Skrzynka bosmańska to przeżytek; multitool rządzi. Czyżby?

poniedziałek, 27 listopada 2017
Anna Ciężadło

Jak wieść niesie, prawdziwa skrzynka bosmańska mieści w sobie wszystko... i jeszcze trochę. Nic zatem dziwnego, że jest ona jedną z ważniejszych rzeczy, jakie sprawdzamy przy przejmowaniu jachtu - tym bardziej, że jej zawartość może okazać się (a w przypadku jachtów czarterowanych jest to niemal pewne) niezbędna do funkcjonowania jednostki.

Czy jednak taka skrzynka odejdzie wkrótce tam, gdzie jej miejsce – a zatem do lamusa? Na ile poręczny multitool ma szansę odebrać jej fuchę? Okazuje się, że jest to całkiem realna opcja...

O to tyle hałasu?

Wydawać by się mogło, że kwestia posiadania tradycyjnej skrzynki lub mniej tradycyjnego „zestawu małego skauta”, sprytnie upchanego w jednym urządzeniu i uczepionego na pasku, to kwestia indywidualna. 
Jeśli jednak nieopatrznie poruszycie ten temat w gronie losowo wybranych żeglarzy, możecie być mocno zdziwieni, jak wielkie emocje budzi taki pozornie błahy dylemat. 
Zarówno frakcja „skrzynkowa”, jak i „nowoczesna” posiadają swoich zagorzałych zwolenników oraz przeciwników, gotowych udowodnić niezbicie, że przeciwne ugrupowanie gruntownie się myli. 
Miłośnicy tradycyjnych rozwiązań zarzucają multitoolom szpanerstwo, kiepską odporność na trudne warunki oraz wykorzystywanie małych, chińskich rączek przy produkcji tego wypasionego sprzętu. 
Z kolei zwolennicy multitooli zauważają przytomnie, że produkcja zwykłego młotka czy kombinerek może odbywać się przy udziale równie małych rączek. A sam multitool może i jest odrobinę na pokaz, ale w sumie komu to szkodzi, jeśli jest o niebo bardziej praktyczny, niż zagracona (i upchana gdzieś na dnie bakisty) skrzynka? 

 

Multitool - czyli co?

Czym różni się multitool od wypasionego scyzoryka? Tak naprawdę to granica jest tutaj dość płynna; o ile standardowy scyzoryk żeglarski posiada ostrze, marszpikiel i ewentualnie śrubokręt, o tyle współczesne wersje takich scyzoryków mają znacznie bogatsze wyposażenie, zaczynając od rzeczy absolutne niezbędnych, jak choćby korkociąg, a kończąc na niepotrzebnej, ale uroczej latareczce diodowej. 
Natomiast prawdziwe, profesjonalne multitoole mogą spokojnie zastąpić cały zestaw narzędzi – a jeśli dobrze poszukamy, z pewnością uda nam się znaleźć taki naprawdę przemyślany. Taki multitool może w sobie zawierać bardzo, naprawdę BARDZO wiele: na przykład śrubokręty wszelkich odmian, przecinaki, piły, szczypce, nożyczki, kombinerki, klucze imbusowe, wiertła, pilniki, linijki, poziomice, oczka na linę, zestawy otwieraczy do wszystkiego, i tak dalej. Co bardziej wypasione modele posiadają nawet... zaciskacze do lontów. 

 

Skrzynka bosmańska - czyli co?

Hmmm, dobre pytanie. Każdy ma tu pewnie własne przemyślenia, będące zwykle  skutkiem zdarzeń, o jakich fajnie się słucha, ale trochę mniej przyjemnie się w nich uczestniczy. Dlatego też nie istnieje coś takiego, jak „standardowa skrzynka bosmańska” (podobnie, jak nie istnieje standardowy multitool). 
Jeśli jednak mielibyśmy skompletować jakieś bosmańskie „must have”, z pewnością powinny się tam znaleźć: młotek, kilka śrubokrętów, kombinerki, klucze płaskie, klucz francuski, przecinak, pilnik, nożyczki, igły, nóż. W wersji bardziej wypasionej skład może zostać uzupełniony o wodoodporny papier ścierny, taśmę klejącą, zapalniczkę sztormową, ręczną wkrętarkę, a także o szekle, krawaty, śruby z podkładkami oraz niewielkie ilości podstawowych smarów.
Oczywiście to, co naprawdę znajdzie się w skrzynce, stanowi wypadkową naszych (zwykle przykrych) doświadczeń, przypadkowych zbiegów okoliczności oraz dobrej woli firmy czarterującej. Czyli zaciskacze do lontów raczej odpadają - chociaż może, w niektórych rejonach świata?

I co by tu wybrać?

Skoro już wiemy, o czym mówimy, zastanówmy się, czy rzeczywiście multitoole niedługo wyprą skrzynki? 
Może tak, a może nie. Jak to się odbędzie naprawdę, zobaczymy sami w niedługiej przyszłości. Na razie przyjrzyjmy się, która z opcji ma szansę przeważyć, biorąc pod uwagę takie parametry, jak:

-kompaktowość
-wytrzymałość
-praktyczność
-cena

 

Kompaktowość

Z pewnością zdecydowaną zaletą multitooli jest fakt, że są małe i zgrabne. Jednocześnie taki multitool (nawet ten występujący w uboższej wersji) w zupełności wystarczy nam do przeprowadzenia wszystkich standardowych napraw, jakich może wymagać łódka na śródlądziu – oraz do wielu takich, jakich może wymagać na morzu. 
Co więcej, multiool, w odróżnieniu od skrzynki, nie „urośnie” z czasem. Zawiera to, co zawierać powinien (plus parę głupawych gadżetów), i tyle – natomiast doświadczenie pokazuje, że skrzynki lubią systematycznie zwiększać swoją zawartość, a co za tym idzie – wagę. 
Co więcej, taka wypchana skrzynka wcale nie jest bardziej praktyczna, bowiem znalezienie w niej czegokolwiek zajmuje całe wieki – albo wiąże się z procedurą, jaką zwykle stosują panie wobec swoich torebek; czyli, odwrócenie do góry dnem,  wywalenie zawartości i uczucie szczerego zaskoczenia, ileż tego tam było...

W kwestii kompaktowości (oraz wagi) mamy więc 1:0 dla multitooli.

 

Wytrzymałość

Kwestia rozstrzygnięcia wytrzymałości obu kandydatów nie jest wcale taka prosta, chociażby ze względu na fakt, że zawartość skrzynki bosmańskiej może być bardzo różna – i zakupiona w przypadkowych miejscach. Trudno porównywać profesjonalnego multitoola, którego kupiliśmy po dłuższych przemyśleniach i po gruntownym zapoznaniu się z jego specyfikacją, z przypadkowymi kombinerkami, jakie nabyliśmy w wiejskim sklepiku, w którym sprzedawano jeszcze dżemy i sznurowadła. 
Faktem jest, że producenci multitooli stawiają na jakość, a swoje produkty wykonują ze stali do krojenia czołgów, niekiedy jeszcze wzmacniając je związkami tytanu. 
Z drugiej jednak strony, jeśli jakiś element skrzynki bosmańskiej nie spełnia naszych oczekiwań, albo zwyczajnie się zniszczy, możemy go wyrzucić i zamienić na lepszy, co w przypadku multitoola jest z oczywistych względów niewykonalne. 

Pozostawmy więc kwestię wytrzymałości nierozstrzygniętą, z lekką przewagą na rzecz skrzynki bosmańskiej.

 

Praktyczność

Która z opcji jest bardziej praktyczna? To zależy, czy akurat dzieje się coś interesującego (na przykład sztorm), czy też nie. Zwolennicy skrzynek twierdzą, że ciągłe dźwiganie multitoola przy pasku jest kompletnie bez sensu, bo przecież „w razie wu” zawsze można sięgnąć po skrzynkę. O ile oczywiście będzie na to czas - i o ile będziemy w stanie ją zlokalizować. 
Miłośnicy multitooli przyznają, że permanentne taszczenie ze sobą takiego sprzętu może być uciążliwe, ale kiedy narzędzie potrzebne jest już-teraz-zaraz, multitool sprawdzi się o niebo lepiej, niż zagrzebana w najgłębszej bakiście skrzynka bosmańska, która zresztą i tak okaże się niekompletna. 
Co więcej, własnego multitoola znamy i wiemy, co w nim jest. Możemy zabrać go ze sobą na każdą kolejną łódkę i nie zastanawiać się, czy płynie z nami śrubokręt.
 
Inna sprawa, że skoro jest to narzędzie uczepione naszego paska, to może się zdarzyć sytuacja, gdy razem z rzeczonym paskiem (oraz nami) znajdzie się za burtą. I wówczas pozostali załoganci nie będą już mieli żadnych narzędzi. Chyba, że przynieśli własne multitoole. 
Natomiast faktem jest, że jeśli podczas ciężkich warunków naprawdę wypadniemy za burtę i zaplątamy się w liny, multitool może uratować nam życie - szczególnie, jeśli wybierzemy taki „żeglarski”, posiadający ostrze, które daje się otworzyć jedną ręką.

Wniosek: multitool kontra skrzynka – 1:0. 

 

Cena

Logika wskazuje, że w kwestii ceny zdecydowanie przeważać powinna skrzynka, bowiem podstawowy zestaw narzędzi kupimy już za kilkadziesiąt złotych, a multitool w tej cenie będzie się nadawał co najwyżej na breloczek.
Oczywiście osobną kwestią jest jakość zakupionych gadżetów. Jeśli zechcemy kupić narzędzia z prawdziwego zdarzenia (a gdy kompletujemy skrzynkę na naszą własną łódkę, pewnie tak właśnie będzie), to cena zamknie się prawdopodobnie nie w kilkudziesięciu, ale w kilkuset złotych. Czyli zrównamy się z multitoolem, a może nawet przekroczymy jego wartość. 
Oczywiście, multitoole również mogą występować w rozmaitych odmianach, a co za tym idzie -  w różnych przedziałach cenowych. I nie zawsze okaże się, że ten, który zakupiliśmy, zarobił na siebie. Wiele zależy tu jednak od nas samych, dlatego w kwestii ceny należałoby uznać wynik 1:1.


Wnioski? 

Jak widać, z naszych wyliczeń wychodzi, że wygrał multitool, jednak nie popadajmy w euforię. Każda z opcji posiada swoje zady oraz walety, a diabeł, jak wiadomo, tkwi w szczegółach. 
Biorąc jednak pod uwagę ewolucję innych przedmiotów codziennego użytku, jak choćby telefonów (czy ktoś z Was nosi jeszcze ze sobą aparat, radio, budzik i GPS, skoro można to wszystko mieć w jednym urządzeniu?), raczej nie należy wróżyć skrzynce bosmańskiej zbyt długiego żywota. 
Chociaż, kto wie – w końcu żeglarze to ludzie z natury nieprzewidywalni, i niekiedy lubią trzymać się tradycji. To by zresztą tłumaczyło, dlaczego wciąż upierają się przy żaglach, zamiast zwyczajnie wcisnąć guzik i popłynąć. 

 

Jeśli interesuja cię multitoole, zajrzyj TUTAJ

 

Tagi: multitool, skrzynka bosmańska, narzędzia
TYP: a3
0 0
Komentarze
TYP: a2

Kalendarium: 17 July

Wodowanie jachtu "IDEC 2" dla Francisa Joyona.
wtorek, 17 lipca 2007
Zbigniew Puchalski na s/y "Miranda" z Crosshaven wyruszył w samotny atlantycki kwalifikacyjny rejs do regat TARS 1972; jacht nie osiągnął celu podróży po drugiej stronie Atlantyku, ale został dopuszczony do OSTAR.
sobota, 17 lipca 1971