TYP: a1

Powrót U 15 z patrolu i brancin na žaru

sobota, 15 czerwca 2013
M

Niezmącone nawet najmniejszym powiewem wody Zatoki Kotorskiej lśniły, odbijając światło księżyca jak lustro. Odnieść można by było wrażenie, że nieboskłon usiany gwiazdami znajduje się zarówno tam w górze, jak i na Ziemi. Ten idylliczny obrazek zakłóciła ciemna sylwetka okrętu podwodnego. Dziób przy szybkości marszowej podnosił przed sobą falę, odbicia gwiazd zaczynały tańczyć, a za rufą pozostawał długi ślad, przymglony oparami spalin. Od skał okalających zatokę echem powracało dudnienie nieregularnie pracującego diesla. U 15 pod dowództwem kapitana Franza Rzemenowsky`ego von Trautenegg wracał do bazy w Cattaro.


Po raz kolejny patrol uległ skróceniu na skutek awarii zaworu ciśnieniowego. Wcześniej również okręt ten prześladował pech. Gdy w na początku stycznia 1916 roku opuścił zatokę, to jeszcze tego samego dnia musiał zawrócić. Dwa dni później wyruszył w kolejną wyprawę, celem miały być albańskie wody przybrzeżne, ale i tym razem przyszło mu szybko skierować się na powrót do bazy. Przyczyna leżała w niskiej jakości paliwa i smarów, w które był zaopatrzony. Ale oprócz kłopotów zdarzały się momenty świadczące o niebywałym szczęściu. Pewnego dnia, na wysokości Durazzo, gdy ładowano na powierzchni akumulatory, załoga z przerażeniem dostrzegła ślad torpedy nieuchronnie zbliżającej się prosto w środek kadłuba. Zagłada wydawała się być nie do uniknięcia, jednak pocisk otarł się jedynie o burty nie eksplodując, po czym przeszedł pod stępką i popłynął dalej.


Witold Gruszecki obsługujący maszynę krążył wokół diesla z oliwiarką w ręku. Nie ukrywał radości z przerwy w rejsie, liczył godziny, po których znów znajdzie się na suchym lądzie. Spodziewał się, że naprawa felernego zaworu zajmie kilka dni, a na ten czas załoga dostanie wolne. Miał tutaj dwójkę przyjaciół. Jeden był Czechem, nazywał się Honza Pospišil, drugi to Chorwat o imieniu Ivo. Razem tworzyli grupkę, którą na pokładzie nazywano „słowiańskie koło”. Podobieństwo języków ułatwiało im komunikację, czasem jednak zdarzały się wpadki. Witold nie był specjalnie bystry i bez przerwy coś gubił. Nie mógł zrozumieć dlaczego Czech zaśmiewał się gdy informował go, że właśnie czegoś szuka. Nieporozumienie z Chorwatem wywoływało powiedzenie „prawo”, ten nie pojmował dlaczego Witold skręca, zamiast iść prosto. Ale to były drobiazgi. Panowie trzymali się razem i razem podczas przerw w patrolach spędzali czas na lądzie. Dzięki znajomościom jakie Ivo zawarł z tutejszą ludnością zawsze mieli do dyspozycji niewielką łódkę zaopatrzoną w sieci. Teraz też planowali rybacką wyprawę, by złowić trochę ryb.


Cała trójka bez nadmiernej sympatii traktowała Austriaków. Los Austro-Węgier był im raczej obojętny, niepowodzenia na froncie i na morzu kwitowali wierszykiem, którego nauczył ich Witold i który znakomicie pomagał utrzymać rytm przy wiosłowaniu. Gdy wyruszali na połów, po wodzie płynęły słowa – Pod Ulm, pod Ulm, pod Austerlitz, dostaliśmy w dupę, nie gadaliśmy nic, bo my Austriacy taki zwyczaj mamy, że gdy w dupę bierzemy to nic nie gadamy.


Trudno powiedzieć, czy te recytacje miały wpływ na to, ile ryb wpadło w sieci, ale trzeba przyznać, że praktycznie zawsze znalazło się tam co najmniej kilka sporych brancinów, które później Ivo ze znaczną wprawą smażył na ruszcie.


Brancin na žaru

Brancina, znanego także pod nazwą okoń morski lub labraks, należy sprawić pozbawiając wnętrzności i skrzeli – te ostatnie dlatego, że podczas smażenia, pieczenia czy też gotowania gorzknieją i to może mieć wpływ na smak mięsa. Skórę pozbawiamy łusek. Zmiażdżony czosnek rozcieramy z solą, rozmaryn – sporą ilość – drobno siekamy, wszystko mieszamy z oliwą i sokiem z cytryny. Taką miksturą smarujemy rybę zarówno od zewnątrz jak i wewnątrz. Do środka wkładamy całą gałązkę rozmarynu i plasterek cytryny. Odstawiamy na około godzinę, w chłodne miejsce, by ryba się zamarynowała. Po tym czasie kładziemy na rozgrzanym ruszcie, gdy skóra już mocno się zrumieni, odwracamy i kontynuujemy grillowanie cały czas smarując skórę ryby pozostałą marynatą. Niezbędnym dodatkiem do upieczonej ryby jest białe wytrawne wino, a także grillowane pomidory, papryki i cukinie.
TYP: a3
0 0
Komentarze
TYP: a2

Kalendarium: 12 December

"Gipsy Moth IV" z Francisem Chichesterem w okołoziemskim samotnym rejsie dopłynął do Sydney, jedynego portu etapowego w tym rejsie.
poniedziałek, 12 grudnia 1966
W drodze do Grecji, w odległości ok. 80 Mm na zachód od wybrzeży Korsyki zatonął w czasie parogodzinnego sztormu s/y "Zew Morza". Załoga po ewakuacji na tratwy ratunkowe, po całodziennym dryfowaniu została uratowana przez statek bandery francuskiej.
sobota, 12 grudnia 1981