TYP: a1

Koniec jest bliski…

środa, 30 listopada 2016
Anna Ciężadło

Jakiś czas temu pisaliśmy o błyskotliwym pomyśle naszych ustawodawców, roboczo zwanym „podatkiem dennym”. To znaczy, żeby nie było – pomysł rzeczywiście jest lekko denny, choć prawdopodobnie zamiary były (jak zawsze) szczytne.

Jedno natomiast jest pewne - za jego realizację zapłacą żeglarze i przyroda.

Alle o tsso chodzi?

Generalnie, idea jest taka, żeby mariny zaczęły płacić podatek od użytkowania terenów, znajdujących się pod wodą.

Nie jest to zupełnie bez sensu, bowiem jeśli np. marina w komercyjny sposób użytkuje kawałek wody, znajdującej się nad dnem, należącym do Skarbu Państwa, to powinna coś temu państwu odpalić – w końcu czerpie korzyści finansowe z cudzego terenu.

Sęk w tym, że „coś” znaczy w tym przypadku „dużo”. Czyli, ile dokładnie? Zgodnie z nową Ustawą, ma to być maksymalnie dziesięciokrotność stawki podatku od nieruchomości. Oznacza to, że prawdopodobnie będzie to dokładnie dziesięciokrotność, bo skoro można zażyczyć sobie więcej, to czemuż by nie? Zgodnie z obowiązującymi stawkami podatku od nieruchomości, będzie to 8,90 zł za metr kwadratowy zajętego dna. Pieniądze popłyną (i to szeroką strugą) do Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej.

 

Martwe kotwice

O ile sama zasadność naliczania tego typu opłat daje się jeszcze obronić, o tyle diabeł, jak zawsze, tkwi w szczegółach – a w tym wypadku, w sposobie wyznaczania terenu, jaki zajmuje port.

Ustawodawcy proponują, by za obszar użytkowania uznać teren wyznaczony przez tzw. „martwe kotwice”, czyli betonowe bloki, stabilizujące pomosty. Sęk w tym, że aby taki pomost rzeczywiście ustabilizować, beton musi być zatopiony dość daleko od niego – znacznie dalej, niż będą cumować łodzie, i niż rzeczywiście sięga infrastruktura mariny.  Jak można się domyślić, taki sposób obliczania w znaczący sposób zwiększy opłaty.

Biorąc to wszystko pod uwagę, właściciele mazurskich marin wystąpili z petycją, by podatek wyniósł maksymalnie dwukrotność (a nie dziesięciokrotność) podatku od nieruchomości. Ministerstwo może, ale nie musi wziąć tego pod rozwagę; a co, jeśli nie weźmie?

 

Będzie się działo…

Pierwsze, czego można się spodziewać, to przerzucenie kosztów na żeglarzy - właściciele marin będą chcieli przynajmniej częściowo zamortyzować sobie narzucone koszty, podnosząc ceny.

A jak zamortyzują to sami żeglarze? To zależy: ci lepiej sytuowani prawdopodobnie przerzucą się na inne akweny – skoro ceny się wyrównają, to może zamiast marznąć na polskich jeziorach, lepiej będzie popływać sobie w Chorwacji czy innej Grecji?

Biedniejsi żeglarze pozostaną na Mazurach - ale nie w mazurskich portach. Przy nowych, zaporowych cenach, będą cumować na dziko - nocując, myjąc się i załatwiając wszelkie potrzeby w „szczypiorku”. Nawet przy najlepszych chęciach, nie będą w stanie pozostawić dzikich miejsc w takim stanie, w jakim je zastali – co najwyżej pozbierają własne śmieci, ale gdzieś przecież będą myć zęby i siusiać. I jak to zniosą Mazury – Cud Natury?

 

Inne kwiatki

Poza opłatami i sposobem ich naliczania, nowa Ustawa zawiera też inne kontrowersyjne zapisy, jak choćby zakaz ogradzania terenu przy porcie, który z założenia ma dotyczyć dużych i luksusowych marin, choć nikt nie precyzuje, która marina może zostać uznana za dużą i luksusową. Zapis nie jest całkowicie pozbawiony podstaw, bowiem największe porty rzeczywiście stanowią spore utrudnienie dla mieszkańców – chodzi jedynie o to, aby dopracować ten plan w taki sposób, żeby wszyscy chętni mogli mieć dostęp do jeziora.

Jeszcze lepszym pomysłem jest zakaz wjazdu pojazdów mechanicznych na dno jeziora; oznacza to koniec slipowania łodzi z przyczepy, a co za tym idzie – wymusza użycie dźwigu. I tu pojawiają się schody – po pierwsze, zastosowanie dźwigu znacząco pod nosi koszty slipowania. Po drugie, można go użyć tylko w wypadku, gdy nabrzeże jest wybetonowane - w przeciwnym razie pogrąży się w mule, i nikt do końca świata go nie wyciągnie (no, chyba, że złamie prawo i wjedzie do wody ciężkim sprzętem, np. traktorem). Oczywiście, można wybetonować wszystkie nabrzeża - jak wiadomo, beton jest niezwykle ekologicznym materiałem, a zabetonowanie brzegu jest bardziej przyjazne naturze, niż kilkuminutowe zanurzenie w jeziorze przyczepy z łodzią.

 

Jak to się skończy?

Tego nie wie nikt. Patrząc na inne pomysły naszych wybrańców narodu, można jednak mieć pewność, że będzie wesoło - nawet, jeśli będzie to śmiech przez łzy.

Na szczęście, nasza planeta ma trochę więcej wody, niż lądu, i nie całe dno jest (jeszcze) opodatkowane. Zawsze można więc wybrać się na bardziej przyjazny akwen, na przykład korzystając z jakiegoś fajnego portalu dla żeglarzy i marynarzy ;)

Tagi: ustawa, podatek, Mazury, przystań, opłata
TYP: a3
0 0
Komentarze
KURAK_II: Według ustawy prawnej a przynajmniej jej wykładni w przypadku przyczepy i naczepy silnik nie jest umieszczony na pojeździe (tylko poza nim), co jednoznacznie zalicza te pojazdy do grona pojazdów niemechanicznych tak więc slipowanie łodzi z przyczepy nadal prawdopodobnie będzie dozwolone
poniedziałek, 5 grudnia 2016, 2:24 Skomentuj
0 0
TYP: a2

Kalendarium: 30 November

Kpt. Katarzyna Mazurek została pierwszą kobietą na stanowisku dowódcy okrętu wojennego polskiej marynarki wojennej. Kpt. Mazurek została dowódcą ORP Lublin.
środa, 30 listopada 2016
Zmarł Juliusz Sieradzki (ur. 1912 r.), już w latach trzydziestych projektant małych jachtów mieczowych z ożaglowaniem 5, 10, 12 m2, na których wygrywał niemal wszystkie regaty. M. in. zaprojektował popularną Omegę.
wtorek, 30 listopada 1999