TYP: a1

Szparagi Don Mario

sobota, 21 maja 2011
MZ

Don Mario stał przy kole sterowym swojego jachtu. Był to przepiękny, mahoniowy kecz gaflowy, prawdziwy oldtimer, znakomicie odnowiony i zadbany. Wyczyszczone okucia mosiężne lśniły i odbijały promienie wschodzącego słońca, burty cieszyły oczy znawców, potrafiących docenić ich głęboki czerwonobrązowy kolor i klasyczne kształty, całość wieńczyły brązowe żagle znakomicie zharmonizowane kolorem z całością.

Mario wracał z przyjęcia, na które zaprosili go przyjaciele mieszkający na Lido. Był wczesny ranek, wiała lekka bryza, a jacht sunął po wodach Golfo di Venezia i zmierzał w kierunku cieśniny między Lido a Punta Sabbioni. Po chwili płynął już po Lagunie Weneckiej. Minął Isole Le Vignole i La Certose, wysepki znajdujące się w niewielkiej odległości od mariny, do której zmierzał. Z tej odległości dobrze już widział Campanile górującą nad Placem św. Marka. Włączył silnik i zrzucił żagle, wpłynął do mariny. Sowicie przez niego opłacana obsługa już czekała. Podał cumy. Nie musiał nic więcej robić, bo sprawni chłopcy ze znajomością rzeczy zajęli się jego jachtem. Pożegnał się z nimi i przesiadł się na swoją motorówkę.

Po wypłynięciu z mariny zwiększył obroty silnika i z dużą szybkością popłynął w kierunku Canale Grande. Minął Plac św. Marka, chwilę zatrzymał wzrok na kopule Bazyliki Santa Maria della Salute i pomknął pod drewnianym mostem Akademii. Spieszył się na targ przy Rialto. Mimo że od urodzenia mieszkał w Wenecji, jego rodzina była tu zakorzeniona od wieków, miał wśród przodków także Dożę, czym się zresztą w towarzystwie chełpił, był właścicielem Pallazzo, wprawdzie nie znajdującego się przy Canale Grande, ale przy jednej z jego odnóg, to zawsze widok tego miasta, budynków wyrastających prosto z wody, przepięknie zdobionych, zapach, nawet ten nieprzyjemny, na jaki często narzekali turyści, wprawiał go w szampański humor. - To najpiękniejsze miasto na świecie! - wykrzyknął w euforii.

Motorówka wpłynęła w cień rzucany przez most Rialto. Marco zmniejszył obroty i sprawnie przybił do niewielkiego drewnianego pomostu. Zacumował i przeszedł kilka kroków w kierunku targu. Po drodze ukłonił się komisarzowi Brunettiemu, który opuszczał targowisko objuczony zakupami. Nie znali się zbyt dobrze, ale Marco darzył go dużym szacunkiem, także i z tego powodu, że Guido Brunetti oprócz opinii znakomitego detektywa, cieszył się zasłużoną sławą wybitnego smakosza. Wchodząc na targ dostrzegł Donne Leon, amerykankę od lat mieszkającą w Wenecji, autorkę świetnych kryminałów, których akcja właśnie w Wenecji była osadzona. Zbliżył się do niej, aby ucałować dłoń.

Teraz, po spełnieniu tych towarzyskich obowiązków, rzucił się w kierunku straganów. Chciał kupić dwie wiązki zielonych szparagów. Jak w każdy poniedziałek o tej porze, spotykał się wczesnym popołudniem z Monsignore Pratterii, księdzem od lat mieszkającym w Wenecji, mieniącym się specjalnym wysłannikiem z Rzymu, aby wespół spożyć szparagową ucztę. Istniała między nimi pewna różnica zdań – Mario preferował szparagi lekko zblanszowane, a potem duszone na maśle, a Monsignore Pratterii nade wszystko wielbił szparagi, jak sam je nazywał, „alla poloneise”, czyli gotowane do miękkości i polane zrumienioną tartą bułką. Zatem konieczne było porozumienie – połowę szparagów gospodyni Mario przygotowywała na sposób preferowany przez Monsigniore, połowę tak jak lubił jej szef. Kupiwszy szparagi, szybkim krokiem skierował się do schowanej na zapleczy targu trattorii „Do Mori”, zamówił kieliszek prosecco i jedną kanapkę „una bacalla”, grzankę pokrytą pastą z dorsza – uwielbiał ten przysmak. Wrócił na swoją motorówkę i pomknął w kierunku „pallazzo”. Wkraczając do domu podał obie wiązki szparagów swojej kucharce – wiedziała co ma z nimi zrobić. W tej chwili zadzwonił telefon. Podniósł słuchawkę, usłyszał głos gospodyni Monsignore Pratterii. Szlochając mówiła, że ksiądz właśnie został aresztowany przez „karabinierii” i jest podejrzany o pranie pieniędzy oraz o współpracę w tym procederze z mafią sycylijską. Nie odkładając słuchawki zwrócił się w kierunku kuchni i krzyknął – Wszystkie na maśle! Wszystkie na maśle!

Zielone szparagi według Don Mario

Szparagi po obcięciu końcówek zdrewniałych obieramy delikatnie posługując się specjalnym nożykiem. Wkładamy do naczynia służącego do gotowania szparagów. Zalewamy wrzątkiem, tak aby główki szparagów wystawały ponad wodę. Solimy, chwilę podgotowujemy, po czym wyjmujemy je z wrzątku i wrzucamy na patelnię z rozpuszczonym masłem, dusimy na tym maśle przez dobrą chwilę na niewielkim ogniu. Masło nie może się zrumienić, a szparagi muszą się w nim dusić aż zmiękną, teraz można je podawać na ogrzanym talerzu. Za dodatki mogą służyć kapary, ewentualnie posiekana papryczka chili lub rozdrobnione jajko na twardo, ale i tak najlepsze są sauté!

TYP: a3
0 0
Komentarze
TYP: a2

Kalendarium: 23 May

Zginął Kapitan Zbigniew Werpechowski; wypłynął w swój ostatni rejs na s/y "Wanda", w czasie trudnych warunków pogodowych, na Głębi Bornholmskiej wypadł za burtę, a poszukiwania nie przyniosły rezultatu.
piątek, 23 maja 1975
Z afrykańskiego portu Safi wystartowała trzcinowa tratwa "Ra" pod dowództwem Thora Heyerdahla z zamiarem przepłyniecia Atlantyku, w celu potwierdzenia tezy, że na takich łodziach możliwa była migracja ludów w dawnych czasach. Niestety załoga musiała opuśc
piątek, 23 maja 1969
Do II Transatlantyckich Regat Samotnych Żeglarzy wystartowało 15 zawodników. Regaty wygrał Eric Tabarly na s/y "Pen Duick II" (czas zwycięzcy to 27 dni, 3 godziny i 56 minut).
sobota, 23 maja 1964
"Team New Zealand" wygrywa z "Desdafio Espanol" piąty wyścig w półfinale Louis Vuitton Cup w Walencji i awansuje do finału rywalizacji.
środa, 23 maja 2007
Statek szkolny "Lwów" wyrusza z Gdańska w pierwszy oceaniczny rejs.
środa, 23 maja 1923
Na Madagaskarze ginie Maurycy Beniowski, polski żołnierz i żeglarz; zesłany na Kamczatkę uprowadził statek żeglując na południe Azji, skąd w imieniu Francji dokonuje podboju Madagaskaru i zostaje jego władcą. Zmuszony do powrotu do Europy, następnie wyjec
wtorek, 23 maja 1786