im zaprezentować swoje dzieła, zupełnie nie mieli ochoty go słuchać. I to przypieczętowało ich los. Cezar zirytował się okrutnie, nazwał ich analfabetami i obiecał wszystkich ukrzyżować. Jak można się spodziewać, nie potraktowano go całkiem poważnie. I to był błąd.

 

Zemsta

Po dostarczeniu żądanej kwoty, Cezar został uwolniony. Jako że był człowiekiem czynu, niemal natychmiast przystąpił do działania – czyli do wymierzenia sprawiedliwości ludziom, którzy nie dość, że przerwali mu podróż, to jeszcze bezczelnie nie docenili jego samego, a przede wszystkim - jego dzieł.

 

Ponieważ, jak już wiemy, Rzymianie niespecjalnie mieli ochotę wojować z piratami, Cezar zwołał na pomoc Greków. Ci na piratach nie zarabiali, za to mieli pewne zastrzeżenia co do ich działalności. No i umieli całkiem spoko żeglować.

Z pomocą nowych kumpli Juliusz dość szybko dopadł piratów i wziął ich do niewoli. A ponieważ był obywatelem Rzymu i chciał postąpić zgodnie z prawem, nie zabił ich od razu, tylko osadził w więzieniu w Pergamonie.

 

Sam udał się do namiestnika prowincji, Marka Juliusza Silanusa, licząc, że ten wymyśli stosowną karę dla niedoceniających sztuki barbarzyńców. Niestety, namiestnik dość długo ociągał się z wydaniem wyroku – a Cezar nie był aż tak praworządny, by czekać w nieskończoność. Postanowił zatem spełnić swoją groźbę i... niezupełnie zgodnie z prawem, za to zgodnie ze swoją obietnicą, naprawdę ukrzyżował wszystkich pojmanych piratów.

A było posłuchać wypocin młodego artysty?


 

 

 

 

 

Tagi: Juliusz Cezar, piraci, Cylicja
TYP: a3
0 0
Komentarze