TYP: a1

Żeglarska szarża HUSARII - Kanał Panamski

poniedziałek, 9 stycznia 2012
Andrzej W. Piotrowski

Husaria i Niunia na boi przed śluzą Gatun
W Balboa (nazwa miasta na cześć hiszpańskiego konkwistadora Vasco Nunez de Balboa, który 25 września 1513 roku pierwszy zobaczył Pacyfik) stoimy na kotwicy do środy czekając na decyzję Panama Canal Authority. W środę rano wraz z polonijnym jachtem NIUNIA z Yachklubu Polski z San Francisco przy boi nr 4 oczekujemy na pilotów. Ich przypłynięcie opóźnia się prawie o pół godziny. Wreszcie o godzinie 06.30 zjawiają się na burcie. Ruszamy.


Każdy jacht posiada na pokładzie cztery cumy o długości 150 stóp każda i 4 odbijacze zrobione z opon owiniętych taśmą, pożyczone z Balboa Yacht klub (oczywiście nie za darmo). Do pierwszej śluzy Miraflores wchodzimy tuż za wielkim masowcem RIO BUENO pod banderą Liberii. Cumujemy o godzinie 10.30 (czas chicagowski) lewą burtą do holownika, do naszej prawej cumuje NIUNIA. Tutaj dopada nas pierwszy poważniejszy kłopot. Wielki masowiec ruszając do kolejnej śluzy uruchamia równie wielką śrubę i kieruje na nas bardzo gwałtowny prąd wody. Odcumowana już NIUNIA manewruje tuż obok naszej prawej burty. W tym momencie komenda z holownika zwalnia naszą dziobową cumę i szpring z lewej burty. HUSARIA pod wpływem prądu od RIO BUENO ustawia się w poprzek śluzy, opierając się rufą na burcie holownika i celując dziobem w burtę NIUNII. Interwencja sternika HUSARII zapobiega kolizji. Obydwa jachty dotykają się burtami bez dalszych konsekwencji. Niemniej jest to poważne ostrzeżenie przed słuchaniem fałszywych komend.

 
W śluzie Miraflores
 
W drodze do kolejnej śluzy

O godzinie 11.05 już jesteśmy w śluzie Miraflores nr 2. Tym razem bez sensacji. Podczas przejścia do śluzy nr 3 jesteśmy obserwowani przez dużą grupę turystów na specjalnym tarasie widokowym. Być może są tam Polacy, bo widzowie machają do nas zawzięcie rękami. Dalsza droga prowadzi przez kanał wykuty w skałach i lądzie otaczającym jezioro Gatun. To jest około 14 mil morskich żeglugi. O godzinie 14.10 wchodzimy na wody jeziora Gatun. Pilot zawiadamia, że niestety nie zdążymy tego dnia pokonać kolejnych śluz i musimy nocować na jeziorze przy specjalnie do tego przystosowanej boi postojowej. Do boi płyniemy farwaterem na skrót, dostępnym jak sądzę tylko dla mniejszych jednostek. O godzinie 17.10 obydwa jachty cumują po obu stronach olbrzymiej (można po niej swobodnie chodzić) boi postojowej. Obydwaj piloci żegnają się z nami. Jutro o 10. 00 przybędą kolejni, aby nas przeprowadzić przez śluzy Gatun.

Husaria wchodzi do sluzy Gatun
Husaria wchodzi do śluzy Gatun

Śluza Gatun

Również nasz kolega z HUSARII, Stefan Bienias opuszcza jacht, ma lot z z Panama City do Nowego Jorku o godzinie 03.00 w nocy. Odwozimy go na brzeg używając naszej dinghy. Dalej musi dać sobie radę sam. Okazuje się to nie takie proste, wręcz wygląda na to, że jesteśmy blisko popełnienia przestępstwa. Przybyła łódź patrolowa obsługująca kanał zawiadamia nas, że nasz kolega został zatrzymany i są sprawdzane okoliczności opuszczenia jachtu przez niego. Nie bardzo tłumaczą nam na czym polega przekroczenie, wygląda na to, że bardziej interesuje ich czy Stefan nie opuścił HUSARII wskutek jakiegoś konfliktu na pokładzie. Wreszcie po ponad dwóch godzinach dwustronnych telefonów i rozmów z nami dowiadujemy się, że wszystko jest OK i nasz kolega jest w drodze na lotnisko. Mimo pozytywnego załatwienia sprawy wydaje się nam, że strefa Kanału jest strefą specjalną i obowiązują zaostrzone przepisy. Opuszczanie jednostek przez członków załóg wymaga zapewne zgody przedstawicieli Panama Canal Authority.

Rano przed godziną 10.00 zjawiają się kolejni piloci. Tym razem płynę na s/y NIUNIA, aby przygotować materiał filmowy i fotograficzny uwieczniający jacht chicagowski. Mamy do pokonania trzy śluzy Gatun. W pierwszej meldujemy się już o godzinie 10.10. Tym razem technika śluzowania jest inna. Obydwa jachty tworzą tratwę utrzymywaną na środku śluzy przez pożyczone długie cumy. Cumownicy kanałowi cumują nas tuż przy przedniej furcie śluzy, bowiem za nami do komory wchodzi wielki masowiec, wprowadzany i utrzymywany przez słynne elektryczne „muły” kanałowe. Jest to typowy „panamaks”, bowiem po obu jego burtach zostaje chyba nie więcej niż pół metra luzu. W takim porządku zaliczamy w przeciągu niecałej półtorej godziny wszystkie śluzy. Po wyjściu z ostatniej śluzy podchodzimy do bazy pilotów usytuowanej koło miasta Colon, gdzie opuszczają nas nasi piloci. Oznacza to, że Kanał Panamski jest za nami.


Skiper Husarii i gigant za rufa
M. Laster,  A. Piotrowski i J. Kedzierski
M. Laster, A. Piotrowski i J. Kedzierski na pokładzie Niuni
Wypada nadmienić, że przez te dwa dni towarzyszyła nam dobra pogoda (spadło niewiele kropel deszczu). Jest to ewenement jak twierdzi Jacek Kiluk z NIUNII, przechodzący już Kanał parokrotnie. Od bazy pilotów nasza droga prowadzi do Shelter Bay Marina, znajdującej się po lewej stronie wielkiej redy portu Colon. W marinie cumujemy o godzinie 13.00. Tutaj HUSARIA postoi do pierwszych dni stycznia, aby ruszyć na spotkanie w Trellis Bay na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych. Będzie tam niecierpliwie wyczekiwanym gościem, bowiem wiezie na pokładzie tablicę poświęconą kpt. Władysławowi Wagnerowi. NIUNIA natomiast rusza następnego dnia na północne akweny Panamy, gdzie spędzi sezon.

Andrzej W. Piotrowski
Chicago, 30 grudnia 2011 roku

TYP: a3
0 0
Komentarze