TYP: a1

Żeglarz w ścisłej czołówce – czyli lampka herbu w czele

poniedziałek, 16 lipca 2018
Anna Ciężadło

Czołówki posiadają wiele zalet, a przede wszystkim tę, iż pozostawiają nam wolne ręce. Dzięki temu możemy wykonać szereg czynności, które podczas rejsu są dużo bardziej istotne, niż trzymanie latarki. Na przykład sprawdzić, co też tam słychać na Facebooku.

[t][/t] [s]Fot. Multimotyl (Jiří Dobrý) - Praca własna, CC BY 3.0, Wikipedia[/s]

Czołówka czołówce nie jest jednak równa, a przedział cenowy, jaki reprezentują te zgrabne lampki, jest dosyć szeroki. Warto zatem wiedzieć, w jakie parametry należy zainwestować, a jakie możemy z czystym sercem odpuścić, zaoszczędzając sobie zbędnych wydatków i równie zbędnej irytacji.

 

Odporność na wodę

Skoro mamy zamiar - przynajmniej okazjonalnie - przebywać na wodzie, z pewnością warto zadbać, by nasza latareczka dzielnie to zniosła. Co wcale nie jest takie oczywiste, bowiem czołówki wymyślono nie tylko dla żeglarzy. Posługują się nimi również trekkerzy, rowerzyści, grotołazi i inni wariaci, stroniący od akwenów większych, niż kałuża.

Czynnikiem, który precyzuje, jak bardzo dana czołówka lubi wodę, jest IPX, albo IP, co jest skrótem od „International Protection Rating”. Im wyższa wartość tego parametru, tym więcej wody zniesie nasza lampka, zanim odmówi współpracy.

Ponieważ na rejsach bywa naprawdę mokro, a skala obejmuje zakres od 0 do 8, IP naszej czołówki powinno oscylować w okolicy 5, 6 lub 7. Te z ósemką przeznaczone są właściwie dla nurków (i są znacznie droższe), a chyba aż tak bardzo nie mamy zamiaru się moczyć. Natomiast czołówki oznaczone wartością 7 przetrwają zanurzenie na głębokość metra przez pół godziny, co powinno spokojnie nam wystarczyć. Warto też wiedzieć, że w przypadku skali IPX, interesuje nas tylko ostatnia cyfra – czyli np. czołówka oznaczona, jako IPX67, będzie miała wodoodporność 7.

 

Rodzaj światła

Rodzaj światła, jakiego mogą dostarczać czołówki to temat na osobną rozprawę doktorską. Generalnie ważne jest, że wyróżniamy światło rozproszone (idealne, by oświetlić pole działania w zasięgu naszych rąk), skupione (taki szperacz) oraz mieszane. Jeśli czołówka będzie miała możliwość przełączania pomiędzy nimi, to świetnie. Z tym, że trzeba będzie za to zapłacić. Jeśli wybierzemy jakiś tańszy model, postawmy na światło rozproszone, czyli takie mające szeroką wiązkę, ale niespecjalnie dużą moc.

A skoro o mocach mowa – jak wiadomo, jednostką miary strumienia światła jest lumen. Im więcej lumenów ma czołówka, tym chyba lepiej, prawda? Otóż, niekoniecznie – przynajmniej nie na rejsie. Po pierwsze, za ilość lumenów trzeba odpowiednio dużo zapłacić (nie wspominając już o zasilaniu, nawet przy lampach LED), a po drugie, mając na czole takiego „potwora”, będziemy oślepiać innych załogantów, co może być nie tylko irytujące, ale też zwyczajnie niebezpieczne.

Można oczywiście zakupić czołówkę z turbo doładowaniem, umożliwiającym zwiększenie wiązki światła, ale w warunkach rejsowych jest to raczej bez sensu. W praktyce kilkadziesiąt lumenów w zupełności wystarczy, by wykonać wszelkie prace na pokładzie – a jeśli ktoś znajdzie się poza nim, naszym pierwszym odruchem powinno być rzucenie mu koła, a nie gmeranie w latarce w poszukiwaniu ustawień. Tym bardziej, że czołówka-szperacz sprawdzi się świetnie, ale tylko tak długo, jak długo nie spojrzymy w inną stronę. Oślepiając przy okazji innych załogantów.

 

Zasilanie

Nie ma nic piękniejszego, niż gorączkowe szukanie baterii po ciemku, przy wysokiej fali i w dodatku ze zmarzniętymi łapami. Ten dreszczyk emocji, ta głębia słownictwa... no dobra, po prostu kupmy czołówkę ze wskaźnikiem stanu baterii.

A skoro o bateriach mowa, przed zakupem rozważmy też sposób zasilania naszej lampki. Najbardziej popularnym rozwiązaniem są tu baterie AA, albo AAA. Ich żywotność bywa sprawą dyskusyjną, ale faktem jest, że w tak zwanym cywilizowanym świecie, kupimy je niemal wszędzie.

Alternatywą dla baterii są specjalne akumulatorki, które nabyć możemy jedynie tam, gdzie nabyliśmy czołówki. Czyli na mazurskiej albo chorwackiej wsi - raczej lipa. Akumulatorki mają jednak znacząco większą pojemność i moc, a na dłuższą metę wychodzą też dużo taniej (nie wspominając już o ekologii, bo naprawdę, troska o przyszłość planety to ostatnia rzecz, jaka interesuje nas w nocy, na Bałtyku i w dodatku podczas deszczu).

Co zatem jest lepszą opcją? To zależy od nas samych. Raz naładowany akumulatorek (no właśnie, naładowany... wystarczy o tym nie zapomnieć, prawda?) będzie działał naprawdę długo i może okazać się znacznie bardziej wygodny, niż bateryjki, które przecież mogły czekać na nas w sklepie całe wieki. Z drugiej strony, jeśli używamy czołówki jedynie okazjonalnie, nie ma sensu inwestować w drogie akumulatorki i lepiej po prostu kupić dodatkowe opakowanie baterii. A na wszelki wypadek – dwa.

 

 

 

 

Tagi: latarka, czołówka, poradnik
TYP: a3
0 0
Komentarze
TYP: a2

Kalendarium: 17 July

Wodowanie jachtu "IDEC 2" dla Francisa Joyona.
wtorek, 17 lipca 2007
Zbigniew Puchalski na s/y "Miranda" z Crosshaven wyruszył w samotny atlantycki kwalifikacyjny rejs do regat TARS 1972; jacht nie osiągnął celu podróży po drugiej stronie Atlantyku, ale został dopuszczony do OSTAR.
sobota, 17 lipca 1971