TYP: a1

White Shark Café, czyli kawiarenka dla rekinów

środa, 12 sierpnia 2020
Anna Ciężadło

Na ziemi i w wodzie istnieją rzeczy, jakie nie śniły się nawet słynnym amerykańskim naukowcom. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że natura zwyczajnie lubi ich zaskakiwać i ma z tego bekę; ostatnio okazało się na przykład, że jeden z najlepiej poznanych drapieżników morskich – żarłacz biały – ma naprawdę osobliwy zwyczaj udawania się do miejsca, zwanego White Shark Café. Robi to nie tylko w niewiadomym celu, ale też wbrew logice – a przynajmniej tak się nam, ograniczonym człowiekom, wydaje.

Szpiegowanie pod wodą

Uczeni od dawna zajmują się tymi rekinami i wydawać by się mogło, że tak „oklepany” gatunek, jak żarłacz biały, niczym ich już nie zaskoczy. Ostatnia dekada i związany z nią rozwój technologii badawczych ujawniły jednak, że takie mniemanie jest całkowicie błędne.
Dzięki wykorzystaniu specjalnych, elektronicznych znaczników, udało się bowiem prześledzić dokładnie migracje tych rekinów. Badania w tym kierunku prowadzi zespół z Hopkins Marine Station Uniwersytetu Stanforda pod przewodnictwem dr Barbary Block oraz specjaliści z Monterey Bay Aquarium.

Wszyscy ci mądrzy ludzie mieli niezłą zagwodzkę, kiedy okazało się, że żarłacze białe, zamiast siedzieć grzecznie w ciepłych, wygodnych i obfitujących w pokarm wodach Kalifornii, udają się co rok na otwarty ocean, by dotrzeć do całkowicie nijakiego i w zasadzie pustego regionu w połowie drogi pomiędzy Hawajami a Baja.

 

Kawiarenka?

Niczym niewyróżniający się kawałek oceanu, do którego uparcie przypływają żarłacze, został nazwany White Shark Café. Pod względem biologicznym miejsce to wydaje się właściwie pustynią – w każdym razie w porównaniu do obfitujących w tłuste foki i lwy morskie wód w okolicy Kalifornii.

Po co rekiny zadają sobie ten trud? Co tam jest tak atrakcyjnego? Tego na razie nie udało się ustalić. Żeby było ciekawiej, znaczniki przyczepiane rekinom pozwoliły na odkrycie bardzo niezwykłego zachowania tych zwierząt; po dotarciu na miejsce mają one zwyczaj wykonywania dziwnych ruchów, określanych jako „szybkie oscylujące wzorce nurkowania”. Czyli… czego właściwie?

Też nam to nic nie mówiło, wiec postanowiliśmy zbadać rzecz głębiej. W wielkim skrócie wygląda to tak: rekin dopływa do „kawiarenki”, po czym ni stąd, ni zowąd, daje gwałtownego nura w głębinę, a po osiągnięciu pewnej głębokości równie gwałtownie zawraca. Jego trajektoria, obserwowana z boku, przypomina kształtem literę V. Co więcej, wysokość tego V jest zmienna: w ciągu dnia jest to 100-200 metrów, ale nocą — już 450.

 

I po co się tak męczyć?

Hmm, żeby zaimponować paniom rekinowym? Być może. Uczeni spekulują też, że na większej głębokości mogą znajdować się jakieś smakołyki, ale ponieważ woda jest tam zimna i uboga w tlen, rekiny pozostają tam najkrócej, jak mogą.

Nie wyjaśnia to jednak genezy samego zjawiska: po co opuszczać bogate w pożywienie wody i udawać się na pusty, odległy rejon oceanu, gdzie trzeba wykonywać dziwne ewolucje, by napełnić żołądek? 

Tego na razie nie wiemy – i pewnie nieprędko poznamy prawdę; tak się bowiem składa, że ten kawałek świata odwiedziło bardzo niewiele rejsów badawczych, a większość informacji, jakie posiadamy na jego temat, pochodzi ze zdjęć satelitarnych.


Być może więc żarłacze białe potrzebują po prostu odrobiny prywatności, a wycieczka na słabo zbadany rejon Północnego Pacyfiku jest dla nich odpowiednikiem „rzucenia wszystkiego i wyjechania w Bieszczady”?

 

 

Tagi: rekin, natura
TYP: a3
0 0
Komentarze