Rejsy firmowe - jak to się robi? [wywiad]

piątek, 25 września 2015
Redakcja
O rodzajach, celach i sposobach organizacji wyjazdów pod żagle dla firm rozmawiamy z Piotrem Geisslerem, skipperem zawodowym, który koordynuje rejsy firmowe w agencji żeglarskiej Charter Navigator.

rejs firmowy
Fot. Kelly Sikkema

Redakcja: Może zacznijmy od pytania nieco naiwnego. Czy na rejsach dla firm jest dużo szkoleń?
Piotr: Jeśli istnieje taka potrzeba i zarazem chęć, to oczywiście można je przeprowadzać, jednak cel wyjazdu jest najczęściej inny.

To znaczy?
Takim celem jest z reguły integracja grupy, może to być również nagroda za osiągnięte wyniki.

Do kogo zgłaszają się firmy chcące przeprowadzić rejsy integracyjne?
Chcielibyśmy, aby bezpośrednio do nas, ale (niestety) z reguły do firm organizujących szeroko pojęte imprezy firmowe. Niestety - bo i tak później zgłaszają się do takich firm jak nasza [śmiech]. Otóż imprezę „ognisko z kiełbaskami” może zrobić każdy, natomiast rejs dla firmy, aby był udany, wymaga odpowiedniej wiedzy, kadry i doświadczenia.

Co robi Prezes firmy podczas rejsu?
Oprócz tego, że płaci, to powinien dobrze się bawić. Na rejsie wszyscy jesteśmy równi, no może poza skipperem, bo to on odpowiada za bezpieczeństwo. Prezes natomiast może poznać swoich pracowników w życiu codziennym i wiele z tego wywnioskować. Również pracownicy często dostrzegą „ludzką twarz” prezesa.

Najmniejsza i największa impreza firmowa jaką prowadziłeś?
Najmniejsza na 1 jachcie, największa na 17 jachtach w Grecji.

Gdzie w takim razie najlepiej taki rejs zorganizować?
Trzeba pamiętać, że podróż do miejsca odbioru jachtu także męczy. Jeśli planujemy wyjazd autokarem, to rozsądnym kierunkiem jest Chorwacja. Gdy decydujemy się na przelot, to praktycznie w rachubę wchodzi cała Europa (Włochy, Hiszpania, Grecja, Turcja, również Chorwacja). Dla małej grupy proponowałbym zorganizować rejs na Karaibach, w Tajlandii ewentualnie na Seszelach. Wszystko zależy od tego, jaką kwotą dysponujemy.

Najzabawniejsza historia z takiego rejsu?
Dość ciekawie wyglądała scena, gdy któryś z załogantów bardzo chciał poprowadzić jacht, a wszystko wskazywało na fakt, że absolutnie nie powinien. Dziarsko chwycił w dłonie koło sterowe i nikt się nie zorientował, że skipper włączył autopilota. Trwało to bardzo długo.

Dziękujemy za rozmowę.
TYP: a3
0 0
Komentarze