TYP: a1

Woda – moja pasja

piątek, 20 maja 2016
Artykuł sponsorowany
Każdy miłośnik sportów wodnych, czy to żeglarz, czy surfer ma swoje ulubione miejsce, by realizować swoją pasję. Jednak czy warto być całe życie wiernym tylko jednej lokalizacji? Świat przecież jest taki ogromny i jaki piękny!



Niektórzy uważają, że tak, ja mam wątpliwości. Być może dlatego, że mój sport – nurkowanie – nie satysfakcjonował mnie aż tak, gdy uprawiałam go w Polsce. I mimo że do „mojego” akwenu pałałam uczuciem, pewnego dnia postanowiłam się przełamać i spróbować nurkowania w cieplejszych i bogatszych wodach. Od tego czasu, co roku wybieram się gdzie indziej. Kiedyś Morze Czerwone i Śródziemne, później Wyspy Kanaryjskie i Zielonego Przylądka, a teraz w głowie mam Malediwy lub Seszele. Na stary, dobry Zakrzówek jeżdżę z doskoku, kiedy brakuje kaski na dalsze wyprawy, lub stęsknię się za głębią.

Oczywiście, możecie powiedzieć, że co innego nurkowanie – przecież nurkować można wszędzie, co innego żagiel. Niby tak. Sprzęt mam i jest go zdecydowanie łatwiej przewieźć niż łódź, jednak czy naprawdę poza Polską nie można łodzi pożyczyć? Eee, nie wydaje mi się. Zresztą ci, którzy zęby zjedli na morzu, mogą podpowiedzieć gdzie i za ile popływać można pożyczoną łajbą. Poza tym to, że nie potrzebuję pożyczać, nie znaczy, że tego nie robię. Niekiedy tak trudno się spakować, że z większości rzeczy rezygnuję, a biorę tylko to, co mi naprawdę niezbędne, czyli pianka, maska, automat i płetwy. W przypadku głębszych nurkowań również komputer, jednak dla mnie to płytsze wody są bardziej fascynujące, bo tylko w nich zdjęcia wychodzą w bajkowych barwach.

Morze i wiatr – raj dla surferów

Podobnie jak mnie, dość łatwo wybrać się w świat surferom. Mimo że nie wszędzie na świecie panują idealne warunki do surfowania, to niemal wszędzie są nie gorsze niż w Polsce. To samo dotyczy niewiarygodnie fascynującego Kitesurfingu (chyba się skuszę), który łączy miłość do wody i pragnienie wolności w powietrzu.

Najlepszym miejscem do uprawiania tego typu sportów wodnych są dość ciepłe morza i oceany, gdzie wiatr pozwala naprawdę poszaleć. Tym, którzy nie mają aktualnie za dużo do wydania, na pewno warto polecić niedalekie rejony, takie jak Hiszpania, Cypr, Grecja czy Chorwacja. Na r.pl/last-minute znalazłam masę ciekawych ofert, spośród których na pewno coś wybierzecie. Niesamowitym plusem dla nas – miłośników sportów wodnych jest fakt, że w większości przypadków nie zależy nam na super jakości hotelu. Kiedy jeżdżę nurkować, wybieram tańsze hotele, żeby móc więcej pieniędzy przeznaczyć na hobby. Przecież i tak jem na łodzi, i spędzam czas na morzu, a w hotelu jedynie śpię. Dlatego moje niedalekie wyjazdy na tydzień zamykają się często w 1500 złotych + rejsy. W tej cenie na prawdę można coś znaleźć, a nawet taniej, np. Turcja z przelotem i wyżywieniem All Inclusive za 700-900 złotych, czy Grecja w okolicach tysiąca. Dodatkowym plusem jest to, że w razie np. braku wiatru można pozwiedzać i popróbować miejscowych smakołyków. To, oprócz nurkowania kolejna moja pasja. Uwielbiam próbować nowych rzeczy, a ponieważ rzadko jadam w hotelach, czasami wpadam do miejscowych knajpek. A uwierzcie mi – kuchnia, tak jak głębiny, mimo pewnych podobieństw bardzo się od siebie różni, a kurczak w różnych rejonach świata smakuje inaczej.

Odpowiadając na pytanie, czy warto porzucić to, co znamy. W przypadku miejsca do uprawiania sportów wodnych moim zdaniem tak. Z takiej zdrady zrodzić się może też nowa pasja. A tej w życiu nigdy nie za dużo.
TYP: a3
0 0
Komentarze