TYP: a1

Dlaczego muszle ślimaków są prawoskrętne?

środa, 19 czerwca 2019
Anna Ciężadło

Bo w zdecydowanej większości są. Jeśli dotąd nie zwróciliście na to uwagi, zbliżające się wakacje będą świetną okazją, żeby nadrobić zaległości w tej materii. Idziemy o zakład, że jakieś 90 proc. znalezionych na plaży muszelek będzie skręcać się zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Przypadek? Zmowa?

 

Ani jedno, ani drugie. Tak naprawdę chodzi o... babską wyższość. No i jeszcze o seks.

Skąd się to bierze?

Generalnie, prawo- lub lewoskrętność bierze się z genów; ale nie do końca. Ogromne znaczenie ma tu płeć ślimaka oraz fakt, że natura, jak to baba, ewidentnie faworyzuje panie ślimakowe... Okej, i zanim przejdziemy dalej, musimy coś sobie wyjaśnić: otóż ślimaki nie do końca mają płeć.

 

To znaczy, owszem, mają – z tym, że są właściwie obupłciowe. Nie oznacza to, że w zależności od humoru decydują, czy dzisiaj będą panem, czy panią ślimak. Nie zauważono też, żeby miały tendencję do głośnego manifestowania tego faktu na ulicach czy łąkach.

 

Natomiast każdy ślimak przez całe swoje powolne życie jest jednocześnie samcem i samicą. Posiada zatem zarówno narządy męskie, jak i żeńskie. Oznacza to, że kiedy dwie sztuki ślimaków spotkają się i zakochają, każde z nich może zostać zapłodnione przez tego drugiego. Nie wiemy dlaczego. Może Bóg uznał, że dzięki temu będzie więcej ślimaków i Francuzi wszystkich nie zjedzą.

 

Mamma mia!

W takim układzie każdy ze ślimaków ma takie same szanse na zostanie mamą. Co więcej, jeśli nawet jakiś ślimak nie znajdzie sobie partnera i nikt go nie pokocha, może... sam sobie poradzić i sam się zapłodnić. Czyli, niczym rasowa feministka, poradzi sobie bez chłopa. Dzieci takiego ślimaka mają oczywiście trochę gorzej w życiu, ponieważ z definicji ich pula genowa jest ciut ograniczona – ale jeśli w kolejnym pokoleniu zmieszają swoje geny z innymi, niespokrewnionymi ślimakami, żadnej tragedii dla przyszłości gatunku nie będzie. OK, i co to ma wspólnego z genetyką i kierunkiem skręcania muszli?

 

Bardzo wiele. Wyróżniamy bowiem dwa typy dziedziczenia: mendlowskie oraz nie-mendlowskie. W tym pierwszym rodzaju, dana cecha warunkowana jest dwoma genami: jednym od mamy, drugim od taty. Wystarczy zatem, by chociaż jedno z rodziców przekazało gen dominujący (na przykład ten na prawoskrętność), a na pewno aktywuje się on u dziecka. Dziedziczenie mendlowskie zachodzi u wielu gatunków, na przykład u ludzi.

 

Natomiast u ślimaków zachodzi dziedziczenie nie-mendlowskie. Polega ono na tym, że dzieci są co prawda nosicielami genów od mamy i od taty, ale ich wygląd zewnętrzny nie jest wypadkową posiadanych genów. Te od mamy są wyraźnie faworyzowane. Wynika to z zawiłości rozwoju ślimaczego zarodka, a jeśli jesteście bardzo ciekawi na czym ono polega, zapytajcie jakiegoś malakologa. Owszem, istnieje taka nauka. Ponoć bardzo zajmująca.

 

Prawo czy lewo?

A zatem, jeśli mama posiada muszlę prawoskrętną, to oznacza, że albo odziedziczyła po swoich rodzicach dwa geny prawe (i wtedy wszystkim swoim dzieciom przekaże tę prawoskrętność), albo od mamy dostała gen prawy, a od taty – prawy bądź lewy (wtedy swoim dzieciom przekaże losowo prawo- lub lewoskrętność). Od tego maminego podarku będzie zależało, w którą stronę będą się kręcić małe ślimaczki; wszystko jedno, co przekazał im tata. Dzieci te będą jednak nosicielami genu lewoskrętności i w kolejnym pokoleniu przekażą go niektórym ze swoich dzieci.

 

Co ciekawe, jest i druga opcja: nawet, jeśli mama i tata są posiadaczami wyłącznie prawoskrętnych genów, zawsze może dość do mutacji – i zupełnie spontanicznie dziecko takiej pary stanie się lewoskrętne. A jeśli w przyszłości akurat będzie robiło za samicę, może swoim dzieciom tę lewoskrętność przekazać.

 

Prawi mają lepiej

Skoro mama ślimak przekazuje geny prawe lub lewe, to dlaczego prawoskrętność dominuje? No i tu docieramy do ciekawych wniosków. Naukowcy (tym razem nie amerykańscy; wyjątkowo byli to Brytyjczycy z Nottingham) badali zachowania błotniarki stawowej. Jest to niewielki, ale całkiem ładny ślimaczek.

 

W czasie badań okazało się, że osobniki prawoskrętne są też „praworęczne” - o ile można użyć takiego określenia w odniesieniu do stworka nie posiadającego rąk. Nastawienie na prawą bądź lewą stronę ma jednak daleko idące konsekwencje w budowie mózgu oraz w stylu życia takiego ślimaka.

 

W czasie ślimaczego seksu osobnik, który pełni rolę faceta, wyłazi na muszlę pani ślimakowej i posuwając się w prawo (jeśli sam jest prawoskrętny), poszukuje jej narządów płciowych. Jeśli ona też jest prawoskrętna, wszystko przebiega dość sprawnie. Chociaż bez zbędnego pośpiechu.

 

Jeśli natomiast pan ślimak jest leworęczny, to przemieszcza się biedak w niewłaściwą stronę – i ma mniejsze szanse znaleźć strategiczny obszar. Podobnie, jeśli partnerka okaże się skręcona w lewo, a partner szuka, jeżdżąc w prawo.

 

Po co to wszystko?

Natura nie robi niczego zupełnie bez sensu – a zatem, skoro lewoskrętne ślimaki w ogóle istnieją (chociaż, jak wiemy, jest ich niewiele), to zapewne jest po temu jakiś powód. Pozostaje zatem odkryć, co to takiego.

 

Naukowcy przez pewien czas spierali się na ten temat (jak to oni), aż okazało się, że powodem tym są... przyzwyczajenia drapieżników polujących na ślimaki. Na przykład węży albo ptaków.

 

Chodzi o to, że zwierzęta, które żywią się ślimakami, uczą się rozbrajać muszle prawoskrętne. Takich jest zdecydowanie więcej, więc warto dojść tu do pewnej wprawy. I jeśli kiedyś przypadkiem trafią na jakiegoś lewoskrętnego dziwaka, to prawdopodobnie szybko się zniechęcą, dadzą mu spokój i pójdą sobie poszukać łatwiejszej „puszki” do otworzenia – a ślimaczy ród nie zginie.

 

 

 

Tagi: ślimak, muszla, geny
TYP: a3
0 0
Komentarze