TYP: a1

Sprawa A.N.A Charter – drugi dzień procesu

sobota, 18 maja 2013
Redakcja

Na początku wydawało się, że to posiedzenie Sądu się nie odbędzie. Otóż na sali zabrakło jednego z oskarżonych, Piotra W. Jednak gdy sędzia wyznaczał kolejny termin rozprawy, informując, że w tym wypadku oskarżony zostanie na rozprawę doprowadzony, w drzwiach pojawił się Piotr W. przepraszając za spóźnienie. Ruszyła kolejna odsłona procesu.


Swoje wyjaśnienia, które rozpoczął składać na poprzednim posiedzeniu, kontynuował Robert W. Zaczął od przeprosin wszystkich poszkodowanych, tłumacząc, że nie było jego intencją narażenie ich na straty, wyraził żal, że nie udało im się odbyć zaplanowanych rejsów. Po tym wstępie przedstawiał swoją wersję wydarzeń. W skrócie wyglądało to tak – Byłem bezwolnym narzędziem w rękach Piotra W. Znaliśmy się ze szkoły, przyjaźniliśmy się, Miałem do niego pełne zaufanie. On wszystko planował, on miał wiedzę żeglarską. Znał moją trudną sytuację rodzinną, zaproponował, że mi pomoże. Zostałem prezesem spółki, ale to on o wszystkim decydował, zarówno o wypłatach pieniędzy, jak i o zawieranych umowach. Ja na żeglarstwie, jachtach i czarterach kompletnie się nie znałem. Miałem prowadzić głównie działania marketingowe. Pewne wątpliwości ogarnęły mnie dopiero w maju 2011 roku, gdy zaczęły być kłopoty z zamówionymi czarterami. Gdy zacząłem się się o to Piotra W. dopytywać, to ten tłumaczył, że wszystko będzie załatwione, gdy nie ustawałem i wyrażałem moje obawy, to krzyczał na mnie i straszył.


W tle tej opowieści pojawia się tajemniczy armator z Emiratów Arabskich, z którym Piotr W. miał zawrzeć umowę, i do którego wysyłane były pieniądze za czartery jachtów. Jest mowa o pomyśle kupna jachtu w Grecji oraz o planach budowy jachtów w Polsce dla jakiegoś enigmatycznego kupca – tymi sprawami miał zajmować się Piotr W. Jest też historia zmian właścicielskich oraz wysokości kapitału zakładowego.


Swoje wyjaśnienia Robert W. zakończył relacjonując przebieg sprzedaży udziałów spółki przez dotychczasowego właściciela. Twierdził, że wszystko organizował Piotr W. będący jego pełnomocnikiem. Nowy właściciel następnie zwolnił Roberta W. z funkcji prezesa.


Nie będę tu oceniał wiarygodności tych wyjaśnień, od tego jest Sąd. Mogę natomiast stwierdzić, że Robert W. przedstawił nam się jako człowiek niesłychanie naiwny, bezwolny, nieroztropny i pozbawiony instynktu samozachowawczego – dziwne jak na człowieka wykształconego, po studiach ekonomicznych.


Sędzia odczytał zeznania Roberta W. jakie ten składał podczas śledztwa. Niewiele one się różniły od tego co przed chwilą usłyszeliśmy. Oskarżony je potwierdza i uzupełnia o kilka szczegółów, których w nich nie było, a które pojawiły się w jego obecnej relacji.


Teraz przychodzi kolej na Prokuratora – jego pytania dotyczą głównie spraw związanych z transferami pieniędzy, wypłatami, prowizjami, a także z umowami na czartery jachtów. Robert W. odpowiada na nie od czasu do czasu zasłaniając się brakiem pamięci. Kolejne pytania zadaje oskarżyciel posiłkowy, przedstawiciel grona poszkodowanych – pytania poruszają wątek funkcjonowania firmy, faktur za zlecone prace, wypłacane Piotrowi W., a ściślej jego spółce zajmującej się prowadzeniem księgowości. Mija kolejna godzina procesu, do zadawania pytań oskarżonemu przystępują jego obrońcy. Pierwszy z nich chce otrzymać odpowiedź, czy w czasach prezesury Roberta W. odbyły się zaplanowane w tym okresie czartery. Intencja jest prosta, wiadomo z zeznań, że odbył się promocyjny rejs sylwestrowy w Chorwacji, drugi również chorwacki wiosną. Natomiast nie doszedł do skutku czarter w Hiszpanii, bowiem jakoby armator miał problemy z jachtem, a klient nie zgodził się na zamianę na inny jacht, żądając zwrotu pieniędzy.


Jest już godzina 15 minut 16. Wysoki Sąd zarządza przerwę do dnia 6 czerwca. Opuszczamy salę z ulgą, bowiem jeszcze w życiu nie siedziałem na czymś tak niewygodnym -  ławki są zaprzeczeniem zasad ergonomii, podejrzewam, że wykonał je stolarz sadysta.

TYP: a3
0 0
Komentarze