TYP: a1

Poradnik miłośnika słońca

poniedziałek, 29 sierpnia 2016
Monika Frenkiel
Lubimy ciepło, słoneczko i opalanie? To mieszkając w Polsce czujemy się jak w kiepskim dowcipie. Prognozy są zawsze odwrotne, nad morzem jest zawsze inaczej, niż w górach, a jak rano jest słońce i możemy wyjść w sandałkach to może się okazać, że wieczorem będziemy pić grzane piwo na rozgrzewkę. Albo jednego dnia upał a następnego szron na trawie. Sorry, taki mamy klimat. A jak już dorwiemy się do słoneczka, to z euforii pierwszego dnia spiekamy się na skwarek i resztę urlopu spędzamy obłożeni kefirem. Dlatego postanowiliśmy napisać poradnik amatora słońca.


By San Andreas - Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=29383856


Najbardziej słoneczne miejsca świata


Kto powiedział, że mamy na słońce czekać na własnym podwórku? Ruszmy się i udajmy w takie miejsce, gdzie mamy największe szanse na przekształcenie się w jaszczura. A takie będziemy mieli z całą pewnością…na pustyniach. No, może niekoniecznie pośrodku pustki – takie np. Phoenix, stolica stanu Arizona, to najsłoneczniejsze miejsce w Stanach Zjednoczonych, opromieniane słońcem przez 3872 godziny w roku. Jeśli nie chcemy zawracać sobie głowy wizą, dobrym rozwiązaniem będzie Andaluzja, z niemal 3 tysiącami słonecznych dni w roku. Andaluzja to ten region w Hiszpanii blisko Afryki, a autorka tekstu sama nacięła się kiedyś na 42 stopnie upału w marcu (w Polsce był śnieg i minusy na termometrze). Atmosferę z pewnością podgrzeje flamenco i ognistookie Hiszpanki.

Na liście najbardziej słonecznych miejsc świata znajduje się też Bali, Cypr, Jamajka i Rodos. Miejsca bardzo lubiane przez polskich turystów, nie tylko żeglarzy. Jeżeli o Polskę chodzi, to najbardziej słonecznymi miejscami są Warszawa, Rzeszów i Wrocław. Nie wiemy jak wy, ale my jednak wolelibyśmy Bali.

Jak się smażyć, żeby się nie usmażyć



Wybraliśmy już miejsce, warto teraz zadbać o to, żeby móc spędzać jak najwięcej czasu na słoneczku bez groźby nieprzyjemnych skutków typu poparzenia słoneczne czy wręcz nowotwory skóry. Dlatego, nawet jeśli jesteśmy największym twardzielem, który na śniadanie żuje osy – zadbajmy, żeby gdy tylko wychodzimy, niekoniecznie na plażę – użyć odpowiednich kosmetyków ochronnych. Czyli kremu z filtrem. Zasada jest taka, że im jaśniejszą i delikatniejszą mamy skórę, tym wyższy filtr powinien mieć nasz krem (numerek na kremie, np. 20, oznacza, że u osoby stosującej kosmetyk o takim wskaźniku ochrony przeciwsłonecznej do oparzenia dojdzie po 20-krotnie dłuższym czasie, niż bez zastosowania filtra).
 
Jaką ochronę dają kremy?

• stopień ochrony słaby - SPF 2-6
• stopień ochrony średni - SPF 8-12
• stopień ochrony wysoki - SPF 15-25
• stopień ochrony bardzo wysoki - SPF 30-50
• stopień ochrony ultrawysoki - SPF >50

Unikajmy używania tych samych kosmetyków przez całą rodzinę. Osoby z jasną karnacją oraz dzieci powinny używać kremów z faktorem SPF 50, najlepiej wodoodpornych. Te o ciemniejszej karnacji, które opalają się na brązowo, mogą swoja słoneczna przygodę zacząć od kremu z SPF 30 lub 40 a później zejść do 20.

Pamiętajmy, że kosmetyki ochronne, kremy, pianki, spreje czy balsamy nie zapewniają bezkarnego opalania! One tylko zmniejszają ryzyko wystąpienia oparzeń słonecznych.

Jak używać kosmetyków ochronnych



Obficie i z wyprzedzeniem (to drugie może być nieco trudne na łódce, kiedy to na niespodziewanych manewrach spędzimy nieco więcej czasu i same manewry nas nieco zaskoczą). Kosmetyki nanosimy na ciało ok. 20 – 30 minut przed wystawieniem na promienie słoneczne, bo tyle czasu potrzebują składniki ochronne, żeby się uaktywnić. Ważne, że nawet używając kosmetyków wodoodpornych, po wyjściu z wody procedurę smarowania musimy powtórzyć. A jeśli się nie kapiemy, to tak czy siak co 2 godziny należy ponownie nanieść na skórę środek ochronny. I, co ważne, smarować się powinniśmy nawet, jeżeli siedzimy w cieniu. Promieniowanie UV ma bowiem tę nieprzyjemna cechę, że odbija się od różnych powierzchni, na przykład od piasku i wody.

Un-happy hours

Nawet jeżeli bardzo lubimy słoneczko, nawet jeżeli nasmarowaliśmy się kremem z mocnym filtrem i tak nie powinniśmy leżeć plackiem na piachu czy pokładzie cały boży dzionek. Między 11.00 a 15.00 promieniowanie UV jest najbardziej szkodliwe – wtedy lepiej udać się w cień albo do pobliskiej tawerny. A jeśli już musimy wyjść, to koniecznie w nakryciu głowy. I to takim, które skutecznie zakrywa uszy, kark i twarz (może być sombrero z woalką). Nakrycia głowy powinny być z jasnych i raczej ścisłych materiałów – słomiane w greckim słońcu nie zdadzą egzaminu.

Co jeść a czego nie

Czy to, co jemy i pijemy ma związek z reakcja na promienie słoneczne? Oczywiście tak. Część produktów (niektóre zioła, takie jak melisa czy dziurawiec, a nawet zwykły seler) mają właściwości fotouczulające, a więc nawet po nasmarowaniu się grubą warstwą filtra możemy skończyć ze skórą barwy ugotowanego raka. Podobne właściwości maja niektóre leki antydepresyjne, antykoncepcyjne i przeciwcukrzycowe, a nawet antybiotyki.

Jedzenie może nam także pomóc podczas opalania. Beta-karoten obecny w marchwi, pomidorach, brzoskwiniach, papryce, szpinaku, brokułach czy sałacie niszczy wolne rodniki, czyli zapobiega uszkodzeniom skóry oraz poprawia jej odporność na promieniowanie. Przed urlopem warto także zadbać o zawartość witaminy E i C w naszym organizmie. Taka dietę najlepiej wdrożyć na dwa miesiące przed planowanym urlopem.

Podlewamy (się)

Ból głowy, kołatanie serca czy zawroty głowy na pewno nie są pożądanymi towarzyszami podczas urlopu. A mogą nam się przytrafić, jeżeli nie zadbamy o odpowiednie nawodnienie. Gdy za oknem upał, potrzebujemy jeszcze więcej wody niż zwykle. Odwodnienie nie tylko utrudnia regenerację skóry, ale też zwiększa ryzyko udaru słonecznego. Specjaliści radzą, żeby w czasie aktywności na słońcu, wypijać nawet 4 litry wody dziennie.

Najważniejsza jest profilaktyka

Poparzenie słoneczne to wcale nie jest najgorsza rzecz, jaka się nam może przytrafić podczas leżenia na plaży. Słońce przyśpiesza starzenie skóry, wysusza, wywołuje przebarwienia. Promieniowanie UV wyzwala większą niż zwykle ilość wolnych rodników – cząsteczek tlenu, które atakują prawie wszystkie składniki tkanek i powodują szkody w organizmie. Działają one na geny występujące w każdej komórce. Drobne uszkodzenia kumulują się i mogą po pewnym czasie doprowadzić do tego, że uszkodzona komórka przekształci się w nowotworową, powodując raka skóry. Na zmiany takie szczególnie wrażliwe są wszelkiego rodzaju pieprzyki i znamiona. Dlatego zanim wystawimy się na słońce, odwiedźmy dermatologa. Po obejrzeniu znamion i pieprzyków na skórze lekarz określi, które wymagają całkowitego zakrycia przed promieniowaniem. Jeśli znamiona wyglądają mocno podejrzanie, dermatolog może polecić usunięcie ich przez chirurga.

Po opalaniu

A jeśli mimo wszystko czujemy, że przesadziliśmy ze słoneczkiem? W domowych warunkach znakomicie na oparzenia i bąble działają okłady z kefiru, jogurtu (ale nie owocowego, bo może dodatkowo podrażnić skórę) albo maślanki. Ukojenie po opalaniu przyniosą preparaty z pantenolem, witaminami E i A, aloesem, mentolem oraz alantoiną i lanoliną. Dzięki nim skóra będzie lepiej nawilżona i łatwiej się zregeneruje.



Tagi: opalanie, słońce, ochrona
TYP: a3
0 0
Komentarze