TYP: a1

Wierzycie w bajki? To najwyższy czas zacząć

czwartek, 11 stycznia 2018
Anna Ciężadło

Głupia sprawa, ale wygląda na to, że... kraken istnieje. Sorry. Zwykle legendarne stworzenia okazują się w najlepszym wypadku mało podobne do oryginału (potrzeba naprawdę wybujałej wyobraźni, albo bardzo kiepskiego wzroku, żeby w krowie morskiej dostrzec nadobną niewiastę; choćby i taką z rybim ogonem), a historie o nich bywają albo podkoloryzowane, albo wręcz zmyślone.

[t][/t] [s]Fot. Wikipedia[/s]

Mogło to nieco uśpić naszą czujność i doprowadzić do zupełnie błędnych wniosków, iż wszystkie mityczne stwory są po prostu... no, mityczne. Aż do czasu, kiedy okazało się, że jeden wcale nie jest. Jest za to całkiem spory.

I chyba nieźle na nas wkurzony.

 

Zwyczaje krakenów

Kraken miał być zmyślonym, a właściwie to bajkowym potworem - chociaż nieco dziwny wydawał się fakt, że wspominali o nim ludzie z różnych stron świata, i to żyjący w różnych epokach. Według niektórych legend, kraken nazywał się Triangulem i był w zasadzie na usługach Neptuna, ale nie do końca – miał bowiem słuchać rozkazów tego, kogo zobaczy po przebudzeniu. A to niekoniecznie musiał być akurat szef z wielkim trójzębem w łapie.

Jedno było natomiast pewne: kraken, gdziekolwiek się pojawił, zawsze okazywał paskudne maniery. Jak twierdzi Pliniusz Starszy w swojej „Historii Naturalnej” (rok 77 n. e.), jeden taki siedział sobie w Cieśninie Gibraltarskiej i nawet za łapówkę nie przepuszczał żadnych okrętów. Innym razem kraken miał zaatakować stawy rybne w hiszpańskim mieście Carteia i dokonać tam niezwykłych zniszczeń, „używając swoich wielkich ramion jak maczug".

Sprawą krakena zajął się również szwedzki biskup Olaf Magnus, który w 1555 roku opisywał „potworną rybę o strasznych kształtach i ogromnych ślepiach, będącą w stanie zatapiać okręty z załogami", jaka miała grasować w okolicy Bergen. Żeby było ciekawiej, stwór miał zwyczaj wyłazić na ląd i porywać cielęta. W sumie to miło, że nie dziewice.

Olbrzymi głowonóg wziął też aktywny udział w działaniach wojennych, bowiem w 1941 roku zaatakował zmykających na tratwie rozbitków, ocalałych z zatopionego przez Niemców HMS „Britannia”.

Przede wszystkim jednak kraken miał w zwyczaju atakować i zatapiać statki. Takie miał hobby. A właściwie - ma je nadal. Ups.

 

Strraszna aparycja

Jak wygląda kraken? I tu napotykamy na pewną trudność, bowiem zeznania świadków nieco się różnią (niektórzy upierali się na przykład, że posiada grzywę). Po odsianiu skrajnych opinii, będących albo skutkiem stresu pourazowego, albo zbyt długiego powtarzania tej samej opowieści nad kufelkiem jakiegoś miłego płynu, można jednak wyróżnić cechy wspólne, występujące w każdej wersji, a mianowicie:

  • gigantyczne rozmiary stwora

  • wielki dziób

  • ogromne, inteligentne, złowrogie ślepia

  • macki

 

Kogoś Wam to przypomina? No jasne, że owoc morza. Lekko przerośnięty i zdecydowanie nie w humorze – ale jednak.

 

Macki zresztą okazały się kluczowe, bowiem właśnie dzięki nim ludzie uwierzyli, że taki stwór naprawdę istnieje. Oraz dotarło do nich, jaki jest duży. W 1877 roku, kraken zaatakował kuter rybacki w okolicy Nowej Funlandii; załoga walczyła dzielnie, zaś najlepiej spisał się syn kapitana, który toporem odrąbał jedną z macek, ratując łódź – a przy okazji dostarczając na ląd szokujący dowód rozmiarów potworka. Odcięta macka miała bowiem 8 m długości (a przecież nie została odcięta tuż przy głowie), zaś pokrywały ją liczne przyssawki, mające średnicę 25 cm.

 

Co na to uczeni?

Opierając się na opisach, można by dojść do wniosku, że kraken to po prostu przerośnięta ośmiornica. Naukowcy są jednak zdania, iż jest to zwierzak bardziej przypominający kalmara lub kałamarnicę (czyli posiada 10 macek, z czego dwie są wyjątkowo długie).

Dyskusja, czy chodzi o Architeuthis dux (długość: 18m), Architeuthis monachus (30m), czy też Architeuthis princeps (22m), jest raczej akademicka. Pewne jest, że stwory z gangu Architeuthis istnieją – i że poza tym faktem, niewiele więcej o nich wiadomo. Jak twierdzi Clyde Roper ze Smithsonian Institut, „Wiemy więcej o dinozaurach niż o tych kałamarnicach". Jak to możliwe?

 

Powodów jest kilka; przede wszystkim, głowonogi to stworzenia bardzo sprytne i bez potrzeby nie narażają się na spotkanie z najbardziej szkodliwym oraz inwazyjnym gatunkiem na planecie – czyli z nami. Poza tym, naturalne środowisko krakena to wody dosyć głębokie: minimum 300, ale najlepiej - 1000 m i raczej chłodne (optimum to 10 stopni Celsjusza), więc szanse na spotkanie go są raczej niewielkie – chyba, że mamy wyjątkowego pecha.

 

Odwieczni wrogowie

Co ciekawe, wszystko wskazuje na to, że kraken to gatunek występujący... powszechnie, zaś jego ulubioną rozrywką wcale nie jest zatapianie statków, ale walki z kaszalotami, które gustują w mięsku krakenów.

 

Skąd to wiemy? Otóż, kraken jest mięczakiem, ale akurat dziób ma twardy – i raczej ciężkostrawny. W żołądkach martwych kaszalotów znajduje się więc liczne dowody konsumpcji krakenów w postaci niestrawionych dziobów. Jak liczne? Standardem jest kilka tysięcy sztuk, ale rekordzista, złowiony u wybrzeży Afryki Południowej, miał w żołądku dokładnie 18 115 dziobów Architeuthis.

 

Oczywiście, krakeny nie sprzedają swojej skóry tanio – na ciałach kaszalotów można więc znaleźć liczne blizny po przyssawkach, mających wielkość talerzy obiadowych. Według ostrożnych szacunków, kraken, który takie posiadał, mógłby mieć nawet 60 metrów długości. Coś jak ten przyjemniaczek z „Piratów z Karaibów”.


Dlaczego kraken atakuje statki?

Co właściwie przerośnięty głowonóg ma do jednostek pływających? Może zwyczajnie go wkurzają? Najprościej byłoby go zapytać, ale niestety musimy poprzestać na domysłach, a tych jest kilka.

 

Pierwsza z teorii głosi, iż krakenom zdarza się pomylić statek ze swoim odwiecznym wrogiem, czyli kaszalotem. Jest to jednak mało prawdopodobne, ponieważ głowonogi mają naprawdę świetny wzrok (pamiętacie gigantyczne ślepia?) i bardzo wyczulone zmysły.

 

Alternatywna idea zakłada, że krakeny - podobnie, jak zwierzaki lądowe - posiadają swój teren. I wcale nie są zachwycone, kiedy ktoś bez pozwolenia snuje się po nim łódką. Dają więc upust swojej irytacji w taki sam sposób, w jaki walczą z kaszalotem – próbują utopić intruza.

 

Ostatnia z teorii jest chyba najbardziej prawdopodobna; jak wiemy, krakeny żyją dość głęboko, a skoro znajdują się tuż przy powierzchni, to prawdopodobnie są chore lub ciężko ranne, a może nawet - umierające. Wszystkie głowonogi w chwili śmierci wpadają w spazmy, czepiają się więc przypadkowego obiektu i wraz z nim idą na dno. A że akurat w zasięgu macki znajdzie się statek – cóż, nasz pech.

 

Współczesne wyczyny krakenów

O krakenach mówiono już w starożytności, jednak w czasach bardziej nam współczesnych te stworki również lubiły dać o sobie znać. Na przykład w 1930 r. na Oceanie Spokojnym, Architeuthis zaatakował i przewrócił tankowiec Brunswick. Ot, tak sobie, bez powodu.

 

W Wigilię 1989 roku, kraken zaatakował u wybrzeży Filipin łódź z 13 pasażerami: ją również przewrócił, na szczęście pasażerowie przeżyli. W tym przypadku kraken był zresztą dość skromnych rozmiarów (według rozbitków, był porównywalny do bawołu), jednak jego zamiary były ewidentne: podpłynął, w ułamku sekundy wywrócił jednostkę stępką do góry i zadowolony oddalił się w nieznanym kierunku.

 

W 2003 roku kraken (a właściwie to krakenek, bowiem miał zaledwie 8 m) zaatakował pewien francuski jacht regatowy: urwał ster i zmasakrował jednostkę, zaś załoga mogła jedynie siedzieć i patrzyć bezradnie na wyczyny stwora. Oraz modlić się gorąco, żeby nie był głodny.

 

Tajemnica...

Mimo opisanych występów, krakeny ewidentnie nie dążą do zacieśnienia znajomości z ludźmi. Pierwsze zdjęcie takiego stwora udało się wykonać dopiero w 2004 r., zaś nagranie żywego okazu - w 2011 roku, a wymagało to podjęcia około 100 prób.

 

Nigdy też żaden osobnik nie był hodowany w niewoli, w oceanarium, czy w ośrodku badawczym. Na żywca nie dał się dotknąć, zbadać, zmierzyć, albo wytresować do aportowania piłeczki.

 

Prawda jest taka, że o krakenach wciąż wiemy bardzo niewiele - czyli chyba akurat tyle, ile sobie życzą. Pamiętajmy, że jak na głowonogi przystało, są one bardzo inteligentne. A przynajmniej na tyle mądre, by skutecznie nas unikać i tylko okazjonalnie grać nam na nosie, przypominając, że człowiek może sobie igrać z żywiołami – ale raczej nie ma szans, kiedy naprawdę się wkurzą.

 

 

 

Tagi: kraken, kałamarnica, mitologia
TYP: a3
0 0
Komentarze