TYP: a1

Jak uszczęśliwić żeglarzy – cz. 2

wtorek, 26 września 2017
Anna Ciężadło

Ludzie morza i okolic mają pewne zasady – a jedną z nich z pewnością jest dotrzymywanie słowa. Pamiętacie może, że w wakacje zaprezentowaliśmy Wam pewną polską aplikację dla wodniaków i obiecaliśmy ją przetestować? Bo my pamiętamy.

[t][/t] [s]Fot. Sebastian Krawczyk[/s]

Zgodnie z umową, testowaliśmy zawzięcie i - zgodnie z umową – przedstawiamy nasze wnioski. Od razu uprzedzamy: będą mocno subiektywne. Być może nie zgodzicie się z nimi. Być może nie spodobają się twórcom aplikacji Navisail, bo o niej mowa. Cóż, w razie czego, wiedzą gdzie nas szukać...

 

Założenia

Dla przypomnienia – ideą, jaka przyświecała autorom Navisail, była szeroko pojęta integracja: chodziło im zarówno o to, by zebrać wszystkie przydatne wodniakom informacje w jednym miejscu, jak i o to, by wodniacy różnych wyznań połączyli się w jedną, wesołą ferajnę, która wspólnie cieszy się wodą i życiem, zamiast się nawzajem tępić.

Ta druga idea jak na razie pozostaje mrzonką, bo tegoroczny sezon utwierdził nas w przekonaniu, iż żeglarze wprost przepadają za miłośnikami motorówek, a ci ostatni nie ustają w wysiłkach, by udowodnić wyższość silnika nad wiatrem; natomiast wędkarze wciąż kochają obie grupy tak samo. Sami zresztą wiecie jak to wygląda – i niestety nic nie wskazuje na to, by coś miało odwrócić ten radosny trend. Trudno jednak winić aplikację za to, że chociaż próbuje.

Co nam się nie podobało

Zacznijmy od narzekań, jako że za oknem jesień (wcale nie złota, ale za to zdecydowanie polska), a to ogólnie nie nastraja optymistycznie. Marudzenie jest więc w takim stanie ducha zupełnie naturalnym odruchem. 

Jak może wiecie, Tawerna ma siedzibę w Krakowie. A Krakusi słyną z, hmm, walki z rozrzutnością. Być może właśnie dlatego naszym pierwszym zastrzeżeniem jest fakt, że Navisail nie jest darmowa. A mogłaby być. Tym bardziej, że istnieją konkurencyjne apki – i jakimś cudem są bezpłatne (choć do tej pory nie ma pełnej mapy szlaków wodnych w Polsce – a Navisail ma w swoich zasobach ponad 20 tys. szlaków wodnych i obejmuje całą Polskę, nie tylko Mazury). Fakt, sytuację nieco poprawia bezpłatna opcja 24-godzinna, która daje pewien ogląd na to, czy warto zainwestować w roczny dostęp za 129 PLN. Bo wykupienie pięciu trzydniowych dostępów (po 29 PLN każdy), przy dwutygodniowym rejsie, jest odrobinę bez sensu.

Rzecz jasna, pytanie „ile i dlaczego tak drogo?” zawsze nieco inaczej brzmi w uszach osoby, która je zadaje, niż tej, która je słyszy. Być może rozwiązaniem, które usatysfakcjonuje obie strony, byłoby wprowadzenie większej ilości opcji: np. pakietów dwutygodniowych, albo miesięcznych?

Kolejną rzeczą, która wyprowadziła kolegów żeglarzy z równowagi był fakt, że mimo ściągnięcia apki, przez kilka godzin nie dało się do niej zalogować. Nie wiadomo, co dokładnie było przyczyną awarii: może winny był serwer, może krasnoludki, a może zielone ludziki Putina? Całkiem możliwe, że była to pierwsza i ostatnia tego typu sytuacja. Być może kumple z Tawerny mieli wyjątkowego pecha. Ale stało się. Jasne, po kilku godzinach wszystko ruszyło i – o ile nam wiadomo, bo popłynęli w siną dal - śmiga bez zarzutu do dziś. Warto jednak, by autorzy przemyśleli fakt awaryjnego podpięcia do innego serwera, albo posiadania przysłowiowego Pana Zenka, rozwiązującego tego typu problemy w czasie rzeczywistym – a przynajmniej krótszym, niż kilka godzin. Bo przez ten czas można dopłynąć naprawdę daleko.

Co nam się podobało

Dobra, teraz przejdźmy do pozytywów, bo mimo wszystkich zastrzeżeń, trochę ich jest. Zdecydowanym plusem NaviSail jest fakt, że aplikacja jest naprawdę mocno rozbudowana. Innymi słowy widać, że komuś „się chciało”, co jest naprawdę fajne.

Dzięki temu, nawet zupełnie nie znając konkretnego akwenu, można precyzyjnie zaplanować sobie trasę z punktu A, przez B, aż do punktu C.

Bardzo przydatną opcją i nowością w Polsce jest też to, że Navisail pokazuje najkrótszą drogę pomiędzy rzeczonymi punktami i – mniej lub bardziej dokładnie – szacuje czas, jaki będzie nam potrzebny na jej pokonanie (do tej pory funkcjonujące aplikacje nawigacyjne oferują samodzielne umieszczanie waypointów na wodzie, które aplikacja łączy linią prostą). Jasne, jeśli jesteśmy w danym miejscu setny raz, taki bajer jest nam zupełnie zbędny - ale na jeden z pierwszych razy zdecydowanie się przydaje, a z papierowej mapy niekiedy trudno to wywnioskować.

Jak pokazała praktyka, całkiem pożyteczną usługą jest też wyświetlanie dostępnych sklepów czy punktów usługowych, jakie znajdują się w okolicy. Inna sprawa, że nie wszystkie sklepy są już w bazie aplikacji – ale z dwojga złego, zawsze lepiej jest zdziwić się w tę stronę, niż w przeciwną.

Bardzo przyjemną (i łechcącą nasze żeglarskie ego) rzeczą jest też możliwość śledzenia przebytej trasy, podobnie, jak ma to miejsce na GPS-ach. Dzięki temu możemy szczegółowo opisywać nasze dokonania, udostępniać komu trzeba, a może nawet przechować dla potomności?

I na koniec największy, naszym zdaniem, atut. Biorąc pod uwagę fakt, że zdecydowana większość fajnych szlaków śródlądowych obejmuje miejsca położone lekko na uboczu, należy przyznać, że NaviSail ma wielkiego plusa – nie potrzebuje zasięgu, by działać. Ponieważ bazę danych mamy w telefonie, możemy być w Pieronowicach Wielkich, gmina Bździszewo, gdzie o zasięgu nikt nie słyszał – i zupełnie tego nie odczujemy, ani nie będzie to miało wpływu na działanie apki (lub na przymusowe nocowanie w krzaczorach).

Co warto nadrobić

I na koniec, jak to się ładnie mówi, obszary do rozwoju; innymi słowy, rzeczy, które są w zasadzie dobre – ale mogłyby być lepsze. I miejmy nadzieję, że będą.

NaviSail jest przede wszystkim nowa; ruszyła w tym roku i, siłą rzeczy, wymaga jeszcze wprowadzenia paru usprawnień. Ale to już nasza sprawa – w końcu jednym z założeń twórców NaviSail było to, by wodniacy sami mieli wpływ na to, co znajdzie się na mapach. Fajnie więc, że można oznaczyć np. przeszkodę na wodzie. To z pewnością doskonały pomysł – a byłby jeszcze lepszy, gdyby dało się określić precyzyjnie, jaka to przeszkoda: zamknięty kanał, zatopiony wrak, czy może mielizna? Na tej samej zasadzie, trzeba powiedzieć jasno, że istnieją obszary (np. na jeziorze Nidzkim), na których są liczne mielizny – a aplikacja nic o tym nie wspomina. Jeden z naszych „testerów” wrzucił też pomysł, że prognoza prognozą, ale byłoby dobrze, gdyby Navisail miała jeszcze radar pogodowy, zaciągnięty w aplikacji play.

 

Wnioski

Jakie z tego wszystkiego płyną wnioski? Czy Polak rzeczywiście potrafi (przypominamy, NaviSail to całkowicie polska aplikacja)?

Ponieważ żeglarze z definicji nie lubią, kiedy się im sugeruje, co mają myśleć na dany temat, pozostawimy to pytanie bez odpowiedzi. Jeśli jesteście ciekawi, jak NaviSail działa w praktyce (i czy bardzo się czepiamy – a może za mało?), możecie sprawdzić rzecz „organoleptycznie”; czyli na własnym telefonie, wybierając darmową opcję 24 godzinną. Wtedy wnioski będą najbardziej obiektywne – bo wyciągniecie je sami. 

Tagi: nawigacja, aplikacja, NaviSail
TYP: a3
0 0
Komentarze