TYP: a1

Welcome to Hel...

wtorek, 16 kwietnia 2019
Anna Ciężadło

...OK, niech będzie: welcome to Atlantyda. Bo to poniekąd na jedno wychodzi. Chwila, ale przecież Atlantyda miała zatonąć, a Hel istnieje i ma się dobrze, prawda? Prawda; z tym, że w rzeczywistości jest to Nowy Hel. Gdzie w takim razie podział się stary?

[t][/t] [s]Fot. Ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego[/s]

Legendy

O tym, że kryje się w nich przysłowiowe ziarno prawdy, przekonywaliśmy się już niejednokrotnie. Mimo to, nadal bywamy zdziwieni, kiedy okazuje się, że powtarzane z dziada pradziada niesamowite historie znajdują jakieś odzwierciedlenie w naszej poukładanej (czyżby?) rzeczywistości.

 

Tak właśnie było w przypadku Helu: legenda głosi, że kiedyś nieopodal dzisiejszego Helu wznosiło się naprawdę wielkie miasto, które wskutek jakiejś niezidentyfikowanej katastrofy zostało zatopione w morskich odmętach, zaś nieliczni ocaleli mieszkańcy zmuszeni byli przenieść się kawałek dalej. Wieść niesie także, że jeszcze dużo później dało się zobaczyć zatopione pod wodą budynki, a przy dobrej pogodzie - nawet usłyszeć dźwięk dzwonów zatopionego kościoła.

Tyle podań ludowych. A co na to nauka?

 

I fakty

W odniesieniu do terenów dzisiejszej Polski źródeł pisanych mamy niewiele, coś jednak da się z nich wywnioskować. Te szczątkowe źródła dowodzą zaś, że w XIII wieku w okolicach współczesnego Helu naprawdę istniał bogaty i liczący się w ówczesnym świecie ośrodek rybołówstwa.

 

Ciekawą sugestię co do istnienia tej tajemniczej metropolii stanowią również mapy. Na tych z XVI wieku widać jeszcze Stary Hel i Nowy Hel, a skorelowane z nimi źródła pisane wskazują, iż w pewnym momencie nastąpiło „przeniesienie” osady, chociaż nie podają, co było tego powodem. Zresztą, nazwa Stary Hel (Alt Hela) pojawia się też na dużo młodszych mapach, pochodzących z przełomu XIX i XX wieku.

 

Krzyżacy

Zakon Krzyżacki był trochę jak III Rzesza; nie, żeby ktoś za nim szczególnie przepadał, ale nie można mu zarzucić braku porządku i systematyczności, albo bałaganu w dokumentach. Z nich możemy zaś wyczytać, że w 1396 w porcie helskim stacjonowała krzyżacka armada, licząca ponad 80 jednostek. Całkiem sporo.

 

Co prawda, nie wszystkie zmieściły się w porcie (część parkowała na redzie), ale i tak daje to pewne wyobrażenie o wielkości średniowiecznego miasta. Z aktu potwierdzenia praw miejskich Helu, datowanego na 1376 rok wiemy też, iż miasto posiadało kościół, szpital, ratusz, ciemnicę, karczmy, łaźnie oraz dziewięć winiarni.

 

Czyli Stary Hel niewątpliwie istniał, był duży, bogaty i przez pewien czas zawiadywali nim Krzyżacy. Pozostaje zatem jeszcze jedno pytanie, za to dość istotne: co się z nim stało?

 

Hipotezy

Wiemy, że zatopione miasto można było jeszcze przez jakiś czas oglądać pod wodą. Nie zostało zatem najechane, spalone, ani zrównane z ziemią. Sugeruje to jakąś katastrofę naturalną, a więc zarwanie się podmytego brzegu, albo nawet trzęsienie ziemi (które w rejonie Bałtyku wcale nie jest taką rzadkością, jak chcielibyśmy wierzyć). W obu przypadkach zatopienie całej osady byłby kwestią godzin, a co najwyżej dni.

 

Jeszcze inna teoria głosi, że mieszkańcy Starego Helu... sami porzucili swoje miasto, bowiem w jego obrębie musieli podlegać miejskim prawom (na przykład płacić podatki), a poza murami już nie. Jest to całkiem prawdopodobne, bowiem historia zna takie przypadki – ale zupełnie nie wyjaśnia to, dlaczego miasto miałoby znaleźć się pod wodą.

 

Upiorne wycieczki

W 1935 roku "Gazeta Gdyńska" opublikowała następującą notkę: "Ruiny Starego miasta Helu odkryto na dnie morskiem. Podczas prac nad budową portu w Helu, w odległości kilkuset metrów od portu rybackiego, natrafiono na ruiny - fundamenta i szczątki świątyni helskiej".

 

Z tej oraz innych gazet wiemy, że ruiny można było oglądać jeszcze na początku XX wieku, a lokalną atrakcją były wyprawy łódką w tzw. cmentarną toń, znajdującą się kilkaset metrów od brzegu.

 

Zastanawiająca jest tu co prawda nazwa „cmentarna”, ale jej wyjaśnienie znajdujemy w opowiadaniach helskich rybaków, którzy dużo mniej chętnie niż letnicy wybierali się w tamte okolice. W bezpośrednim sąsiedztwie zatopionego miasta znajdował się bowiem równie zatopiony cmentarz, toteż zdarzało się, że rybacy znajdowali w sieciach nie tylko ryby, ale i kości; z całą pewnością ludzkie.

 

Zatopiony Hel dzisiaj

Hipotezy, przypuszczenia, stare mapy... Wszystko to ma swój urok, ale można by zadać pytanie, czy w XXI wieku, kiedy zakup drona, nie mówiąc już o zestawie do nurkowania, nie jest szczególnie trudny, musimy polegać jedynie na przypuszczeniach?

 

Naprawdę nie da się zejść pod wodę i naocznie sprawdzić, ile prawdy jest w legendach? Cóż, nie jest to takie proste – tak się bowiem składa, że dokładnie tam, gdzie są ruiny średniowiecznego Helu, obecnie znajduje się baza zapasowa 3 Flotylli Okrętów im. Komandora Bolesława Romanowskiego, odgrodzona od reszty świata drutem kolczastym i sięgającym 200 m w morze pirsem. Przypadek?

 

Na razie tajemnica zatopionego miasta nie zostanie więc rozwikłana. Szkoda, bo fajnie byłoby tam zajrzeć – nie tylko z powodu historycznych sentymentów, ale też z bardziej prozaicznych przyczyn, a mianowicie: dla kasy.

 

Skarby? Czemu nie

Skoro Stary Hel znalazł się pod wodą w jakiś gwałtowny sposób, to nie ma ludzkiej siły, żeby nie zostały tam jakieś ciekawe artefakty. Miasto było przecież potężne i bogate – a o jego randze świadczy dodatkowo fakt, że w XV wieku posiadało wspaniały, mechaniczny zegar, jakiego nie miał nawet Gdańsk.

 

Skąd zatem mieszkańcy Helu mieli tyle kasy? Cóż, to też nie jest całkiem jasne, ale z pewnością nie bez znaczenia był fakt, że miasto upodobali sobie piraci (a ci raczej nie słyną z oszczędności). Ponadto, źródłem bogactwa miały być solone śledzie, które łowiono i sprzedawano na potęgę, skutkiem czego miejscowi byli naprawę zamożnymi ludźmi. No i dziewięć winiarni też daje do myślenia...

 

 

Tagi: Hel, legenda
TYP: a3
0 0
Komentarze