Incydent miał miejsce w 2024 roku, ale przez odwołania dopiero teraz doczekał się oficjalnego raportu. Zgodnie z nim kapitan z 18-letnim stażem celowo zignorował SOS, a słysząc wezwanie o pomoc, przyciszył radio i kontynuował rejs, dopóki nie dostał wyraźnego polecenia Straży Przybrzeżnej.
Okoliczności zdarzenia
Kapitan Lou Callaghan dowodził niewielkim statkiem patrolowym ochrony rybołówstwa o nazwie S. Dudka. Jednostka operowała w okolicy Wyspy Księcia Edwarda, gdzie ma bazę. Oprócz kapitana na pokładzie tej 15-metrowej łodzi były jeszcze trzy inne osoby. Ich zeznania posłużyły do ustalenia okoliczności zajścia i wydania ostatecznego orzeczenia w tej sprawie.
13 maja 2024 roku o godzinie 8:26 S. Dudka odebrała wezwanie o pomoc. Sygnał SOS został wysłany przez niewielki kuter do połowu małży. Jednostka utknęła w okolicy portu Malpeque na północno-zachodnim wybrzeżu Wyspy Księcia Edwarda. Sytuacja była niebezpieczna, bo nadchodził przypływ, kuter był unieruchomiony, zaczynał nabierać wody i tonąć. Na jego pokładzie znajdowało się 5 osób, które wspięły się na dach i czekały na pomoc.
Zbyt głośne radio – ale SOS nie słyszałem...
Wedle zeznań załogantów S. Dudka, po otrzymaniu sygnału SOS kapitan miał przyciszyć radio, które jego zdaniem zdawało się zbyt głośne. Mimo to, jak mówi, nie słyszał wezwania o pomoc. Usłyszeli je inni, a co więcej – zapytali kapitana, czy w tej sytuacji będą na nie odpowiadać.
O godzinie 08:33 przyszło kolejne wezwanie od tonącej łodzi. Kapitan miał odczekać 10 minut i dopiero po tym czasie zadzwonić do centrum łączności morskiej z pytaniem, czy ma na nie odpowiedzieć. Jak mówi, powiedziano mu, że „byłoby wspaniale”, gdyby jednak odpowiedział. Poczekał więc jeszcze 5 minut i dopiero wtedy, po drugim nakazie ze strony centrum, zmienił kurs. Było miedzy 8:51 a 8:55.
Efekt?
W tak zwanym międzyczasie pomocy poszkodowanym udzieliła lokalna straż pożarna. Kapitan nie poczuwa się do winy – jak mówi, jednostki Straży Przybrzeżnej muszą czekać na otrzymanie zadania, zanim zareagują na wezwanie o pomoc. Dodał też, że początkowo myślał, iż znajduje się 27 mil od tonących. W rzeczywistości było to niecałych 7 mil. Kapitan winą za całe zamieszanie obarczył wadliwe radio i niedoświadczoną załogę. Dodał też, że płynąc na miejsce zdarzenia, również ryzykował.
Straż Przybrzeżna zawiesiła, a potem zwolniła kapitana. Ten odwołał się do Federalnej Rady ds. Stosunków Pracy i Zatrudnienia w Sektorze Publicznym Kanady. Rada odpowiedziała jednak, że Straż miała „słuszny i uzasadniony” powód do ukarania kapitana.
Tagi: SOS, Straż Przybrzeżna, Kanada