W przewidywalnej przyszłości... Czy drony zniszczyły żeglarstwo arktyczne?

środa, 3 czerwca 2015
Zbigniew Klimczak
I stało się, słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Jak dostałem zaproszenie do udziału w tej swoistej sztafecie felietonów i poznałem współtowarzyszy, pierwszą reakcją było zapytanie do Szefa Portalu, czy wie co robi i w jakiej mnie stawia sytuacji. Słynne wygi żeglarskie i pisarskie, a tu żeglarz głównie szuwarowy, z krajowego podwórka. Odpowiedział, że jest świadomy swojej decyzji i żebym brał się do roboty.


fot. M. Klimczak


Jeszcze nie posłuchałem, z braku przekonania i zacząłem kombinować jak tu uzasadnić swoją obecność. Musiałem sięgnąć pamięcią głęboko w przeszłość... i eureka. Mam jaki taki sukces i to trochę nawiązujący do felietonu Andrzeja Urbańczyka. Jako młody żeglarz z małego jeziorka na Śląsku o nazwie Pogoria, z patentem wykwalifikowanego członka załogi, znalazłem się w załodze jachtu "Pietrek", mianowany I oficerem, a celem rejsu był Bornholm.

Powód – 7 kursantów COŻ Trzebież dostąpiło zaszczytu popłynięcia jeszcze przed egzaminem, na rejs morski. Mieli popłynąć wszyscy, ale jak zwykle PZŻ dał plamę i przysłał tylko dwa jachty. Gdzie tu sukces? Ano wtedy panowała pełna romantyka żeglarska i do dyspozycji nawigatora był kompas ławkowy i stoper. Jakieś pudełka na log zaburtowy w postaci pudelek po zapałkach zawsze się znalazły. Melduję, udało mi się trafić w wyspę a co ważniejsze i trafić do Świnoujścia, choć tu choć drobna korekta nastąpiła. Mam nadzieję, że uzasadniłem tym samym mój udział w tym gronie. Ale już dość żartów, wracam do tematu.

Pojmuję doskonale retoryczność pytania w felietonie Andrzeja Urbańczyka i tkwiący w nim "smrodek dydaktyczny", że użyję określenia Mistrza nad Mistrze pióra, Melchiora Wańkowicza. Absolutna zgoda co do morału. Miałem pisać zupełnie o czym innym i ukraść tytuł felietonu, trawestując go na następujący: Czy PZŻ zniszczył polskie żeglarstwo? Tu dopiero tkwi ładunek wybuchowy. Ale co się odwlecze to nie uciecze.

A teraz o co chodzi z tymi dronami? Tajemniczymi akwenami, zawierające ładunek przygody i romantyki pozostały nam akweny podbiegunowe, z reguły zamknięte lodami i tylko przez krótki czas stwarzające możliwość osiągania coraz bliższych biegunom miejsc i bicia rekordów. Przedzierającym się lodowymi szczelinami może pomóc zwiad lotniczy i wypatrywanie miejsc umożliwiających dalszą żeglugę. Banał, tylko jak zabrać na jacht helikopter?!

I oto pojawiają się drony, najwcześniej jako zabójcza broń a obecnie stosowane nawet do filmowania ślubów. Tylko czekać jak jakiś jacht zabierze dla potrzeb zwiadu, drona. To kwestia tylko czasu i to krótkiego. Po jakie licho piszę o tej oczywistej oczywistości? Ponieważ za 30-40 lat dzisiejsi młodzi zdobywcy Przejścia Północno-Zachodniego będą pisać inne felietony pt. "Czy drony zniszczyły arktyczne żeglarstwo?"

Co do niszczenia żeglarstwa i na inne sposoby. Każdy jako tako zorientowany żeglarz wie, jak go nobilituje dołączenie do zdobywców Hornu. Ci żeglarze to są Ktosie, bez dwóch zdań. I co obserwujemy? W dobie ciężkie zarabiania na życie mało kto może sobie pozwolić na dłuższy rejs i pojawiły się rejsy przesiadkowe, jak rozprowadzający w peletonie lidera przed finiszem. Tylko jedna załoga mogła zaliczyć pokonanie tego groźnego przylądka. Ale ostatnio jest jeszcze lepiej, jak się ma do zbycia z 30 tys. zł to lecimy samolotem do najdalszego na południe lotniska a tam już na nas czeka luksusowy statek z coctail-barami i tarasami widokowymi. Jak pogoda dopisze firma obiecuje krótki desant na ląd. Potem otrzymuje się dyplom zdobywcy Hornu.

Kochani żeglarze, takie są reguły postępu a żeglarstwo zawsze będzie pełne romantyki, bo to my i nasz jacht taką atmosferę stwarzamy lub powinniśmy tworzyć. Nikt i nic nie zniszczy żeglarstwa jak długo ono jest w nas. Gdybym w to nie wierzył to jak bym znosił na codzień chamstwo, wrzaski, nieokrzesane pijaństwo, brak elementarnej kultury żeglarskiej i osobistej, dewastację przyrody? Piszę te słowa z nieodłącznym atrybutem każdego szanującego się felietonisty, czyli fajeczką, a o dek bębni jakże romantycznie deszcz. Tak, tak Kochane żeglarki i żeglarze, o dek, bo ja już od dwóch tygodni siedzę sobie na Polarisie, a wokół mnie piękne Wdzydze.

Pozdrawiam serdecznie!



Zbigniew Klimczak - doświadczony żeglarz (głównie szuwarowo-bagienny) i nauczyciel żeglarstwa. Amator ciepłych mórz. Autor książek, publikacji i filmów o żeglarstwie. Od lat popularyzuje żeglarstwo i nie tylko.


Tagi: felieton, zbigniew, klimczak,
O Autorze

Zbigniew Klimczak

TYP: a3
0 0
Komentarze
TYP: a2

Kalendarium: 23 July

W porcie Hel zacumował s/y "Euros" pod Kpt. Henrykiem Jaskułą, który jednym skokiem, w ciągu dziewięćdziesięciu dni, pokonał trasę z Buenos Aires długości 8276 Mm.
poniedziałek, 23 lipca 1973
położono stępkę na HMS 'Victory', sławnego za sprawą admirała Nelsona, zwycięzcy bitwy pod Trafalgarem. Dziś okręt pełni funkcję muzeum.
poniedziałek, 23 lipca 1759
Z Gdynii wyruszyła wyprawa harcerzy z Warszawy na jachcie 'Poleszczuk', docierając do Nowego Jorku i dalej drogą sródlądową do Chicago
sobota, 23 lipca 1938
W Śniatyniu rozpoczyna się rejs Waclawa Korabiewicza do Indii
poniedziałek, 23 lipca 1934