TYP: a1

Cuba Libre! cz. 2.

niedziela, 7 lipca 2013
Tomasz Jabłoński
Z mariny wypłynęliśmy 1 listopada. Naszym celem było, oprócz udanego urlopu, zebranie jak najwięcej informacji o rejonie. Nie mieliśmy piorunującego tempa, naszą trasę można zrobić znacznie szybciej, ale przecież byliśmy na wakacjach.

Zgodnie z zaleceniem armatora zabraliśmy na pokład lokalnego skippera, Santiago. Na początku pełni obaw jak to będzie – obca osoba, może będzie się rządzić. Szybko jednak zmieniliśmy zdanie. Dzięki Santiago uzyskaliśmy masę ciekawych porad, zobaczyliśmy interesujące miejsca, nic nam nie umknęło podczas rejsu. Naprawdę duże podziękowania dla tego skippera. Polecam go w ciemno każdej załodze.

Ciekawostka: 0053 52788723 to numer do Santiago. Bardzo solidny facet. Pomoże przy znalezieniu transportu np. z Cienfuegos do Trinidadu czy Hawany. Można się na nas powołać, tzn. na załogę z firmy Charter Navigator.

01-11.2012

Marina Cienfuegos - latarnia Cayo Guano del Este (odległość ok. 44 mile). Wejście na latarnię jest oficjalnie zabronione dla turystów. Jednak butelka rumu czasami pomaga ją „otworzyć”. Na kotwicy stajemy po stronie południowo-zachodniej. Na ziemi wokół latarni rośnie zioło „Tea Benque”. Ponoć robi się z niego herbatę.

02-11-2012

Latarnia Cayo Gueno del Este – wyspa Cayo Largo od południowej strony (Playa Los Palos). Oficjalnie na terenie parku Cayo Largo istnieje zakaz łowienia ryb i homarów. Niemniej widzieliśmy sytuacje, kiedy z mariny wypływały jachty z wędkami na rufie. Jeśli ktoś chce, pewnie się da, ale trzeba uważać. Poza parkiem każdy jacht ma licencję zezwalającą na łowienie ryb.

Miejsca okolicznych raf: 21°37’00” N, 81°25’30’’ W; 21°37’10’’ N, 81°23’30’’ W. Stanęliśmy na kotwicy na 21°35’40’’ N, 81°34’20’’W niedaleko rafy. Niektóre kubańskie rafy są bardzo ładne, ale nie powalają.

Ciekawostka: Cienfuegos to jedyne miasto na Kubie złożone przez Francuzów.

03-11.2012

Wyspa Cayo Largo (Playa Los Palos) – wyspa Cayo Largo (Punta Mal Tiempo). Teoretycznie nie wolno tam wpływać, ale my… wpłynęliśmy. Stanęliśmy na kotwicy na 21°35’30 N, 81°33’40’’ W, głębokość około 2,4 m. Miejsce przepiękne - tam trzeba się udać. Idąc spacerkiem na zachód (około 10-15 minut) znajdujemy knajpkę. Mohito to koszt rzędu 3 CUC. W niektórych miejscach zachodniej stronie jest odpowiednia głębokość, aby wpłynąć katamaranem na plażę. Na zachodzie, przed kanałem prowadzącym do mariny Cayo Largo, znajduje się jedna z najpiękniejszych plaż na świecie - Playa Sirena. Obowiązkowo trzeba się tam wybrać.

Wyspa Cayo Largo (Punta Mal Tiempo) – marina Cayo Largo. Do mariny wpływamy od południa, a dokładnie zachodnim kanałem. Stary kanał jest od strony wschodniej. Wszystko jest dobrze oznaczone światłami nawigacyjnymi. W marinie paliwo, prąd, woda (średnio nadaje się do picia), darmowe toalety z prysznicami, bank, sklep, hotel, apartamenty, restauracja, dyskoteka, „Internet”. Bank czynny od 8 do 12, nie zamieniają CUP na CUC. Na całej wyspie płacimy tylko w CUC, zresztą jest to jedyne miejsce do wydawania pieniędzy, później już praktycznie nie spotkaliśmy człowieka. Cena za pobyt w marinie 0,55 CUC za 1 stopę długości jachtu, w tym postój, woda, prąd i toalety.

04-11-2012

Marina Cayo Largo – Cayo Rico (21°37’20’’ N, 81°40’00’’ W). Bezludna wyspa z sezonowym barem. Po wyspie biegają oswojone iguany – super sprawa. Można je karmić chlebem, ale nie zalecam robić tego bezpośrednio z dłoni.

Cayo Rico – zatopiony jacht. Odchodzi od niego mooring (21°35’182’’ N, 81°35’482’’ W, 2,7 m głębokości). Obok rafa, ale średnio ciekawa.

Zatopiony jacht – zatoczka zaraz na południe od mariny. Miejsce na 2-3 jachty, pokazy delfinów. Piekielnie drogie bilety - 85 CUC od osoby.

Zatoczka na południe od mariny – kotwica przy wlocie do kanału do mariny (21°35’182’’ N, 81°35’482’’ W).

Ciekawostka: Jak ugotować homara? Najnormalniej: w wodzie, przez max. 10 minut (najlepiej 6-7 minut). Jak czyścimy homara? Odrywamy odwłok, odrywamy czułki i wkładamy je do odbytu na 2-3 cm, aby wyciągnąć żołądek.


05-11-2012

Kotwica przy wlocie do kanału do mariny – wyspa Cayo del Rosario (21°35’50’’ N, 81°54’00’’ W). Kawałek plaży, ale nic powalającego. Można poszukać drzewa kokosowego i spróbować szczęścia w jego rozłupaniu. Mleczko tylko w starszych kokosach.

Ponoć rafy w południowej części kanału Canal del Rosario należą do jednych z ładniejszych w okolicy, ale i tak szału nie ma. My zwiedziliśmy rafę 21°35’90’’N, 81°56’10’’ W. Zatrzymaliśmy się na kotwicy 21°36’50’’ N, 81°56’25’’ W.

06-11-2012

Wyspa Cayo del Rosario – kanał Canalizo Campos (na zachód od wyspy Cayo Campos). Płyniemy do kanału od północnej strony. Wpływając trzymajmy się wschodniego brzegu wyspy Cayo Campos. Jeśli będziemy mieć szczęście, podejdą do niego małpy (sprowadzone na wyspę lata temu). Kotwica 21°33’00’’, 82°20’50’’ W. Dość mocny prąd. Zaraz obok na wyspie jest budka strażników parku. Można podpłynąć na pontonie i poprosić o wodę ze studni. Jest to drugie, a zarazem ostatnie miejsce podczas naszej wyprawy, gdzie mamy dostęp do wody pitnej (pierwsze to marina Cayo Largo). Polecam spacer po wyspie. Ponoć na środku jest małe jezioro, ale nikt z nas tam nie dotarł. Na zachód od Canalizo Campos nie pływa się często.

Ciekawostka: Szczyt sezonu na Kubie trwa od listopada do końca lutego.

07-11-2012

Canalizo Compos – Canalizo Estopa (21°39’40’’N, 81°48’50’’ W). Bardzo mały kanał, do którego płyniemy od północnej strony. Na pontonie można zwiedzić okolice. Kotwica jak najbardziej, ale ktoś musi zostać na jachcie z racji kursujących statków. W północnej części kanału złapaliśmy słaby sygnał telefoniczny. Od tego miejsca na zachód możemy zapomnieć o telefonie komórkowym – brak sygnału.

Canalizo Estopa – marina Cayo Largo.

Ciekawostka: Polecam zakup w lokalnej restauracji mini pizzy za 1 CUC. Można zrobić zapas w liczbie 20 i włożyć do lodówki. Kucharz, jeśli się go ładnie poprosi, sprzeda nam także ciasto na pizzę. Nam się udało dostać także mąkę.

08-11-2012

Marina Cayo Largo – Cayo Roco/Cayeria Los Majaes. Znajdziemy tu zatopiony kadłub katamaranu. Miejsce dość ciekawe. Wszędzie woda nieco ponad kolana. Co chwilę rozgwiazda na dnie morza. Katamaran znalazł się tam dzięki pewnej niemieckiej załodze, która pomyliła kanały. Osiadł na mieliźnie tak porządnie, że nie miało sensu jego wyciąganie. Co się dało, zostało wymontowane, a wrak pozostał.

Na 21°32’918’’N, 81°34’343’’W rafa z największą liczbą ryb, jaką widzieliśmy podczas rejsu.

Cayo Roco/Cayeria Los Majaes - kotwica przy wlocie do kanału do mariny

08-11-2012

Kotwica przy wlocie do kanału do mariny – latarnia Cayo Guano del Este (odległość ok. 40 mil)

09-11-2012

Latarnia Cayo Guano del Este – Marina Cienfuegos. Powrót był dość męczący z racji północnego wiatru. Prędkość dochodziła do 35 węzłów. Spod latarni wypłynęliśmy około 7 rano, a w marinie byliśmy przed 2 w nocy.

Ciekawostka: Na zachód od mariny Cienfuegos widać komin. Jeśli dym unosi się poziomo, oznacza to złe warunki pogodowe na trasie do latarni.

Trinidad

Po zakończonym rejsie udaliśmy się jeszcze na jeden dzień do Trinidadu. O załatwienie transportu można poprosić menadżera bazy lub naszego Santiago. Miejsce warte odwiedzenia za względu na klimat. Wszystkie ulice pokryte są niezadbaną kostką brukową. Do centrum czasami trudno dojechać. Cayo Largo i okoliczne wyspy to taki resort dla zagranicznych turystów, nie ukazuje on prawdziwej Kuby. Trinidad natomiast już jest prawdziwszy. Oczywiście miejsca, gdzie przybywa masowy turysta tracą po pewnym czasie swoją oryginalność. Dało się to odczuć w Trinidadzie, ale jedynie od czasu do czasu. Można zobaczyć jak wygląda życie mieszkańców. Funkcjonują w bardzo skromnych warunkach, jednak są zawsze schludnie ubrani i zadbani. Kubańczycy są bardzo miłymi ludźmi. W całym kraju jest bezpiecznie – znaczny wpływ ma na to niewątpliwe panujący reżim.

Dwie sytuacje rozbawiły mnie w Trinidadzie. Pierwsza z nich to wizyta w toaletach „dworca” autokarowego. Tam po prostu trzeba być. Czułem się jak zwierzę hodowlane w zagrodzie – nie przesadzam, coś niesamowitego. Dodam, że toaleta była płatna. Druga to osoba prawdopodobnie jakiegoś generała Korei Północnej, przechadzającego się razem z towarzyszami kubańskimi po przepięknych ulicach Trinidadu. Wyglądało to na rodzaj wizytacji z wymianą doświadczeń, myśli. Tylko co tu zachwalać?



W godzinach popołudniowych udaliśmy się z Trinidadu do Hawany. W stolicy Kuby spędziliśmy dwa dni. Spaliśmy w hostelu Hawana sra Joaquina (San Jose lub San Juan (San Martin) no 116, e/ Industriay Consulado, Capitolio House, tel: 0053 861 6372, cel: 0053 05 253 9442, koszt 10 CUC za osobę/noc). Miejsce z widokiem na Kapitol. Cena zawiera lekkie śniadanie. Standard jak na Kubę w porządku. Prowadzi go bardzo sympatyczna rodzina. Sama Hawana jest przepiękna na swój sposób. Ulice przecinają się pod kątem prostym, budynki nie były remontowane od dziesiątków lat. Taki krajobraz potrafi się ciągnąc przez kilka kilometrów. W knajpkach i restauracjach przeważają mini pizze oraz hamburgery. Co chwile zobaczymy mini kawiarnię, czyli termos ze szklaneczkami do espresso (1 CUP). Komuna pełną gębą. Kilka klimatycznych knajpek, parków.

Atrakcje, które moim zdaniem warto zobaczyć, to Hotel Nacional, gdzie w połowie XX wieku spotykali się najwięksi mafiosi tego okresu z Alem Capone na czele, oraz bazar w dawnym budynku dworca kolejowego (aczkolwiek nie każdemu przypadnie do gustu). Zachęcam również, żeby przejechać się taksówką z lat pięćdziesiątych. Wrażenia niesamowite.

Ciekawostka: Firma Bacardi, produkująca m.in. rum, wywodzi się z Kuby. Rodzina Bacardi w okresie rewolucji postanowiła przenieść interesy poza Kubę.


Nie wspominałem o kubańskich autach. Dla mnie jest to główny argument, aby wybrać się na Kubę. Wiecie dlaczego? Bo może za kilka lat tego już nie będzie. Chorwacja się nie zmieni, nie zmieni się Hiszpania, Włochy (co najwyżej zbankrutują). Są jednak miejsca, których „klimat” przetrwa jeszcze może dekadę, dwie. Pod koniec lat pięćdziesiątych władzę na Kubie objął Fidel Castro. Amerykanie, uciekając w popłochu z wyspy, porzucali auta i wiele innych dóbr. Jeśli dołożymy do tego embargo handlowe, nałożone na Kubę w latach sześćdziesiątych XX wieku przez USA, powstaje nam ciekawa sytuacja. Otóż 60-70% aut na wyspie pochodzi sprzed embarga, do tego dochodzi kilka procent aut marka Łada, „maluszków” oraz nowe modele, jednak możliwość posiadania tych ostatnich mają nieliczni. A ludzie muszą się jakoś przemieszczać. Auta z lat 50. są więc cały czas remontowane, cały czas na chodzie. Nie chcę wiedzieć ile palą na 100 km. Trzeba je zobaczyć. Uczucie jest takie, jakby się człowiek przeniósł o 60 lat wstecz. Coś niesamowitego.


Zdjęcia: Artur Wołoch
Wrażenia powyjazdowe

Pod względem żeglarskim Kuba jest ciekawa, piękna, ale nie powala na kolana. Jednak jeśli połączymy nasz pobyt ze zwiedzaniem wyspy od strony lądu, robi się bardziej interesująco. Aby zwiedzić wszystkie ciekawe miejsca w archipelagu Canarreos wystarczy moim zdaniem 7-9 dni. Plaże są piękne, piasek niesamowity, ale kiedy się go widzi 5 dzień z rzędu, to już nie robi takiego wrażenia. Wyspom brakuje kubańskiego klimatu. Oprócz Cayo Largo nie spotkamy innych osad (dopłynęliśmy do Cayo Campos).

Oczywiście trasę można modyfikować. Na przykład z Cienfuegos popłynąć do Trinidadu, a później dalej na wschód (nie znam tych rejonów) lub na zachód do Cayo Largo.

Moim zdaniem obowiązkowym punktem wyjazdu powinien być Trinidad, a już na pewno Hawana. Miejsca te sporo się różnią. Oba wywierają pozytywne wrażanie.

Przed nami kolejne rejsy. Do następnego razu!

Tomasz Jabłoński
Charter Navigator



TYP: a3
0 0
Komentarze