TYP: a1

Nasi też potrafią

wtorek, 25 czerwca 2019
Anna Ciężadło

Niedawno pisaliśmy o moście, który zniknął w tajemniczych okolicznościach. Jak zapewne pamiętacie, rzecz działa się w Rosji, a to jak twierdzą niektórzy, nie jest kraj – ale stan umysłu. Jeden z Was podesłał nam jednak ciekawy link, z którego wynika, że takie rzeczy dzieją się także u nas. Co więcej dzieją się z dużo większym rozmachem. Ma się tę fantazję, a co!

[t][/t] [s]Fot. pixabay.com[/s]

Janusz biznesu

W 2015 roku Dziennik Zachodni opisywał sprawę tajemniczego zniknięcia 40-tonowego mostu kolejowego, który kiedyś znajdował się w Mszanie. Co ciekawe, w odróżnieniu od historii z Rosji, w tym przypadku wiadomo dokładnie, kto dokonał demontażu; był to 40-letni oszust, Tomasz Cz., który był na tyle bezczelny, że do demontażu zatrudnił zupełnie legalną firmę.

Ta, działając w dobrej wierze (złodziej zatroszczył się o wszelkie możliwe dokumenty, pieczątki i pozwolenia), w biały dzień rozebrała most. OK, tak naprawdę, to w kilka dni.  Nie było to takie proste, ponieważ wymagało użycia ciężkiego sprzętu, ciężarówek, dźwigu, i tak dalej. Mimo to, operacja przebiegła bez przeszkód, a pocięty na kawałki most został oddany na złom. Nic dziwnego że firma, zgodnie z umową, oczekiwała stosownej zapłaty za wykonanie usługi. Nie doczekała się jednak, toteż złożyła zawiadomienie na policji.

 

Skoro raz się udało…

…to może uda się dwa razy, pomyślał złodziej. 200 metrów dalej znajdował się bowiem kolejny most (a właściwie wiadukt, bo pod spodem była szosa, nie rzeka), który też fajnie byłoby ukraść. Co prawda, w tym przypadku sprawa była nieco bardziej skomplikowana, nowiem należało zamknąć drogę, odciąć prąd, zabezpieczyć teren i tak dalej. Jednak dla chcącego nic trudnego, prawda? Tym bardziej, że gmina Mszana od jakiegoś czasu prosiła PKP o zdemontowanie wiaduktu – więc teoretycznie wszyscy powinni być zadowoleni. No, może poza mieszkańcami gminy, dla których taka operacja stwarzała pewne niedogodności.

I właściwie tylko z tego powodu sprawa wyszła na jaw. Zaalarmowany przez mieszkańców zastępca wójta Mszany, Błażej Tatarczyk, zadzwonił do PKP z reklamacją – przecież obiecali, że zanim przystąpią do demontażu, poinformują o tym gminę. Władze PKP wyraziły zaś szczere zdziwienie faktem, że most już jest demontowany - firma dopiero ogłosiła bowiem przetarg na ten cel. Przedstawiciel PKP udał się zatem na miejsce, a tam…

 

Niespodzianka!

Okazało się, że istotnie, demontaż już trwa w najlepsze. Przy rozbiórce mostu pracowali robotnicy, dźwig, a porządku pilnował… radiowóz. Wszystkiemu przypatrywał się zadowolony kierownik budowy (Tomasz Cz. we własnej osobie), który poproszony o okazanie stosownych dokumentów wyjaśnił, iż ma je w samochodzie. Do którego udał się niezwłocznie i… tyle go widzieli.

Na szczęście, dzielna policja, której zrobiło się chyba troszkę głupio, że nieświadomie pomagała złodziejowi, schwytała go niedługo później. Tomasz Cz. przyznał się do winy, jednak stwierdził, że… sam był podwykonawcą. Zeznał też, że tak naprawdę to działał na zlecenie dużo grubszej ryby, powiązanej z poważną grupą przestępczą.

I pomyśleć, że były czasy, kiedy złodzieje normalnie włamywali się do banków, zamiast kraść ludziom mosty…

 

Tagi: most, recykling
TYP: a3
0 0
Komentarze