TYP: a1

Trzebież – legenda czy pasztet?

piątek, 22 kwietnia 2016
Anna Ciężadło
W ostatnim czasie w temacie Trzebieży sporo się działo – były mediacje, przepychanki, policja, syndyk, a ponoć nawet domorośli komandosi. Kiedy w grę wchodzą wielkie pieniądze i równie wielkie rozczarowania, nie trudno o emocje – tym bardziej, że każda ze stron jest przekonana o swojej racji.



Niedawna konferencja prasowa, zwołana z inicjatywy ZOZŻ miała rozwiązać sytuację – czy jednak list intencyjny i nowo powstała fundacja rzeczywiście pozwolą na wyjście z patowej sytuacji, w której, jak na razie, przegrani są wszyscy: PZŻ, COŻ a przede wszystkim – żeglarze?

Na czym stoimy?

Właściwie, to leżymy, bowiem nie sposób inaczej określić tego, co dzieje się dziś Trzebieży, stanowiącej niegdyś perełkę polskiego żeglarstwa. Jeszcze w czasach Polski Ludowej, ośrodek Trzebież posiadał największą w kraju flotę jednostek morskich oraz szkoleniowych oraz uchodził za wylęgarnię żeglarskich talentów. Mimo, iż placówka organizowała największą liczbę kursów w kraju, na jedno miejsce na kursach manewrowych czekało ok. 10 chętnych, zaś absolwenci Trzebieży uznawani byli za najlepszych żeglarzy morskich w Polsce. Tak było kiedyś.

Pod koniec XX wieku Polski Związek Żeglarski zdecydował o utworzeniu w Trzebieży spółki prawa handlowego Centralnego Ośrodka Żeglarstwa - COŻ PZŻ im. A. Benesza Sp. z o.o.. Przemiany ustrojowe, które wprowadziły zasady gospodarki rynkowej sprawiły też, że legendarny ośrodek, nienawykły do twardych zasad komercji, mocno podupadł, a z czasem znalazł się wręcz na skraju ruiny. Degradacja postępowała nieubłaganie, więc Zarząd Główny PZŻ podjął decyzję o znalezieniu innego zarządcy, czyli o… podrzuceniu kukułczego jaja komuś innemu. Ośrodek nie został jednak sprzedany, ale oddany w dzierżawę, więc jego faktycznym właścicielem wciąż pozostaje PZŻ.

Kłopotliwa dzierżawa

Aktualnym dzierżawcą Trzebieży jest… no i tu zaczynają się schody. Pierwotnie ośrodek wydzierżawiono firmie SMART, prowadzącej dotychczas sklepy żeglarskie w kilku dużych miastach oraz zajmującej się zaopatrzeniem technicznym stoczni i statków, a także ich obsługą shipchandlerską. Wydawało się, że podmiot związany z morzem, a jednocześnie zaznajomiony z zasadami gospodarki i biznesu, bez trudu poradzi sobie z zadaniem przywrócenia ośrodkowi dawnej świetności.

SMART, pod wodzą kpt.ż.w., Zdzisława Uherka, miał zawiadywać terenem, obiektami oraz flotą. W tym celu firma utworzyła nową spółkę - Centralny Ośrodek Żeglarstwa im. Andrzeja Benesza w Trzebieży. Zdzisław Uherek stwierdził, iż jako żeglarz patrzył z żalem na degradację ośrodka i po niemal półrocznych rozważaniach zdecydował się na wydzierżawienie ośrodka, nie przeczuwając jednak nadchodzących kłopotów. Z ramienia SMART ośrodkiem miał kierować kapitan jachtowy i wieloletni komendant Harcerskiego Ośrodka Morskiego w Szczecinie, Tomasz Rybarski.

Założenia dzierżawcy były jak najbardziej szczytne, bowiem ośrodek miał skupić się głównie na prowadzeniu szkoleń żeglarskich i motorowodnych, a także stać się przyjaznym portem dla polskich oraz zagranicznych jednostek. Wszystko to jednak wymagało nakładów finansowych, bowiem infrastruktura była w tragicznym stanie, podobnie zresztą jak flota.

Początki modernizacji były ciężkie i to nie tylko ze względu na ogrom zaniedbań, które należało nadrobić, ale również przez tzw. opór materii ludzkiej. Tomasz Rybarski musiał zmierzyć się m. in. z odmową kontynuowania pracy przez dotychczasowych pracowników ośrodka, a także z niezadowoleniem, jakie wywołały wśród miejscowych jego obostrzenia dotyczące cennika i możliwości swobodnego wejścia na teren placówki. Mimo wszystko, coś dobrego zaczęło się wreszcie dziać: udało się nawet wyremontować najważniejsze jednostki pływające. W czym więc tkwi problem?

Papierologia kontra marzenia

Faktem jest, że podczas podpisywania umów popełniono szereg zaniedbań. Przede wszystkim, COŻ Trzebież podpisał umowę dzierżawy na 20 lat. Sęk w tym, że taka umowa jest niezgodna z przepisami Ministerstwa Skarbu które przewiduje dzierżawę na okres maksymalnie 10 lat – chyba, że Minister wyrazi zgodę na odstąpienie od tej zasady. W tym przypadku nie wyraził, co jednak, przynajmniej na początku, nie przeszkadzało żadnej ze stron.

Znaczny problem w rozwiązaniu trudnej sytuacji ośrodka stanowi też nieuregulowany stan niektórych nieruchomości, jakimi on zawiaduje, bowiem PZŻ w porozumieniu z gminą Trzebież przejął – co bardzo istotne, za zaledwie 10 proc. wartości - w wieczystą dzierżawę dwie działki, sąsiadujące z ośrodkiem. Symboliczna kwota miała zostać zrekompensowana wspólnymi inwestycjami (COŻ oraz Gminy), które dotychczas nie zostały zrealizowane. Stan działek pozostaje więc niepewny, co znacznie utrudnia zdobycie finansowania z zewnętrznych źródeł, zaś bez odpowiednich nakładów finansowych trudno mówić o jakiejkolwiek modernizacji czy rozwoju.

Cała wstecz

Kłopoty z finansowaniem to nie jedyny problem, okazało się bowiem, że całość infrastruktury, a szczególnie tzw. północne nabrzeże, znajduje się w stanie kompletnej ruiny, a wręcz grozi katastrofą. Co ciekawe, w rozmowie ze Zdzisławem Uherkiem dowiedzieliśmy się, iż PZŻ jeszcze w 2009 roku zlecił pewnej szczecińskiej firmie wykonanie raportu na temat rzeczywistego stanu ośrodka. Sęk w tym, że COŻ, w odróżnieniu od PZŻ, nic na temat istnienia takowego raportu nie wiedział, aż do... grudnia 2015 r. PZŻ posiadał więc informacje na temat rzeczywistego stanu ośrodka oraz stopnia jego degradacji, natomiast COŻ, podpisując umowę dzierżawy, nie został o raporcie poinformowany.

Prezes Domański natomiast, zapytany przez nas o komentarz w tej sprawie stwierdził, iż Zdzisław Uherek znał stan ośrodka: przez 6 miesięcy przed przejęciem ośrodka miał możliwość zapoznania się z jego stanem, zaś podpisując umowę dzierżawy, podpisał również, iż zna stan techniczny obiektu.

Spółka COŻ Trzebież zapragnęła wycofać się z dzierżawy i jak najszybciej oddać trefny ośrodek pod zarząd właściciela. Zanim to jednak nastąpi, COŻ pragnie odzyskać to, co już zainwestował w ruchomy i nieruchomy materiał ośrodka. Domaga się m. in. zwrotu kosztów, poniesionych na remonty (w tym na remont „Kapitana Głowackiego”), prezentując trzy segregatory faktur, dokumentujących zakup części i materiałów eksploatacyjnych, niezbędnych do przeprowadzenia napraw. I tu pojawia się kwestia sporna, powodująca, że wszystkie strony konfliktu znalazły się w sytuacji mocno patowej i nie widzą z niej wyjścia.

Z małym zastrzeżeniem

COŻ domaga się zwrotu poniesionych nakładów, zaś PZŻ kwestionuje ich wysokość, a nawet więcej – kwestionuje w ogóle zasadność takiego żądania, uznając poniesione przez spółkę koszty za normalny element funkcjonowania tego typu ośrodka. PZŻ nie ma nic przeciwko odzyskaniu zarządu nad ośrodkiem, tym bardziej, że podobno ma już kolejnego potencjalnego dzierżawcę, z którym ma podpisać kolejną umowę (tym razem na 10 lat).

W efekcie niezgodności co do zwrotu kosztów, od kilku miesięcy ciągną się przepychanki pomiędzy drużyną COŻ Trzebież pod wodzą prezesa Uherka, a PZŻ, na którego czele stoi Jerzy Domański. Każda ze stron próbuje zrzucić winę na drużynę przeciwną, oskarżając ją jednocześnie o celowe przeciąganie sprawy.

PZŻ twierdzi na przykład, że w trakcie przeprowadzonej inwentaryzacji majątku ośrodka nie wskazano ani nie zidentyfikowano żadnych konkretnych inwestycji, jakie poniósł COŻ, więc trudno mówić o ich faktycznej wycenie. Jerzy Domański twierdzi też, że braki w dokumentacji technicznej nie pozwalają na realną wycenę kosztów, poniesionych przez COŻ na remonty. Brakuje np. protokoły odbioru, potwierdzenia finalnej wartości wyremontowanych obiektów czy wreszcie wskazania starych urządzeń, które zastąpiono nowymi, a przede wszystkim – przedstawienia starych urządzeń do odbioru. W takim przypadku, jak argumentuje Domański, nie może być mowy o inwestycji, ale o normalnych nakładach, poniesionych na rzecz utrzymania dotychczasowej użyteczności obiektu.

Natomiast Zdzisław Uherek w rozmowie z „Tawerną” stwierdził, że to, iż wyremontowany przez COŻ Kapitan Głowacki wygrał regaty The Tall Ships’ Race 2014 oraz nagrodę im. kpt. Leszka Wiktorowicza stanowi największy sukces w historii Trzebieży jako portu, a miało ono miejsce właśnie za „kadencji” COŻ. To, czy tego rodzaju osiągnięcie można uznać za normalne funkcjonowanie ośrodka, pozostaje kwestią dyskusyjną. Z kolei prezes Domański, odnosząc się do tych twierdzeń, powiedział nam, iż sukces Kapitana Głowackiego jest wyłączną zasługą jego załogi, tym większą, że wskutek działalności COŻ jednostka jest w złym stanie technicznym.

Obecnie, skutkiem postawienia COŻ w stan upadłości, masą upadłościową zarządza syndyk, co nie jest w interesie ani COŻ, który złożył zażalenie w tej sprawie, ani PZŻ, który pragnie odzyskać swój majątek.

W międzyczasie obie strony konfliktu odbyły szereg spotkań, które miały doprowadzić do jakiegoś konsensusu – ale nie doprowadziły. Światełkiem w tunelu miało być włączenie się w spór mediatora, jakim został Zachodniopomorski Okręgowy Związek Żeglarski.
Podczas niedawnego spotkania mediacyjnego z udziałem mediów, zorganizowanego przez ZOZŻ usiłowano stworzyć jakąś płaszczyznę porozumienia, która pozwoliłaby uniknąć kosztownego, a przede wszystkim – długotrwałego procesu sądowego pomiędzy stronami konfliktu.

ZOZŻ zorganizował konferencję prasową, o której jednak nikt ze strony COŻ nie wiedział. Wiedziały za to media oraz PZŻ, dzięki czemu Prezes i Wiceprezes ZOZŻ podpisali z przedstawicielem PZŻ Domańskim list intencyjny, dotyczący powołania nowej Fundacji "Port jachtowy Trzebież”, która ma przywrócić funkcjonowanie ośrodka. ZOZŻ zastrzega jednak, że jakiekolwiek działania rozpoczną… dopiero po uregulowaniu kwestii spornych pomiędzy PZŻ a COŻ.

Nowa Fundacja ma zamiar sfinansować uruchomienie ośrodka, opierając się o głównie środki z UE. Pomoc zadeklarowała również (na razie ustnie) gmina Police. Na razie, w oczekiwaniu na zakończenie prac przez syndyka, najpilniejszą sprawą jest ponowne uruchomienie mediów na terenie ośrodka, które umożliwiłoby korzystanie z wody, prądu i WC.

Czy jest więc nadzieja, że ktoś wreszcie przetnie ten węzeł gordyjski - trudno powiedzieć. Faktem jest natomiast, że dawna perełka polskiego żeglarstwa stoi i niszczeje, żeglarze się wściekają, a panowie prezesi kłócą się o pieniądze, wydane na pędzle i śrubki.
Tagi: Trzebież, ośrodek, spór, kursy
TYP: a3
0 0
Komentarze
TYP: a2

Kalendarium: 19 July

Wyruszyła śladem swojej poprzedniczki z 1957 r. (tratwa Nord) - tratwa "Nord-bis" z Kapitanem Andrzejem Urbańczykiem i zmieniającą się po drodze załogą. Po dotarciu do Gotlandii i 25 dniach żeglugi tratwa powróciła do Gdańska.
środa, 19 lipca 2006
W Gdyni rozpoczął się kolejny zlot żaglowców The Cutty Sark Tall Ship's Race.
sobota, 19 lipca 2003
Z przystani AKM w Gdańsku wyruszył niewielki (niecałe 8 m długości) jacht "Probus" z Kapitanem Jerzym Cołojewem z dwoma przyjaciółmi w rejs na Szetlandy, Wyspy Owcze; mały jacht powrócił do domu, po przebyciu około 2500 Mm w ciągu 777 godzin.
poniedziałek, 19 lipca 1971
Opuściło Świnoujście "Roztocze" z Kpt. Ziemowitem Barańskim, wychodząc w zakończony powodzeniem rejs na Wyspy Owcze.
poniedziałek, 19 lipca 1971