Szkoła żeglarstwa 4winds - Nawigacja klasyczna 9/9

czwartek, 20 lutego 2014
Szkoła żeglarstwa 4winds
4winds szkoła żeglarstwaNa zakończenie cyklu spotkań z nawigacją klasyczną ostatni raz zmierzymy się z namiarami. Namiarami, czyli ustalaniem pozycji jednostki w oparciu o obserwowany obiekt, który możemy zidentyfikować na mapie. Tym razem jednak pokażemy też pewną „sztuczkę”. Dzięki niej nie tylko możemy określić pozycję, ale także swoją odległość od obiektu.

„Sztuczka” ta jest stosunkowo prosta i opiera się na ogólnie znanych regułach matematycznych. Wiemy mianowicie, że trójkąt prostokątny to taki, w którym występuje kąt 90°. Trójkąt równoramienny to taki, w którym dwa boki są tej samej długości. A teraz utwórzmy trójkąt, który połączy obie te cechy, czyli będzie i prostokątny, i równoramienny. Uzyskamy w ten sposób trójkąt, w którym przyprostokątne o tej samej długości będą się łączyć ze sobą tworząc kąt prosty, a łącząca je przeciwprostokątna utworzy z każdą przyprostokątną kąt 45°.
Trójkąt prostokątny równoramienny
Obszar w którym szukamy obiektu
Linie namiarowe


Trójkąt taki wykorzystamy w nawigacji w sytuacji, gdy widzimy na horyzoncie obiekt, który możemy zidentyfikować i odnaleźć na mapie. Istotne jest jednak, aby obiekt ten znajdował się z prawej lub lewej strony dziobu naszej jednostki (pod żadnym pozorem nie może znajdować się przed samym dziobem).

Obserwujemy obiekt i nie zmieniając kursu czekamy, aż znajdzie się on w namiarze kompasowym 045° lub 315°, czyli w połowie odległości pomiędzy dziobem a trawersem. Będzie to NK 1. W tym momencie nasz namiar kompasowy przeliczamy na namiar rzeczywisty NR1 (pisaliśmy o tym w poprzedniej części) i wykreślamy go na mapie. Następnie nie zmieniając prędkości płyniemy tak długo, aż nasz obiekt znajdzie się na namiarze kompasowym 90° lub 270°, czyli znajdzie się na trawersie. Będzie to nasz NK2. W tym momencie ponownie przeliczamy namiar kompasowy na namiar rzeczywisty i wykreślamy go na mapie. To będzie nasz NR2.

Obie linie namiarowe wychodzą z tego samego obiektu, na który się namierzaliśmy, ale wykonane w odpowiednim odstępie czasu tworzą kąt 45°. Wiemy, że w chwili wykonywania pierwszego namiaru byliśmy gdzieś na pierwszej linii namiarowej, a w chwili dokonywania drugiego namiaru znajdujemy się gdzieś na drugiej linii namiarowej. Chcąc jednak ustalić, gdzie dokładnie byliśmy wykonując pierwszy namiar i gdzie dokładnie jesteśmy w chwili wykonania drugiego namiaru, będziemy musieli sprawdzić, jakim kursem rzeczywistym płynęliśmy w ciągu tego czasu i znać oczywiście naszą prędkość. Mnożąc czas razy prędkość uzyskamy drogę. Np. jeżeli płynęliśmy z prędkością 5 węzłów, a przepłynięcie od chwili dokonania jednego namiaru do momentu wykonania drugiego zajęło nam np. 2 h, to w ciągu tego czasu pokonaliśmy dziesięć mil. Tak więc przebyta przez nas droga to 10 mil. Nasza linia kursowa będzie musiała zatem również mieć długość dziesięciu mil. Bardzo istotne jest to, by narysowana przez nas linia kursowa odpowiadała naszemu kursowi rzeczywistemu. Teraz wystarczy sprawdzić, w którym miejscu pomiędzy naszymi liniami namiarów rzeczywistych wykreślonych na mapie zmieści się ta linia, oczywiście z zachowaniem swojego układu. W tym celu należy ją przesunąć między „ramiona”, jakie utworzyły linie namiarowe. Przesunięcia tego dokonamy, rzecz zrozumiała, przy pomocy dwóch trójkątów nawigacyjnych. W ten sposób „wpasujemy” linię kursową między linie namiarowe. Punkty styczne wskażą nasze pozycje. Tam, gdzie linia kursowa zetknie się z NR1 wskaże nam naszą pozycję z chwili dokonania pierwszego namiaru, a w miejscu zetknięcia z linią namiarową wykonaną w chwili, gdy obiekt znalazł się na naszym trawersie wskaże nam naszą obecną pozycję.

Teraz wróćmy do zasad naszego „magicznego” trójkąta, bo taki sam, jak omawiany na wstępie, utworzą dwie linie namiarowe i wkomponowana między nie nasza linia kursowa! Droga przebyta między naszymi dwoma liniami namiarowymi będzie równa naszej odległości od obiektu, na który się namierzaliśmy. Fajne, nie? :)
Magiczny trójkąt
Kończąc naszą przygodę z nawigacją klasyczną pamiętajmy, że jest to ciekawy i bardzo praktyczny dział wiedzy. A my, żeglarze, następcy Kolumba i Magellana, powinniśmy go znać i cenić mimo wszechogarniającej elektroniki, która wdziera się w nasze życie także na jachtach i motorówkach. I bardzo dobrze. Nie bądźmy przeciwnikami nowoczesności, ale nie zapominajmy o tradycji, a w szczególności bądźmy gotowi, gdy owa elektronika nas zawiedzie.

Kpt. Krzysztof Piwnicki
4winds szkoła żeglarstwa
TYP: a3
0 0
Komentarze