TYP: a1

Liczy się wnętrze

wtorek, 3 grudnia 2019
Anna Ciężadło

Żółw skórzasty: najlepszy kumpel Żółwika Sammy'ego, a przy tym sympatyczny morski zwierzak, który pływa trochę tak, jakby fruwał. Czy można go nie lubić? Hmm, może jakby się ktoś bardzo uparł...

Większość ludzi zdecydowanie darzy sympatią te łagodne stworzenia, i nie ma w tym nic dziwnego... dopóki taki majestatyczny olbrzym nie otworzy buzi, ukazując światu swoje wnętrze. Bo od tej strony nasz żółw wygląda jak dzieło szalonego artysty, który mocno inspirował się trzeciorzędnymi horrorami i filmami science-fiction. Jednym słowem, uroczo.

 

Jaki fajny olbrzym!

Żółwie skórzaste są prawdziwą gadzią arystokracją; przede wszystkim, są bardzo rzadkie, i już sam ten fakt sprawia, że spotkanie ich w naturze nabiera charakteru królewskiej audiencji. Poza tym, mogą osiągać naprawdę imponujące rozmiary – największy zważony osobnik miał 865 kg wagi i ponad 2,5 m długości, ale szacuje się, że żółwie tego gatunku mogą ważyć nawet tonę. Jest to zupełnie prawdopodobne, ponieważ rosną przez całe życie, a mogą żyć ponad 100 lat - czyli mają sporo czasu, by wypracować odpowiednią masę.

 

Ich nazwa wywodzi się od faktu, że pancerze tych zwierzaków, zamiast tworzyć solidną skorupę, jak na żółwia przystało, złożone są z wielu nieregularnych, pokrytych skórą płytek. Ponieważ żółw skórzasty nie wytwarza tarcz rogowych, jego gruba, gładka skóra jest ostatnią, zewnętrzną warstwą. Dzięki temu, na naszym żółwiu nie mogą osiedlić się żadni morscy pasażerowie na gapę, jacy mają w zwyczaju kolonizować skórę innych żółwi czy wielorybów. Na żółwiu skórzastym nigdy nie znajdziemy skorupiaków, pąkli, ani innych odstających elementów, a to znacznie poprawia jego własności hydrodynamiczne.

 

Ta właściwość, w połączeniu z imponującą długością przednich ramion (mogą one osiągać rozpiętość nawet 3 m) sprawia, że żółw skórzasty potrafi pływać naprawdę szybko, zaś inne morskie gatunki, np. żółwie Caretta caretta, wyglądają przy nim, jak zwykli amatorzy.

 

Co je żółw?

„Żółw je gadem”. A tak na poważnie, żółw skórzasty zjada między innymi meduzy, chociaż nie gardzi też innymi małymi stworzeniami, a okazjonalnie uzupełnia swoją dietę o wegetariańską sałatkę z wodorostów.

 

Podstawowym przysmakiem pozostają jednak jamochłony – i jest to dla nas doskonała wiadomość, ponieważ część z tych galaretowatych stworzeń może być niezwykle groźna dla kąpiącego się człowieka. W Internetach można zobaczyć wiele przerażających fotografii, przedstawiających blizny, jakie pozostawiły na skórze pływaków parzące, a  niemal niewidoczne „ferfocle” meduz.

 

Natomiast na żółwiach skórzastych jad zawarty w parzydełkach jamochłonów nie robi najmniejszego wrażenia, bowiem są one całkowicie odporne na tego typu trucizny. Dlatego też rozsmakowały się w meduzach, chociaż należy uczciwie przyznać, że nie jest to najbardziej kaloryczny posiłek. Aby zatem sprostać niemałym potrzebom swoich potężnych organizmów, żółwie muszą pochłaniać ogromne ilości tych stworzeń. No właśnie, pochłaniać...

 

Jak by tu zjeść galaretkę?

Krążkopławy i rurkopławy, bo tak fachowo nazywają się główne składniki żółwiego menu, czynią wiele, by pozostać niezauważone. Posiadanie śliskiego, niemal przezroczystego, a przy tym galaretowatego ciała wymiernie ułatwia im sprawę. Żółwie opracowały zatem specjalny system, polegający na tym, że pochłaniają te swoiste „galaretki” razem z wodą. Wszystko działa dosyć sprawnie, jednak sęk w tym, że podczas takiej uczty żółw połyka ogromne ilości wody. Tak samo robią zresztą niektóre ryby - z tym, że one wydalają nadmiar cieczy przez skrzela; a żółw, jako gad, skrzeli przecież nie posiada.

 

Ponieważ coś z tą wodą trzeba zrobić, żółw skórzasty... zwraca ją tym samym otworem, którym ją pochłonął. Czyli, mówiąc krótko, wymiotuje. Aby jednak nie zwrócić również połkniętych meduz i innych niewielkich stworzonek, jakie miały pecha znaleźć się we wnętrzu żółwia, zwierzak posiada bardzo specyficznie zbudowane gardło i wnętrze pyska. Znajdują się tam bowiem liczne, ostre, zagięte ku tyłowi kolce. Dzięki temu jedzenie zahacza się o nie i zostaje w żółwim brzuchu, a nadmiar wody wraca tam, skąd przyszedł – do oceanu.

 

A tak przy okazji: zdarza się, że substancja, którą zwraca żółw, bywa zabarwiona na różne kolory, np. na czerwono, co jest skutkiem połykania barwnych wodorostów. Dlatego jeśli kiedyś na plaży znajdziecie żółwia skórzastego, który będzie wyglądał, jakby właśnie zwymiotował krwią, bądźcie spokojni – nic mu nie jest. No, chyba że...

 

Śmiertelna pomyłka

Jak już wspomnieliśmy powyżej, żółwie skórzaste są dość rzadkie. I niestety, niedługo mogą okazać się jeszcze rzadsze, a wszystko przez ludzką niefrasobliwość.

Tak, znowu nasza wina, powiecie. Wiemy, że nikt z Was nie wrzuciłby celowo śmiecia do morza. Jednak odpady skądś się biorą, a unoszący się w wodzie morskiej woreczek wygląda niemal identycznie, jak meduza – a kiedy zostanie połknięty przez żółwia, to... zachowa się, jak meduza: czyli zahaczy się i zostanie w żółwim brzuchu. I, co wielce prawdopodobne, będzie to koniec żółwia.

 

Co możemy z tym zrobić? Tłumaczyć, uwrażliwiać, ograniczać ilość generowanych śmieci. Jako ludzie żyjący w cywilizowanym kraju, będącym w dodatku członkiem UE, możemy też wywierać pewne naciski (choćby ekonomiczne) na tych, którym los stworzeń morskich jest całkowicie obojętny – ale stan ich konta już nie.

 

Warto czasem pomyśleć o poczciwych żółwiach, bo bardzo szkoda byłoby takich fajnych stworów - nawet jeśli od strony paszczy wyglądają, jak Obcy. A poza tym, pamiętajmy o parzących meduzach; ktoś przecież musi je zjadać, a żółw skórzasty jest w tej dziedzinie prawdziwym ekspertem.

Tagi: żółw, ekologia, natura
TYP: a3
0 0
Komentarze
TYP: a2

Kalendarium: 6 December

Zginął z rąk amazońskich piratów sir Peter Blake, niezwykły żeglarz, podróżnik i ekolog. Był jednym żeglarzem, który brał udział w pierwszych pięciu edycjach regat Whitbread (w latach 1989-1990 na jachcie "Steinlager" zwyciężył we wszystkich sześciu etapa
czwartek, 6 grudnia 2001
Krzysztof Kolumb podczas swej pierwszej ekspedycji odkrył Haiti; dwa tygodnie później "Santa Maria" weszła na mieliznę i statek uznano za stracony.
piątek, 6 grudnia 1492