TYP: a1

Człowiek za burtą – jak się utrzymać gdy to my plumkniemy do wody?

wtorek, 15 marca 2016
Anna Ciężadło
Co ma żołnierz? Sprzątać pod łóżkiem. A co ma żeglarz? Ma umieć pływać... A przynajmniej, umieć jako tako utrzymać się na wodzie, aż ktoś go litościwie wyciągnie. Jak zatem powinniśmy się zachować, kiedy już zdarzy się nam plumknięcie?

Sursum głowy!
Przede wszystkim, skoro już straciliśmy pokład pod nogami, nie traćmy chociaż głowy. Wiadomo, że łatwo nie będzie: fale majtają nami złośliwie, temperatura wody niekoniecznie jest komfortowa, zaś świadomość obecności innych, dużych i zębatych stworzeń przebywających w tym samym zbiorniku wodnym, nie napawa optymizmem. Mimo wszystko, należy zachować zimną krew (o to akurat nie musimy się martwić) i postarać się jakoś przetrwać.

Heat Escape Lessening Posture
By Brandyn R. Hill - OTRS submission by PA3 Brandyn R. Hill, USCG, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=8092868


Załóżmy optymistycznie, że ktoś widział, że wpadamy do wody, więc ekipa ratunkowa, przynajmniej teoretycznie, jest już w drodze. Co nie znaczy, że jest blisko, ale spróbujmy nie panikować. Co prawda, adrenalina pozwoli nam dokonać rzeczy prawie niemożliwych (choć nie będzie to dogonienie łódki), ale na dłuższą metę, strach paraliżuje i odbiera wszystkie dobre pomysły, a to właśnie one będą nam teraz potrzebne. Ponieważ nie możemy przewidzieć, kiedy i gdzie wpadniemy do wody – gdybyśmy mogli, to przecież byśmy nie wpadli – należy improwizować, posługując się twórczo tym, co mamy pod ręką. Może będą to inne sprzęty, które wpadły razem z nami, może inni ludzie, a może rzeczy, których normalnie nie postrzegamy w kategoriach ratowania życia? Od naszej zdolności wykorzystania tych zasobów będzie zależeć wszystko. Dosłownie.

Zagrożenia

Samo wpadnięcie do wody nie jest fajne, nawet, jeśli zdarza się na ciepłym akwenie i w słoneczny dzień. Jeśli przypadkiem jest to Bałtyk listopadową nocą, jest bardzo, bardzo niefajnie; z drugiej strony, przynajmniej nie spotkamy tam rekinów ludojadów. Niestety, największym zagrożeniem wcale nie są krwiożercze bestie, które tylko czekają, by nas pożreć (chociaż rekiny wcinają wszystko, więc pewnie nie pogardzą nawet spietranym żeglarzem). Zanim jednak nas zlokalizują, dopadnie nas zupełnie inny wróg - zimno. Nagłe znalezienie się w zimnej wodzie może skończyć się szokiem termicznym, a nawet hipotermią. Ponoć w miarę sprawny, dorosły człowiek bez ubrania ochronnego, może przeżyć w wodzie o temp. 6 stopni... 15 minut. Tyle, co średniej długości bloczek reklamowy w Polsacie. Trochę słabo, co?

Priorytet – zachować ciepło

Kiedy wpadniemy do wody, naszym priorytetem będzie więc nie tyle nie utopienie się, ile nie zamarznięcie, zanim zdążymy się utopić. Jeżeli oprócz nas w wodzie jest cokolwiek, na co możemy się wspiąć, zróbmy to. Pamiętacie boskiego Leonardo w Titanicu? Gdyby zmieścił się na tym kawałku drzwi ze swoją Rose, czy jak jej tam było, to może by biedak przeżył i doczekał się w końcu Oscara. Generalnie, woda bezlitośnie odbiera nam ciepło, więc im większą część ciała będziemy potrafili utrzymać nad jej powierzchnią, tym większe będą nasze szanse (na Oscara oczywiście ;))
Jeżeli mamy naprawdę dużo szczęścia i ktoś nam rzucił kamizelkę ratunkową, koniecznie trzeba ją założyć. Nawet gdy jesteśmy super pływakami i nie potrzebujemy kamizelki w celu utrzymania się na wodzie, potraktujmy ją jak... ogrzewacz. Gruba warstwa izolująca przynajmniej część korpusu od zimnej wody, wymiernie zwiększy nasze szanse na przetrwanie, o ile będzie ściśle przylegać do ciała. Czekając na pomoc, będziemy mieć trochę czasu, można więc poświęcić go na regulowanie troczków.

Pozycja
Zdania co do tego, czy lepsza dla człowieka za burtą jest pozycja pionowa czy pozioma, są podzielone. Faktem jest natomiast, że zawsze warto zadbać, aby głowa znajdowała się u góry. Dobrze jest też w miarę możliwości ochronić ją czapką, kaskiem, nocnikiem... czymkolwiek. Podobnie, jak na mrozie najłatwiej jest przemarznąć mając odkrytą głowę, tak samo w wodzie – goła, w dodatku mokra głowa powoduje, że tracimy ciepło w bardzo szybkim tempie.

Specjaliści radzą też, aby w wodzie przyjąć pozycję HELP, która zgodnie z nazwą (Heat Escape Lessening Posture), ochroni nas przed utratą ciepła. Warto pogrzebać w czeluściach sieci i dowiedzieć się, na czym ona polega, bowiem w wodzie Wujek Google nam nie pomoże (smartfon nie lubi wpadać do zimnego morza przynajmniej tak samo, jak my, nie wspominając już o zasięgu i jego braku).

W kupie raźniej
Jeśli za burtą znalazło się więcej osób, lepiej, by trzymać się możliwie blisko siebie; nawet, jak wpadła z nami teściowa, a wręcz tym bardziej – duże panie w średnim wieku mają bowiem standardowo większą wyporność niż normalny człowiek, co może stanowić pewien plus posiadania teściowej.
Oczywiście, może być tak, że inne wpadnięte osoby są wkurzające, panikują, pomstują, wrzeszczą, płaczą, a nawet wymiotują i ogólnie byłoby lepiej, jakby z nami nie wpadły. Mimo wszystko, trochę głupio zostawiać je na pastwę losu, tym bardziej, że stanowią dla nas (a my dla nich) źródło ciepła, zaś w razie ataku rekina czy innej makreli, będziemy mieli kogo rzucić na pożarcie. Przytulenie się do panikarza pozwoli nie tylko uspokoić go, uciszyć i spokojnie się zastanowić co dalej, ale może też nam (i jemu) uratować życie. A jeśli przypadkiem będzie to teściowa, szef albo inny wrzód, może się okazać, że nasze relacje po wyłowieniu będą zupełnie inne. W końcu, nie wypada gnębić bohatera, co nie?



Tagi: Tonięcie, hipotermia, Heat Escape Lessening Posture
TYP: a3
0 0
Komentarze
TYP: a2

Kalendarium: 12 December

"Gipsy Moth IV" z Francisem Chichesterem w okołoziemskim samotnym rejsie dopłynął do Sydney, jedynego portu etapowego w tym rejsie.
poniedziałek, 12 grudnia 1966
W drodze do Grecji, w odległości ok. 80 Mm na zachód od wybrzeży Korsyki zatonął w czasie parogodzinnego sztormu s/y "Zew Morza". Załoga po ewakuacji na tratwy ratunkowe, po całodziennym dryfowaniu została uratowana przez statek bandery francuskiej.
sobota, 12 grudnia 1981