TYP: a1

Co się stało z załogą „Moskwy”?

wtorek, 19 kwietnia 2022
Hanka Ciężadło

To samo pytanie zadają sobie rodziny marynarzy, którzy służyli na krążowniku. W Mordorze panuje taka tradycja, że oficjalne komunikaty nijak się mają do prawdy. Jak zapewne pamiętacie, tak samo było przy okazji zatonięcia "Kurska". Spróbujemy jednak przebić się przez ogólną niemoc i wyłuskać nieco informacji z różnych źródeł.

Co wiemy na pewno?

Przede wszystkim to, że standardowo na Moskwie służyło 485 marynarzy, w tym 66 oficerów. W czasie „specjalnej operacji” te liczby mogły być jednak nieco inne. Rosyjski opozycjonista Ilja Ponomariow twierdzi, że tym razem na pokładzie krążownika znajdowało się 510 osób.

W jakim stopniu jest on wiarygodny? Z pewnością bardziej, niż inni jego rodacy: warto wspomnieć, że Ponomariow to były deputowany do Dumy Państwowej, a zarazem jedyny poseł, który w 2014 roku zagłosował przeciw aneksji Krymu.

Wiadomo też na 100 procent, że Moskwa zatonęła – ponieważ nie sposób ukryć tego faktu, Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej oficjalnie potwierdziło, że podczas holowania uszkodzony okręt „zatonął w warunkach sztormu”. Nadal nie znalazło jednak przyczyny, dla której na krążowniku wybuchł pożar. Rosjanie twierdzą, że zanim Moskwa poszła na dno, większość załogi ją opuściła, a na pokładzie pozostali tylko nieliczni marynarze, mający czuwać nad procesem holowania.

Co wiemy od Ukraińców?

Natalija Humeniuk, rzeczniczka morskiej straży granicznej Ukrainy powiedziała, że Rosjanie rzeczywiście podjęli próbę ewakuacji załogi. Jak napisała: „Obserwowaliśmy, jak inne okręty próbowały udzielić pomocy, ale nawet siły natury były po stronie Ukrainy”. Sztorm skutecznie utrudniał, a wręcz uniemożliwiał przeprowadzenie akcji ratunkowej.

Niewielką liczbę ewakuowanych potwierdza też Roman Cymbaliuk, ukraiński dziennikarz pracujący dla agencji UNIAN. Napisał on, że uratowano 14 marynarzy. Jak czytamy „Do Sewastopola na okupowanym Krymie ewakuowano 14 rosyjskich marynarzy z krążownika, w tym szefa okrętowej służby medycznej. Żołnierze dopłynęli do nabrzeża motorówką, gdzie czekały już na nich karetki pogotowia”.

Anton Heraszczenko doradca szefa MSW Ukrainy poinformował z kolei, że na Moskwie zginął jej dowódca. We wpisie na komunikatorze Telegram Heraszczenko napisał: "Kapitan I rangi, dowódca krążownika Moskwa, Kuprin Anton Waleriewicz, zginął podczas wybuchu i pożaru na pokładzie byłego flagowca Floty Czarnomorskiej Rosji. Nie rozpaczamy".

Co wiedzą rodziny?

Wygląda na to, że jeszcze mniej, niż my. Przykładowo, brytyjski Guardian opisuje historię pewnej kobiety, Julii Tsyvovej, której syn Andriej prawdopodobnie (oficjalnych informacji kobiecie nie udzielono) służył na pokładzie Moskwy. Od momentu zatonięcia krążownika matka równie desperacko, co bezskutecznie usiłowała znaleźć jakiekolwiek informacje na jego temat.

Uzyskała tyle, że w Poniedziałek Wielkanocny dostała lakoniczny telefon z rosyjskiego ministerstwa obrony, informujący, że jej syn nie żyje. Jak powiedziała „Guardianowi”, chłopak miał 19 lat. Walczył po złej stronie, brał udział w napaści na sąsiadów i nie ulega wątpliwości, że "specjalna operacja", w której uczestniczył, to zwykły bandytyzm. Był jednak poborowym. Zgodnie z tym, co już na początku wojny ogłosił Putin, poborowi mieli nie brać udziału w walkach. I to by było na tyle, jeśli chodzi o rosyjską prawdomówność... 

 

Tagi: Rosja, Ukraina, Moskwa, Putin, załoga, wojna
TYP: a3
0 0
Komentarze