TYP: a1

Z cyklu „Pływanie na bele czym”. Chatka Puchatków

środa, 3 stycznia 2018
Monika Frenkiel

Niedawne informacje o odnalezieniu polskiego żeglarza, dryfującego na przebudowanej szalupie po Oceanie Indyjskim skłoniły nas do zastanawiania się, czy są takie jednostki pływające, na których jakiś śmiałek (albo szaleniec) nie odważyłby się przepłynąć najbliższego dostępnego akwenu morskiego. I z tej okazji chcielibyśmy przypomnieć śmiałe rejsy na...hmm...czymkolwiek.

[t][/t] [s]Fot. Archiwum Akademii Morskiej w Gdyni[/s]

Na pierwsze wspomnienie wybraliśmy rejs Puchatków – także dla uczczenia Jerzego Tarasiewicza, o którego śmierci informowaliśmy niedawno.

W 1956 roku czterech śmiałków, absolwentów gdyńskiej Szkoły Morskiej postanowiło sprawdzić, jak na Bałtyku poradzi sobie 6-metrowa szalupa - taka, jakimi dysponowano na statkach pasażerskich. Młodziakom przyświecał cel szczytny, chcieli bowiem na własnej skórze przekonać się, jak to jest być rozbitkiem a tym samym – pomóc osobom, które mogą w przyszłości znaleźć się w takiej sytuacji. Przynajmniej tak twierdzili nasi bohaterowie (nie ma to jak dobry pijar), którym udało się uzyskać nawet przychylność kilku swoich wykładowców. I to nie byle jakich, bowiem słynnych kapitanów Tadeusza Meissnera i Karola Olgierda Borchardta. Śmiałkami byli Marian Kosecki, Kazimierz Rywelski i Jerzy Tarasiewicz, którzy znali się jeszcze ze szkoły podstawowej, a do nich dołączył Janusz Misiewicz. Swoją łódkę (szalupę z s/s Czech) nazwali „Puchatek”. Wyruszyli nią 5 lipca 1956 roku z Gdyni metodą „potrzymaj mi piwo”, czyli prosto w sztorm. Z powrotem byli już dwa tygodnie później, po klepnięciu dłonią w ziemię Gotlandii. Przygoda tak im się spodobała, że solennie obiecali sobie powtórzyć wyczyn dwa lata później, przepływając szalupą Atlantyk.

Plany planami a życie życiem, dlatego ostatecznie w transatlantyckiej przygodzie udział wzięła połowa pierwotnej załogi, czyli Jerzy Tarasiewicz i Janusz Misiewicz. Ich jednostką była „Chatka Puchatków”, czyli szalupa z 1936 roku zbudowana dla pasażerskiego transatlantyku Batory. Szalupa miała konstrukcję dębową, poszycie z modrzewia, długość 9,14 m i oryginalnie przystosowana do pomieszczenia 72 ludzi. Rejs zaczął się 8 sierpnia 1958 w Gdyni. Śmiałkowie dotarli do Calais, stamtąd popłynęli przez Francję kanałami (ok. 1000 km) do Marsylii. Na Atlantyku znaleźli się w połowie lutego 1959 roku, a 2 kwietnia zacumowali na Martynice. Po drodze nie brakowało przygód. Np. koło Algieru w czasie niechcianej przez nich akcji ratowniczej francuskiej marynarki wojennej zostaje strzaskana ich burta i muszą być odholowani do portu (w prasie pojawiła się plotka, że polski jacht tonie na morzu). Admiralicja przeprosiła za niefortunną akcję i dość niedbale usunęła uszkodzenia.

Martynika okazała się być ostatnim przystankiem podróży dla Janusza Misiewicza. Jerzy Tarasiewicz jednak nie dał za wygraną i popłynął samotnie do portorykańskiego San Juan, by spotkać się z Władysławem Wagnerem, pierwszym Polakiem, który okrążył świat pod żaglami. Do Polski Jerzy Tarasiewicz wrócił samolotem, a tratwa, która już na stałe zapisała się w historii polskiego żeglarstwa – na pokładzie polskiego frachtowca.

Oczywiście wyprawa wzbudziła sporo fermentu, nie tylko w żeglarskim świecie. Jedni podziwiali żądzę przygód bohaterów, inni wieszali na nich psy za lekkomyślność. My, swoją drogą, uważamy, że na takie komentarze pozwalają sobie ludzie, którym najzwyczajniej w świecie brak odwagi i fantazji, żeby samemu podjąć się takiego wyzwania.

 

Wyprawa doczekała się także książki, napisanej przez Jerzego Tarasiewicza.

Tagi: Chatka Puchatków, Jerzy Tarasiewicz, wyprawa, szalupa
TYP: a3
0 0
Komentarze