TYP: a1

Klabaternik - duch, którego warto mieć na statku

środa, 31 października 2018
Monika Frenkiel

Kiedy jak nie dziś porozmawiać o duchach? Tym razem chodzi o ducha rodzimego, bo choć teoretycznie przypisuje się go mitologii germańskiej, klabaternik występował także na Pomorzu i Kaszubach, a w szczególności w Gdańsku.

Klabaternik (niem. Klabautermann, w polskim przekładzie także klabater lub rzadziej klawiter) jest tak naprawdę niegroźny i pożyteczny i bardzo dobrze jest go na pokładzie mieć. Jest, jak to wymarzony kompan żeglarza, wesoły i co ważniejsze – pracowity. A skąd się brał? Ano, jak powiadali starzy żeglarze poczciwe, choć trochę nerwowe duszki rodzą się na grobach nieochrzczonych dzieci. Jeżeli na takiej mogiłce wyrośnie sosna lub świerk, a po wielu latach z pnia drzewa zostanie zrobiona łódź, to jest pewne, że pokutująca dusza nieochrzczonego dziecka przybierze postać Klabaternika, który tak długo będzie chronił bezpieczeństwa „swojego” statku, jak długo będzie on pływał po morzach.


Klabaternik zazwyczaj bywał niewidzialny, a jeżeli już się pokazywał – pod postacią błędnego ognika lub karzełka - to tylko szyprom i kapitanom. No i zdecydowanie wolał większe łodzie, takie, które miały zakryte pokłady i ładownie, co jest nawet zrozumiałe, biorąc pod uwagę jego niechęć do paradowania przed ludzkimi oczami. Według podań, żeby go zobaczyć, trzeba się było zasadzić o północy blisko kluzy kotwicznej. W legendach klabaternik pojawiać się mógł także na lądzie, ale tylko w miastach portowych (chodzą słuchy, że bardzo sobie upodobał Gdańsk). Zazwyczaj ubrany był elegancko, miał kapelusz, spodnie z białego płótna i czerwona kamizelkę, a w ręku trzymał latarenkę. Zaopatrzony był także w drewniany młotek. 

Klabaternik był bardzo pożyteczny, bo w razie potrzeby potrafił załatać dziurę w kadłubie a statek opuszczał wtedy, kiedy dla łajby nie było już żadnych szans. Jak sami więc widzicie – lepiej było go mieć wśród załogi… Oprócz łatania dziur wskazywał także drogę kapitanowi, a najbardziej nie lubił lenistwa i brudu. Uznać go można za kogoś w rodzaju niematerialnego bosmana, bowiem leniwym i brudnym marynarzom naprawdę potrafił utrudnić życie. Plątał supły na linach, wyrzucał jedzenie za burtę, podstawiał nogę a nawet potrafił ich stłuc wspomnianym wyżej młotkiem… A kiedy delikwent już tak rozzłościł klabaternika, że zdołał zobaczyć jego wykrzywioną złością twarz wiadomo było, że jego dni są policzone. 

We współczesnych żartach i przesądach marynarskich nazwą klawiter lub klabater określa się także ducha marynarza, który zmarł na statku (w szczególności śmiercią samobójczą) i na nim straszy. Jednak to przeróbka legendy i straszący duch samobójcy z pracowitym klabaternikiem nie ma nic wspólnego. 

Tagi: duch, Klabaternik, Bałtyk
TYP: a3
0 0
Komentarze
Marek Popiel: Zawsze słyszałem, że jak się coś na statku bez powodu sp.. znaczy, zepsuje to wina Klabautermana. Nawet do zupy potrafi nasikać at takie miłe słowa ;)
wtorek, 6 listopada 2018, 7:03 Skomentuj
0 0
TYP: a2

Kalendarium: 19 August

Call of the Ocean rozpoczęty
sobota, 19 sierpnia 2017
Rozpoczęcie drugiego rejsu Henryka Jaskuły na "Darze Przemyśla"
niedziela, 19 sierpnia 1984
Na jachcie "Pacific" wyruszył z San Francisco Bernard Gilboy z zamiarem dotarcia samotnie do Australii; wycieńczonego żeglarza zdjęto z pokładu jachtu niedaleko australijskiej wyspy Bird, po przebyciu 6500 mil i po 164 dniach rejsu
sobota, 19 sierpnia 1882