Najnowsza historia pokazuje dobitnie, że transport morski to system naczyń połączonych – jest zatem mało prawdopodobne, byśmy zupełnie nie odczuli skutków szaleństwa rozpętanego w Cieśninie Ormuz. Na razie w polskich portach panuje "względny spokój" - trzeba jednak przygotować się na ewentualne turbulencje, tym bardziej że jako kraj odgrywamy coraz większą rolę w handlu międzynarodowym.
Globalne zakłócenia
Ostatnie lata zdecydowanie należą do kategorii „ciekawych”. Jeśli chodzi o zakłócenia w transporcie drogą morską, mieliśmy do czynienia nie tylko z wojnami (jak choćby ta na Ukrainie), ale też z niespodziewanym zablokowaniem Kanału Sueskiego, gdy utknął w nim kontenerowiec Ever Given. Nie zapominajmy też o atakach bojowników Huti, którzy wzięli na cel statki handlowe na Morzu Czerwonym.
Jak dotąd największą obstrukcję w transporcie morskim wywołały obostrzenia pandemiczne – był to pierwszy w historii przypadek, gdy wskutek decyzji politycznych światowy ruch statków został praktycznie wstrzymany. Napisano na ten temat kilka prac naukowych – dla uczonych był to świetny materiał badawczy, pozwalający stwierdzić, jaki procent globalnych zanieczyszczeń przynosi transport morski.
Zmiany, zmiany, zmiany
Najnowszym wąskim gardłem okazała cię Cieśnina Ormuz – a właściwie zawsze nim była. Po prostu teraz Iran świadomie wykorzystuje ten fakt. Niezależnie od tego, jakie są aktualne ustalenia (a te zmieniają się dynamicznie, i to po obu stronach – w najnowszym orędziu Donald Trump ogłosił jednocześnie, że wojna się kończy – ale też, że zamierza ją kontynuować), faktem jest, że sytuacja w regionie już pociąga za sobą konkretne skutki. Ubezpieczyciele podnieśli stawki dla operatorów – teraz zamiast 0,1 proc. wartości statku wynoszą one 1 procent: jest to wzrost dziesięciokrotny.
W tej sytuacji wielu operatorów wybiera drogę okrężną, a to powoduje dalsze komplikacje: omijanie portów, w których towary powinny się znaleźć oraz kumulację rozmaitych dóbr w miejscach, gdzie nie powinno ich być.
Co będzie dalej?
Polskie, a mówiąc szerzej: europejskie porty muszą się przygotować na radzenie sobie ze skutkami globalnych zakłóceń. Jak powiedział portalowi money.pl Rafał Zahorski, pełnomocnik zarządu ds. rozwoju Portów Szczecin i Świnoujście: "Ładunki muszą płynąć. Jeśli zrywają się dalekie łańcuchy dostaw z Azji, reaktywują się krótsze, na przykład między Polską a Wielką Brytanią czy Skandynawią. Porty obsługują handel z całego świata - gdy wypada dostawca z Chin, importer szuka towaru w Ameryce. Zagrożenia są poważne i patrzymy w przyszłość z niepokojem, ale nie spodziewałbym się gwałtownych zmian."
Podobne stanowisko zajmuje Zarząd Morskiego Portu Gdańsk – jak mówi jego rzecznik prasowa, p. Regina Stawnicka: „Współpracując z naszymi partnerami oraz zarządcami infrastruktury, zarówno drogowej, jak i kolejowej, jesteśmy przygotowani na zjawisko kumulacji przeładunków”.
Tagi: porty, Polska, zakłócenia, Ormuz