TYP: a1

Czy Morskie Oko łączy się z morzem? Hmmm...

czwartek, 4 stycznia 2018
Anna Ciężadło

Na temat Morskiego Oka powstało wiele mitów i legend, a ostatnimi czasy byliśmy świadkami mrożącej krew w żyłach historii, jaka przydarzyła się kilkudziesięciu wytrawnym piechurom, którzy pozbawieni transportu (ale niestety, nie telefonów), musieli walczyć o życie, wracając na piechotę asfaltową drogą.

[t][/t] [s]Fot. Brainw0rker - Praca własna, GFDL, Wikipedia[/s]

Jak to w końcu jest z tym Okiem – czy rzeczywiście jest takie groźne? Dlaczego w ogóle jest Morskie? I czy ma to coś wspólnego z żeglowaniem – bo, jeśli wierzyć legendzie związanej z jednym facetem w rajtuzach, wyłowiono stamtąd szczątki okrętu. Morskiego.

I dziwić się, że ludziska spanikowali, kiedy taksówka nie przyjechała, a oni nie mieli latarek...

 

„Moko”

Prawda jest taka, że kiedyś wszystkie oczy w Tatrach były morskie – czyli, że tak właśnie nazywano każde górskie jezioro i jeziorko. Kiedy nastała moda na Tatry i ludzie uparli się, żeby każda skałka i turniczka miała swoją nazwę, postanowiono, że i jeziorkom należy nadać jakieś oryginalne nazwy.

 

Nie obyło się tu bez małych zgrzytów i nieporozumień: na przykład niejaki Stanisław Staszic, który badał te okolice, w swoich zapiskach nazywał Morskim Okiem staw położony tuż pod Rysami – ten sam, który dzisiaj nazywany Czarnym.

Natomiast jezioro, które zwykliśmy mianować Morskim Okiem, pan Staszic nazywał Rybim Stawem. Co zresztą było całkowicie uzasadnione, ale o tym za chwilę.

 

Dziś Morskie Oko nazywane jest przez ludzi gór Mokiem. Przez szpanerów, pragnących dołączyć do tego elitarnego grona, również. Jednych od drugich można odróżnić mniej więcej na podobnej zasadzie, na jakiej rozróżniamy prawdziwego morskiego wyjadacza od śmiesznego facecika, który zainwestował w wypasioną, specjalistyczną odzież z odpowiednim logo i twierdzi uparcie, że jest „nautyczna”. Cokolwiek to znaczy.

 

Legendy Morskiego Oka

Jezioro ma 862 metrów długości i 568 metrów szerokości; odrębną kwestią pozostaje natomiast jego głębokość, bowiem jeśli wierzyć legendom, Oko miało w ogóle nie posiadać czegoś tak prozaicznego, jak dno. A chociaż w końcu ustalono, że dno istnieje i znajduje się na głębokości ok. 50 m, wcale nie zraziło to miłośników tamtejszych legend.

 

Najciekawsza z nich głosi, jakoby jezioro posiadało bezpośrednie, podziemne połączenie z morzem. I to nie byle jakim, bowiem z Adriatykiem. Nie wyjaśnia to co prawda, dlaczego woda w Moku nie jest słona, ale doprawdy, nie czepiajmy się takich drobiazgów. Przypomnijmy sobie za to, co górale mają na kapeluszach? No właśnie: muszelki. Ha!

 

Według legendy, z Morskiego Oka zdarzało się wyławiać bardzo ciekawe przedmioty, jak np. butelkę – i to nie jakiś pozostawiony przez „turystów” plastikowy PET, ale prawdziwą, starodawną butelkę z wiadomością – a coś takiego, jak wiadomo, wrzuca się do morza z nadzieją, że ktoś ją wyłowi i odpowie na taki sms.

 

Kufer skarbów

Inne podanie opowiada z kolei o pewnym bogaczu, który płynął statkiem po morzu, ale po drodze nadarzył się sztorm i okręt zatonął, a co gorsza – wraz z nim na dno poszła też skrzynia kosztowności. Bogacz na szczęście ocalał, chociaż nie był już wtedy bogaczem. Przynajmniej okresowo, bowiem jakiś czas później, ten sam gość wybrał się na wycieczkę w Tatry, gdzie w wodach Morskiego Oka odnalazł swoją skrzynię. Wraz z zawartością. Bingo!

 

Czy ludzie łyknęli ten kit? Wszystko wskazuje na to, że tak. Potwierdzeniem śmiałej tezy o połączeniu Oka z morzem miały być belki, pochodzące z rzekomo zatopionego okrętu, jakie wyłowiono z jeziora i sprezentowano nie komu innemu, jak naszemu ostatniemu królowi. Nie wiadomo, czy uwierzył – ale skoro był na tyle naiwny, żeby zaufać carycy Katarzynie, to można podejrzewać, że owszem.

 

I prawdziwe skarby

Co ciekawe, Morskie Oko naprawdę kryje w sobie skarby – a chociaż nie są one upchane w żadnym kufrze, przedstawiają sobą jednak pewną wartość. Pracujący w Morskim Oku płetwonurkowie z Tatrzańskiego Parku Narodowego wydobyli kiedyś z dna jeziora kilkanaście ton śmieci (co, niestety, nie jest zaskoczeniem), a między nimi - kilka ton (tak, ton!) monet, wrzucanych do jeziora „na szczęście”.

 

Nurkom co prawda nie chciało się analizować całej tej góry żelastwa, co jest trochę dziwne, ale pamiętajmy, że są to specyficzni ludzie i podchodzą do świata nieco inaczej, niż zwykli śmiertelnicy. Faktem jest jednak, że po przesortowaniu pierwszych 100 kilogramów monet, nurkowie znaleźli pieniążki pochodzące w sumie z 53 różnych krajów. Można podejrzewać, że nie były to jakieś wielkie nominały, ale wiecie, jak to mówią: grosz do grosza, a będzie kokosza.

 

I kilka pytań

Jeśli nawet zostawimy na boku fantazje i legendy, należy przyznać, że Morskie Oko ma swoje tajemnice, które trudno wyjaśnić w jednoznaczny sposób. Na przykład jego alternatywna, wspomniana przez Staszica nazwa „Rybi Staw” odnosi się do faktu, że w jeziorze naprawdę żyją ryby.

 

Nie jest to takie oczywiste, bowiem Morskie Oko, podobnie, jak większość jezior w Tatrach, ma charakter polodowcowy, a zasilane jest dwoma niewielkimi potoczkami: Czarnostawiańskim i Mnichowym. Skąd zatem wzięły się tam pstrągi i lipienie, nie wiadomo - ale faktem jest, że jakimś sposobem zostały tam umieszczone przez samą naturę, nie przez przedsiębiorczych górali.

Jest to zatem jedyne miejsce w TPN, gdzie naprawdę warto by coś złowić – chociaż, biorąc pod uwagę przewrażliwienie panów strażników z TPN, byłaby to prawdopodobnie bardzo droga rybka.

 

I na koniec mały smaczek

Morskie Oko jest więc tajemnicze, legendarne i pod wieloma względami wyjątkowe – ale czy jest niebezpieczne?

Jeśli wierzyć spanikowanym mieszczuchom, którzy obdzwonili wszystkie możliwe służby (swoją drogą, ciekawe, czy któryś z płaczących do telefonu geniuszy wpadł na to, by oświetlić sobie drogę telefonem?), okolica jest niezwykle groźna. I nie ma tam ruchomych schodów, co należy uznać za absolutny skandal.

Jednak dwa dni po nieudolnych „turystach”, całą tę niebezpieczną trasę pokonał (i to bynajmniej nie dorożką!) pewien dzielny chłopczyk: pięciolatek, poruszający się od urodzenia na wózku inwalidzkim.

I to się nazywa hart ducha. Miejmy nadzieję, że ktoś pokaże małemu, iż wózek to również żadna przeszkoda w żeglowaniu – a wtedy drżyj świecie, bowiem wszystko wskazuje na to, że ten mały twardziel niejeden raz jeszcze nas zadziwi.

 

 

Tagi: Morskie Oko, jezioro, legenda, statek
TYP: a3
0 0
Komentarze
TYP: a2

Kalendarium: 23 kwietnia

Na mecie regat III etapu The BOC Challenge Around Alone jako pierwszy zameldował się Christophe Auguin na jachcie "Groupe Sceta".
wtorek, 23 kwietnia 1991
W stoczni w Goeteborgu zwodowany zostaje pierwszy jacht klasy "Folkboat"; do 1977 r. wykonano na całym świecie 5000 jednostek tej klasy.
czwartek, 23 kwietnia 1942