TYP: a1

Jachtostopem na Dużym Kole cz. 2

wtorek, 29 marca 2011
Piotr Kłopotowski
Jeśli chcesz wyruszyć w jachtostopową wyprawę, musisz się do tego dobrze przygotować. W drugiej części przewodnika Piotr Kłopotowski przybliża najważniejsze zasady dotyczące przygotowań kondycyjnych, koniecznych badań i szczepień, niezbędnego bagażu oraz higieny na jachcie.

Przygotowania


Według mojej oceny, przygotowania to głównie (oprócz kontaktów z potencjalnymi skipperami/właścicielami jachtów) przeczesywanie nieprzebranych zasobów internetowych. Znajdziecie tu bardzo wiele informacji na temat szlaków, miejsc wartych odwiedzenia i rad innych

Rower jest dobrym sposobem zwiększania kondycji i wzmacniania mięśni nóg.
jachtostopowiczów (nie zawsze właśnie tak nazywanych). Żądza żeglarskiej przygody zmusi Was do poszerzania Waszej wiedzy na temat akwenów, które zamierzacie przemierzać. Dostęp do locji i żeglarskich almanachów czy przewodników jest oczywiście bardzo pożądany. Jednak, czy to ze względu na cenę tych pozycji literatury żeglarskiej, czy niedostępność tychże w naszym kraju, posiadanie ich nie należy do częstych. Zresztą nie bardzo widzę sens posiadania ich na własność, a tym bardziej transportowania ich przez pół świata. Większość jachtów żeglujących na Dużym Kole wyposażona jest w potrzebną literaturę.

Moim zdaniem warto przygotować swój organizm do długotrwałego żeglowania. Ten rodzaj pokonywania wodnych przestrzeni, wymaga od organizmu szczególnego wysiłku. Twoje ciało podczas żeglugi ciągle pracuje. Czy tego chcesz czy nie, niektóre partie mięśni pracują bardziej, a niektóre mniej. Znacznie mniej. Mam na myśli kończyny dolne. Nogi według moich doświadczeń mają najmniej wysiłku. Dlatego warto te części ciała wzmacniać i przygotowywać. Oczywiście nie zapominajmy o pozostałych partiach ciała. Ja przed rozpoczęciem realizacji mojego marzenia, przez okrągły rok katowałem się codziennie. Przejeżdżałem dziennie ok. 30 km na rowerze (intensywnie).

Badania medyczne i szczepienia

Jeśli zamierzasz wyruszyć na długą żeglugę i planujesz poświecić na to sporo czasu, przygotuj się do tego także od strony medycznej. Nie chodzi tu o zabranie ze sobą podręcznej apteczki (choć parę medykamentów warto mieć – o tym poniżej). Mam na myśli wykonanie w miarę kompleksowych badań. Warto to zrobić choćby po to, by mieć spokój sumienia. Jeśli coś z Twoim zdrowiem szwankuje, musisz o tym wiedzieć. Na Oceanie leczenie może być problematyczne. Gruntowne przebadanie, leczenie, jeśli to konieczne, w gabinecie dentystycznym, uważam za absolutnie niezbędne. Wyruszając „w świat” musisz mieć zdrowe zęby. Nic tak nie zepsuje zabawy jak bolący ząb. Na środku Oceanu trudno o dobrego stomatologa. Zadbaj, by zminimalizować ewentualne problemy ze zdrowiem. Również ważnym elementem zdrowia są szczepienia. Są kraje, np. Brazylia, gdzie wymagane są pewne szczepienia. Dokumentem międzynarodowym w zakresie szczepień jest tzw. „żółta książeczka”. Mimo, że szczepienia trochę kosztują, warto, a nawet trzeba je przeprowadzić. Szczepienie przeciw żółtej gorączce jest w tej chwili jedynym wymaganym przez Międzynarodowe Przepisy Zdrowotne WHO. Mimo to zalecam dokonanie szczepień również na wirusowe zapalenie wątroby typu A i B, tężec i błonicę (jedno szczepienie), dur brzuszny. Dla szczególnie zapobiegliwych proponuje jeszcze szczepienie przeciw polio i meningokokowemu zapaleniu opon mózgowych. Niektóre szczepienia należy wykonywać „na raty”. Oznacza to, że aby były skuteczne, trzeba je w odpowiednim czasie powtórzyć. Tak więc jeśli planujesz wyprawę, nie czekaj ze szczepieniami do ostatniej chwili.

Ze względu na obszary żeglugi, wielu z nas niepokoi kwestia malarii. Ja również przygotowując się do mojej wyprawy, najbardziej martwiłem się

Warto zaopatrzyć jacht w apteczkę,
bo wszystko może się zdarzyć ;)
właśnie malarią. Problem polega na tym, że nie ma przecież szczepienia przeciwko malarii. Stosuje się różne leki. Jedne zapobiegawcze, inne mające za zadanie zminimalizowania skutków. Są to leki wydawane na receptę, więc nie spodziewaj się kupić je w ostatniej chwili. Na marginesie powiem, że medykamenty te nie należą do najtańszych (szczególnie w kontekście innych wydatków związanych z planowaną podróżą). Moje jednak doświadczenia w kwestii malarii są dość kontrowersyjne. Otóż nie spotkałem żeglarza, który wypowiedziałby się pozytywnie o jakichkolwiek lekach przeciwmalarycznych. Być może jest tak przede wszystkim dlatego, iż leki te wpływają na samopoczucie żeglarza. Jest ono po prostu złe, a czasem fatalne. Nawet ci, którzy rozpoczęli profilaktykę (chemioprofilaktykę) bardzo szybko ją zarzucali. Również głębokie przekonanie o nieskuteczności owych medykamentów powoduje, że żeglujący na Dużym Kole nie stosują leków tego typu. W żegludze na zachód, jeśli żeglujecie o odpowiedniej porze (patrz powyżej) moskity w Panamie nie powinny stanowić zagrożenia. Potem długo, długo nic, aż do Vanuatu (jeśli tam zmierzacie). Na ten temat sugeruję przejrzeć odpowiednia literaturę. Na temat malarii warto przejrzeć informacje na www.malaria.com.pl i wyrobić sobie własne zdanie.

Jeśli już o lekach mowa, to dla porządku dwa słowa o „apteczce”. Nie zabieraj zbyt wielu medykamentów. Większość nie wytrzyma zbyt długo w tropikalnym klimacie. Ja proponuję coś przeciw biegunce i coś przeciwbólowego. To zawsze warto mieć. Reszta (wymienione również) powinna znajdować się i tak na każdym jachcie. Pamiętaj, że masz ograniczony bagaż.

Bagaż

No właśnie, bagaż. Sprawa wydaje się oczywista. Jednak wielu z nas robi w tej materii błąd. Nie chodzi tu tylko o zwartość bagażu, ale także o jego formę. Rzeczą oczywistą jest, że żeglarz nie zabiera na jacht walizki. Jednak również tradycyjny worek żeglarski się nie sprawdzi. Podobnie rzecz się ma z typową podróżna torbą (nawet miękką). Wszystkie te typy bagażu są wystarczające (oczywiście nie waliza), gdy chodzi o, nazwijmy je, „rejsy cywilizowane”. Takie rejsy, gdzie w zasadzie możesz przewidzieć dość dokładnie, gdzie się rozpoczną i gdzie zakończą. Transport do miejsca zaokrętowania i z miejsca wyokrętowania jest przewidziany. W żegludze jachtostopowej musisz być przygotowany na sytuacje bardzo różne. Być może będziesz musiał przemieszczać się np. pieszo lub w sposób, który zdecydowanie utrudni targanie wora czy taszczenie na ramieniu torby. Moim zdaniem najodpowiedniejszy na tego typu wyprawie jest średniej wielkości, wygodny plecak. Nie tylko będziesz miał wolne ręce. Taki miękki bagaż, po rozłożeniu swoich rzeczy w bakistach, jaskółkach czy innych szafkach na jachcie, łatwo zmieści się w niewielkim wolnym miejscu.

Chodzenie boso jest boskie!
Ostatecznie zmieścisz go w swojej koi (raczej nie polecam). Pakując swój ekwipunek, miej świadomość czasu i akwenu po którym będziesz żeglować. Nie warto brać zbyt wielu rzeczy. Jeśli myślisz o wyprawie na Duże Kolo (lub jego wycinek) skup się przede wszystkim na rzeczach lekkich i wygodnych. Podstawą Twojego ubioru będą T-shirty i krótkie spodnie. Jeśli dodasz do tego sztormiak (będzie Ci potrzebny) i sandały, właściwie jesteś gotowy. Oczywiście odrobinę spłycam sprawę, by podkreślić priorytety w dostosowaniu ubioru. Naturalnie polar, czy inną bluzę także warto zabrać. Jednak nie dubluj zbito tych rzeczy. Po pierwsze bagaż stanie się cięższy. Po drugie i tak większość czasu będziesz pół nago. Buty typu adidasy, czy inne sportowe kamasze, nie przydadzą Ci się. Potrzebne mogą być jedynie na czas dotarcia i powrotu z jachtu. Również w sytuacji, gdy Twoje plany uwzględnią także głęboką penetracje lądu (np. wspinanie się na jakieś wzgórza, czy innego typu mniej żeglarskie tereny). Ja przez czas mojej wyprawy, tylko chyba ze dwa razy zakładałem adidasy. I wierzcie mi, nie było to miłe. W kontekście tego co właśnie napisałem, również wielka ilość par skarpet jest absolutnym nonsensem. Będziesz chodzić boso. Powiem więcej. To Ci się spodoba.

Nieodzownym elementem stroju, który musisz ze sobą zabrać jest nakrycie głowy. Zwykle czapka z daszkiem jest wystarczająca, choć są chwile, gdy będziesz zastanawiał się nad kapeluszem z szerokim rondem lub czapką typu „Legia Cudzoziemska” (z przyszytym kawałkiem materiału ochraniającym kark). Rękawiczki żeglarskie używane chętnie przez wielu na śródlądziu, na morzu czy Oceanie nie wydają się szczególnie przydatne. Jednak jeśli traficie na jacht, gdzie kotwicę wybiera się z dna za pomocą siły mięśni, warto zabrać ze sobą rękawice. Ale raczej nie chodzi o te regatowe. Mam na myśli bardziej zwykłe. Możesz takie kupić za niespełna 20 zł np. w Castoramie. Z wartych polecenia drobiazgów, na uwagę zasługuje sprzęt podręczny. Osobisty scyzoryk, latarka typu czołówka (na LEDach), notes. Myślę, że w taką podróż warto brać aparat fotograficzny. Lustrzanka jest super jeśli znasz się na tym choć trochę, jednak zajmuje sporo miejsca i jest dość ciężka. Dzisiejsze kompakty robią całkiem przyzwoite zdjęcia, a zajmują minimalną ilość miejsca. Poza tym są tańsze i ewentualna utrata ich mniej boli. Idealnie, gdy możesz zabrać aparat odporny na wodę, szczególnie słoną.

Jeśli myślisz o zabraniu książek, radzę zmienić zamiar. Można zabrać jedna książkę. Więcej to zbyteczny ciężar. Przez pewien czas żeglowałem z młodziutką dziewczyną, której bagaż wypełniony był książkami. Nie przesądzę gdy powiem, że 70% ciężaru jej torby (ciężkiej jak wszyscy diabli) stanowiły książki – wcale nie żeglarskie. 10% stanowiły ubrania, a reszta to kosmetyki. Na jachtach jest cała masa książek. Zakładam, że wyruszający w drogę zna język angielski. Jeśli tak, będziesz mógł czytać do woli w tym języku. Oczywiście możesz trafić np. na jacht Francuzów. Wybieraj sam.

Kontakt ze światem.

Dość często jachty stojące na kotwicy urządzają tzw. „book swap”. Załogi jachtów wymieniają się książkami. To również dobry czas by pogadać z innymi. Podczas mojej jachtostopowej przygody przeczytałem więcej anglojęzycznych książek niż kiedykolwiek wcześniej.

Innym elementem wyposażenia, które oczywiście nie jest niezbędne, jest laptop. Dziś dostępne są małe notebooki. Są naprawdę małe i całkiem lekkie. Nie namawiałbym Was do tego, jednak doświadczenie uczy, że będziecie chcieli od czasu do czasu skontaktować się z rodziną i przyjaciółmi pozostawionymi na lądzie, w kraju. Nie zawsze kafejka internetowa będzie dostępna. O kosztach nie wspominam. Oczywiście zawsze można poprosić o udostępnienie Internetu któregoś z żeglarzy, ale robienie tego zbyt często nie przysporzy Wam przyjaciół. Każdy chce w wolnej chwili nawiązać kontakt z domem i siedzący nad głową, w oczekiwaniu na swoja chwilę w Internecie, nie jest mile widziany (szczególnie, gdy dzieje się to nagminnie). Poza tym własny laptop, nawet malutki, to niezależność. Także nawigacyjna. Może być bardzo pomocny, gdy stary, wysłużony i zalany słoną woda laptop skippera niespodziewanie zakończy swój intensywny żywot.

Kosmetyki i nie tylko

Kobietom w tym względzie nie zamierzam doradzać. Jednak bez względu na płeć, sugeruję zaopatrzenie się w dobre kremy z filtrem UV. Na tych

Uwaga na słonce!
szerokościach geograficznych, szczególnie na Pacyfiku, osoby o jasnej karnacji skóry mogą mieć poważne problemy. Słońce operuje bardzo ostro, a jak wiemy na jachcie trudno się przed nim schować. Warto, szczególnie na początku wyprawy, stosować kremy z UV i nosić nakrycie głowy. Po jakimś czasie skóra przyzwyczaja się i sama produkuje warstwę ochronną. Zanim to jednak nastąpi, możecie być narażeni na poparzenia. Te z kolei prowadzą do ciężkich następstw, z rakiem skóry włącznie.

Jeśli już mowa o kosmetykach, to powiedzmy parę słów o higienie jachtowej w ogóle. Jak to zwykle bywa, są różne jachty, załogi i skipperzy. Na długich dystansach, gdzie woda słodka jest racjonowana lub w najlepszym przypadku bardzo wartościowa, wszyscy starają się, lub powinni się starać, używać jej bardzo odpowiedzialnie. Zwykle kobiety w tej kwestii maja „taryfę ulgową”. Nie oznacza to oczywiście zupełnego komfortu. Po prostu, jeśli to możliwe, mogą zużyć odrobinę więcej wody słodkiej (słonej - w ilościach dowolnych). W tropikach, w palącym słońcu, gdzie na pokładzie jest ponad 30 st. C, a pod pokładem znacznie więcej, wszyscy się intensywnie pocą. Gdy dochodzi do tego duża wilgotność

Kubek wody musi wystarczyć by się umyć.
powietrza, sprawa jest oczywista. Albo się myjesz, albo cuchniesz. Jeśli wszyscy cuchną tak samo, w zasadzie nie czujesz tego zapachu. Jednak świadomość i własne samopoczucie zmuszają do utrzymania jako takiej higieny. Rozwiązaniem jest mycie w słonej wodzie, a jedynie płukanie w słodkiej. Oczywiście niektóre jachty mają odsalarki. Niestety rzadko się zdarza, by ktokolwiek „produkował” słodką wodę do innych niż tylko spożywczych celów. Wierzcie lub nie: umyć się w całości, włącznie z myciem głowy, można korzystając zaledwie z kubka (do herbaty) wody słodkiej. W tzw. cywilizowanych warunkach wydaje się to niemożliwe, prawda? Inna sprawa to ewentualne pranie. Tu problem jest odrobinę większy. Jeśli chcesz zrobić pranie, musisz czekać na deszcz. Nic co upierzesz w słonej wodzie nie wyschnie do końca. O tym, że stanie się sztywne, nie wspominam. Oczywiście wszystko to dotyczy długich przelotów. Jeśli żeglujesz w okolicy wysp czy stałego lądu, problem jest właściwie marginalny. Niestety są jachty tak bardzo zapuszczone, że przybyłemu właśnie z „cywilizacji” człowiekowi, wydają się pływającym bagnem. Wszystko zależy od ludzi. O tym później.
TYP: a3
0 0
Komentarze