TYP: a1

Sejzing

środa, 14 lutego 2018
Anna Ciężadło

Istotę sejzingu można by ująć, parafrazując popularne powiedzonko: „Potrzymaj mi… żagiel!” (bo przecież nie piwo). Co prawda, sejzingi niekoniecznie mają coś wspólnego z napojami alkoholowymi, ale z uwalnianiem żeglarskich rąk od zbędnego balastu - owszem.

Jak wygląda sejzing?

Prawdę powiedziawszy, niezbyt okazale. Nikomu to jednak szczególnie nie przeszkadza, bo sejzingi wcale nie mają służyć ozdobie. Pełnią natomiast funkcje, nazwijmy to, użytkowe, toteż nikt nie wymaga od niech dobrej prezencji; za to wytrzymałości - owszem.

Na poszczególnych jednostkach, a nawet w obrębie nich, sejzingi mogą się oczywiście różnić wyglądem, co zwykle jest następstwem rozmaitych ciekawych historii. Przyjmuje się jednak, że taki „typowy sejzing” ma mniej więcej 6-8 mm średnicy i długość ok. 1,5 m.

 

Sejzing kontra krawacik

Według oficjalnej definicji, zamieszczonej w Słowniku j. polskiego pod redakcją pana Doroszewskiego, sejzing to „krótka, cienka linka, służąca do tymczasowego zamocowania części osprzętu na statku”. Więc generalnie, to taki „awaryjny przytrzymywacz”.

Hmmm, czy to aby przypadkiem nie jest krawat? Cóż, nie do końca. Przyjęło się, iż jedyna różnica pomiędzy nimi polega na tym, że sejzingi mieszkają na większych jednostkach, a krawaty na mniejszych. Należy jednak zaznaczyć, że krawacik nie do końca jest „pomniejszonym sejzingiem”, ponieważ sejzingi posiadają jeden mały, ale istotny szczegół, a mianowicie: ucho. 

Obecność na jednym końcu sejzingu ucha, czyli pętelki, ma tu bardzo duże znaczenie. Często bowiem zdarza się, że sejzingów używamy albo w momencie, kiedy bardzo nam się śpieszy, albo w sytuacji, w której jest nam bardzo niewygodnie. Więc znów nam się śpieszy. A ucho znacząco przyspiesza procedurę.

 

Po co nam sejzingi?

Właściwie to na temat przydatności sejzingów można by napisać całą książkę, ponieważ  na rejsie co i rusz pojawiają się sytuacje, w których musimy czasowo przymocować jeden element osprzętu do innego. Co prawda, zwykle sejzingi stosuje się do ogarniania chwilowo zbędnych elementów ożaglowania, ale w praktyce można nimi przymocować wszystko, co tylko da się przywiązać, nie wyłączając kufla bosmana.

Najczęściej jednak stosowane są do mocowania zrzuconych (inaczej mówiąc: sprzątniętych) żagli, czyli do… sejzingowania. Procedura sejzingowania obejmuje obwiązanie żagla wraz z drzewcem, a ponieważ jest to czynność wykonywana w trybie pilnym i zwykle w mało sprzyjających warunkach, dla ułatwienia sejzingi często przymocowane są bezpośrednio do jaksztagów, albo przeciwnie - do żagli. W tym drugim przypadku sejzingi nazywane są refsejzingami, albo reflinkami.

 

Etymologia

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że termin sejzing nie brzmi, jak by urodził się nad Wisłą. I słusznie. Tym z nas, którzy mieli przyjemność poznawać zawiłości języka angielskiego, od razu rzuca się w oczy końcówka „ing”. I rzeczywiście, sejzing pochodzi wprost od angielskiego słówka seizing, oznaczającego chwytanie.

Seizing wywodzi się z kolei od terminu seize, czyli chwytać, przechwytywać, a ten - od jeszcze starszego sówka seise, będącego wariacją na temat starofrancuskiego słowa seisir, oznaczającego brać w posiadanie, chwytać, albo inwestować. Natomiast samo seisir powstało na podstawie jeszcze innego, średniowiecznego, łacińskiego słówka sacire.

Czyli, reasumując, sejzing to „przytrzymywacz”, przechwycony od Brytyjczyków, którzy przechwycili go od Francuzów, którzy przechwycili go od nie wiadomo kogo, bowiem łacina pełniła w średniowieczu funkcje mniej więcej taką, jaka dzisiaj pełni angielski, a chciałoby pełnić esperanto. Mimo wszystko fajnie, że po zwiedzeniu połowy Europy, sejzing dotarł i do nas.

 

 

 

Tagi: sejzing, słownik, krawat
TYP: a3
0 0
Komentarze