TYP: a1

Co można zrobić ze śledzia?

poniedziałek, 12 lutego 2018
Anna Ciężadło

Z pewnością zagrychę, jednak nasi sąsiedzi z północy wpadli na zupełnie inny pomysł. O tym, co wymyślili i dlaczego o gustach się nie dyskutuje, przeczytacie poniżej. Lojalnie uprzedzamy, że materiał jest dość… niesmaczny, więc jeśli macie zamiar w najbliższym czasie zjeść jakiś posiłek, zróbcie to teraz. Za 3 minuty będzie już za późno.

[t][/t] [s]Fot. Stagiryta, CC BY-SA 3.0, Wikipedia[/s]

Szwedzkie specjały

Szwecja większości z nas kojarzy się albo z potopem, albo z Abbą. OK, może jeszcze z pewnym żółtym sklepem, gdzie sprzedają meble i klopsiki. Mniej znanym (przynajmniej w Polsce) szwedzkim specjałem jest jednak surströmming, czyli… kiszony śledź bałtycki. Tak, kiszony. Cały. Z głową i wnętrznościami.

Specjał, zamknięty w niepozornej puszce, może pozoru wyglądać, jak zwykła konserwa; taki „Paprykarz szczeciński”. Ale tylko do czasu, aż ktoś nieopatrznie otworzy wieczko (które często bywa lekko wypukłe, co nie wróży nic dobrego). Wówczas bowiem po okolicy rozejdzie się odór, plasujący się gdzieś pomiędzy zepsutą rybą, dawno niesprzątanym chlewikiem, a wysypiskiem śmieci. Tylko trochę gorszy.

 

Kiszonka rulezzz

Surströmming powstał w XVI wieku i od tego czasu nie wymyślono chyba nic gorszego. Co nie znaczy, że nikt nie próbował. W końcu, w różnych częściach świata ludzie jadają nadpsute potrawy, twierdząc uparcie, że im to smakuje.

Na przykład Japończycy, którzy generalnie miewają dziwne pomysły, posiadają własną wersję zgniłej rybki, a mianowicie - kusaya, czyli sfermentowaną makrelę. Z kolei Koreańczycy postawili na hongeohoe - wykwintne danie ze sfermentowanej płaszczki. Nie zapominajmy też o naszych rodzimych przysmakach, jakie jeżą włosy na zagranicznych głowach, a przez nas uważane są za oczywistą oczywistość - czyli o kiszonej kapuście i ogóreczku.

Należy jednak zauważyć, że surströmming to nie jest tak po prostu upchaną w puszce zepsutą rybą. Ona jest sfermentowana, a to ponoć robi zasadniczą różnicę, chociaż osobom stojącym w promieniu kilku metrów od otwieranego surströmming może być trudno w to uwierzyć.

 

Jak to się zaczęło…

Jeśli wierzyć legendzie, surströmming po raz pierwszy powstał przez zupełny przypadek. Podobnie zresztą, jak zdecydowana większość wiekopomnych wynalazków. Podobno kiedyś Szwedzi sprzedali Finom puszki z takim nie do końca zakonserwowanym śledziem, bowiem podczas obróbki przyoszczędzili nieco na soli. Kutwy jedne. Dobrze wiedzieli, co robią, ale liczyli, że kupcy się nie pokapują. Albo nie przeżyją.

Żaden z przypadków jednak nie nastąpił, za to w kolejnym sezonie Finowie pojawili się ponownie, prosząc o… więcej takiej pysznej rybki. Szwedzi postanowili więc sprawdzić, jak smakuje taka niedoróbka i okazało się, że wybornie. O ile ktoś ma naprawdę silny katar.

Co prawda, Finowie znają alternatywną wersję tej opowieści, wedle której wcale nie zjedli zawartości nadpsutych puszek, a wrócili do Szwedów „po więcej” tylko po to, by zrobić ich w balona. Co zresztą się udało, skutkiem czego Szwedzi do dziś wcinają zepsute śledzie, a Finowie ciągle z nich polewają.

[t][/t] [s]Fot. Wikipedia[/s]

Uwaga: biohazard

Ze względu na wyjątkowy aromat, jaki wykazuje surströmming, nie jest to potrawa, jaką należałoby rozkoszować się w zamkniętych pomieszczeniach. Odór jest ponoć tak mocny, że potrafi „wgryźć się” w elementy wyposażenia mieszkania na długie tygodnie. Skutkiem tego, Surströmming zawsze spożywa się na świeżym powietrzu, w towarzystwie dużej ilości cebuli. Znawcy tematu radzą również, aby podczas otwierania puszki, trzymać ją pod kątem 45 stopni od siebie. I najlepiej pod wodą.

Surströmming ponoć dobrze jest popić wódką, co jeszcze możemy zrozumieć (w końcu śledź to śledź; nawet jeśli jest lekko zgniły), ale prawdziwi hardcorowcy popijają przysmak… mlekiem. Dotyczy to jednak wyłącznie szwedzkich drwali z najdalszej i  najmroźniejszej północy - a ktoś, kto na co dzień żyje w takich warunkach, nie może umrzeć z powodu byle niestrawności.

Co ciekawe, szwedzkiego przysmaku nie wolno przewozić samolotem (nie wspominając już o rozkoszowaniu się nim na pokładzie). Chodzi o to, że podczas procesów fermentacji w puszce gromadzą się gazy (to dlatego wieczko jest wypukłe), więc pod wpływem zmian ciśnienia puszka mogłaby gwałtownie eksplodować. A tego naprawdę, ale to naprawdę lepiej byłoby uniknąć.

 

 

Tagi: śledź, jedzenie, tradycja
TYP: a3
0 0
Komentarze