TYP: a1

Rekord ciepła w krainie lodu

czwartek, 27 lutego 2020
Anna Ciężadło

Zasadniczo bicie rekordów jest fajne. Wiadomo: sława, prestiż, miejsce w Wikipedii… Bywają jednak rekordy z lekka niepokojące – takie, na które nie mamy wpływu, a jeśli już mamy, to ograniczony. Tak właśnie było w tym przypadku; padł powiem rekord ciepła w najzimniejszym miejscu naszej planety. Czy jest się czym martwić?

[t][/t] [s]Fot. skeeze, Pixabay[/s]

Antarktyda

Mówiąc „Antarktyda” automatycznie myślimy „sakramenckie zimno”. I rzeczywiście – niemal 98 proc. jej powierzchni pokrywa czapa polarna, której przeciętna grubość wynosi prawie 2 km (OK - 1,9 km, żeby być precyzyjnym). Jest to zdecydowanie najzimniejszy z kontynentów.

Czy jednak oznacza to, że panuje tam wieczny mróz? Nic z tych rzeczy. Średnia roczna temperatura wynosi co prawda −20 °C, ale ten sam parametr mierzony dla naszego kraju waha się w granicach 5-9°C. Nie tak znowu dużo, a przecież w lecie upały potrafią dać nam się we znaki.

Nie inaczej jest na Antarktydzie: latem bywa tam całkiem przyjemnie (oczywiście przy założeniu, że komuś nie przeszkadzają wściekle silne wiatry). Nie zmienia to jednak faktu, że dotychczasowy rekord temperatury, mierzony w argentyńskiej bazie Esperanza na Półwyspie Antarktycznym wynosił całe 17,5°C. Były to dane z 24 marca 2015 roku. Obecnie termometry w tej samej bazie pokazały 18,3°C. Jakby nie patrzeć, trochę więcej. Co to może oznaczać?

 

No właśnie

Tego tak naprawdę nie wiadomo. Entuzjaści ekologii biją na alarm, skądinąd słusznie zauważając, że na Antarktydzie znajduje się około 90 proc. wszystkich lodowców, a zarazem 70 proc. zasobów słodkiej wody. Chyba byśmy nie chcieli, żeby całe to dobro stopniało.

Warto jednak podejść do sprawy – nomen omen – na chłodno. Jak wiadomo, na Antarktydzie znajduje się węgiel, ropa naftowa oraz gaz ziemny. Wszystkie te paliwa są pochodzenia organicznego, a powstały w epoce karbonu, ze szczątków roślin wilgotnych lasów tropikalnych. Tak, tropikalnych. Czy to oznacza, że najzimniejszy kontynent był kiedyś porośnięty zieloną puszczą? Owszem, był.

Zanim jednak popadniemy w radosny optymizm, weźmy pod uwagę wędrówkę kontynentów; były takie okresy w dziejach Ziemi, w których Antarktyda znajdowała się znacznie bardziej na północ. Co więcej, przez pewien czas pozostawała ona częścią ciepłego superkontynentu Gondwany. Potem jednak ktoś poprzestawiał puzzle, a rozjeżdżające się kontynenty spowodowały zmiany kierunku przepływu prądów oceanicznych. 

 

Przepis na krainę lodu

Najciekawiej było w okresie kredy: na początku tej epoki Antarktyda wciąż miała klimat tropikalny i była połączona z Australią (i owszem, żyły na niej torbacze). Później jednak Australia się oddzieliła, skutkiem czego pomiędzy nią a Antarktydą zaczął przepływać równoleżnikowy prąd morski.

Klimat się ochłodził, a stężenie CO2 w atmosferze zmalało kilkaset razy. Na dodatek powstała Cieśnina Drake’a, a wraz z nią ukształtował się Antarktyczny Prąd Okołobiegunowy. Skutkiem splotu tych wszystkich wydarzeń powstała Antarktyda taka, jaka znamy dzisiaj: zimna i pokryta lodem.

Czy zatem nowy rekord temperatury powinien nas niepokoić? Trudno odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Zmiany klimatyczne na Ziemi zachodziły już wielokrotnie – na długo przed tym, zanim powstał homo sapiens. Dużo ciekawsza jest natomiast kwestia, czy zachodziły one w sposób gwałtowny i czy topnienie lodowców, jakie niewątpliwie ma dzisiaj miejsce, jest mówiąc kolokwialnie „nienormalne”?

Cóż… horyzont czasowy, o jakim mówimy, dotyczy setek milionów lat; wiemy, że ostatnie drzewa (bukany) żyły na Antarktydzie jeszcze 3-4 miliony lat temu. Natomiast precyzyjny termometr rtęciowy wynaleziono dopiero… w XVIII wieku. Czy w tej sytuacji możemy wysnuć rzetelne, naukowe wnioski?

Tagi: Antarktyda, klimat, rekord
TYP: a3
0 0
Komentarze
TYP: a2

Kalendarium: 1 November

Inauguracja pierwszego powojennego roku akademickiego w Państwowej Szkole Morskiej w Gdyni.
czwartek, 1 listopada 1945
Konstanty Maciejewicz zostaje komendantem "Lwowa".
poniedziałek, 1 listopada 1926
Wypłynął z Cannes na jachcie "Firecrest" Alain Gerbault; trasa wiodła przez Atlantyk, Kanał Panamski, Markizy, Tahiti, Samoa, Cieśninę Torresa, Ocean Indyjski, Azory do Hawru (koniec rejsu 27.07.1929 roku).
sobota, 1 listopada 1924