TYP: a1

Mój Finn

poniedziałek, 27 grudnia 2010
Bogusław Nowakowski
Jachting
Finn – regatówka nie tylko dla olimpijczyków / fot. A. Walulik
Tak wiele czytając o wspaniałej atmosferze i zwyczajach w międzynarodowej rodzinie finnistów, znalazłem ją właśnie taką w Polsce, w Pucku. Wszystkie regaty, w których startowałem, potwierdziły często przewijającą się o nich opinię.


Jako junior pływałem na drewnianym, mahoniowym Finnie zbudowanym na organizowany w 1965 r. w Gdyni Finn Gold Cup. To była fantastyczna łódka, która mnie, młodemu człowiekowi, dawała oprócz wspaniałych wrażeń sporą dawkę trudności, szczególnie przy wietrze powyżej 4°B. Najbardziej się bałem wywrotek, po których najczęściej musiałem wzywać pomocy, by dopłynąć do brzegu.

Bakcyl nie patrzy na wiek

Po 30 latach, startując na Laserze na jeziorze Wolfgangsee pod Salzburgiem, będąc świadkiem regat Finnów, mogłem przywołać wspomnienia i obserwować wielkie zmiany, jakie zaszły w tej klasie. Spotkałem Czecha Michaela Maiera, świetnego finnistę, który przyjechał z synem, również startującym na Finnie. Poznałem lekarzy i informatyków ze Stuttgartu, którzy kupili regatowe Finny, bo namówili ich koledzy, by wspólnie wyjeżdżać na treningi i regaty. Zobaczyłem nowoczesny sprzęt, maszty, żagle, tak bardzo inne od tych, które pamiętałem z własnych zmagań sprzed 30 lat. Były też i starsze, kilkudziesięcioletnie konstrukcje, których właściciele również brali udział w tych regatach, trochę rzadziej zajmując miejsca w pierwszej połowie stawki. Zauważyłem, co potwierdziło przeglądnięcie stron internetowych, że wyniki zwycięzców nie zależą w tej klasie od wieku, tak jak w innych sportach, np. narciarstwie alpejskim, w które byłem zaangażowany od kilkudziesięciu lat i które okazało się swoistą „ruletką kontuzji”. Pojawiający się naturalnie „brzuszek tatusia” jest na Finnie pomocny w balastowaniu, pod warunkiem wypracowania odpowiedniej siły i ogólnej sprawności. Zorientowałem się więc, że jest to klasa prawie idealna do sportu i rekreacji dla osób w wieku 40+. Zacząłem przygotowywać się do zakupu sprzętu.

Zakup na miarę

Ponieważ Finn jest łodzią dosyć ciężką, musi zasadniczo być transportowany na przyczepie. Musiałem więc liczyć się z zakupem całego zestawu, dopasowaniem haka samochodowego, rejestracją i ubezpieczeniem przyczepy. Po małym rozeznaniu zorientowałem się, że kadłuby Finnów tak szybko nie ulegają zużyciu i ich cena na rynku wtórnym, mimo wieku, pozostaje dość wysoka, zupełnie inaczej niż w przypadku używanych Laserów. Większym problemem okazał się komplet maszt-żagiel, który, by ścigać się bez kompleksów, powinien być dopasowany do działania balastującego zawodnika. Musiałbym znaleźć osobę o podobnym do mojego iloczynie wagi i wzrostu, chcącą sprzedać dobry zestaw maszt-żagiel. Zacząłem internetowo poszukiwać sprzętu u aktywnych zawodników. Po wstępnym zorientowaniu się w cenach i porównaniu ich z ofertami nowego sprzętu, zdecydowałem się na najłatwiejszą, ale chyba najwdzięczniejszą drogę – zakup nowej łodzi firmy Devoti, i to produkowanej w polskiej stoczni. To „polskiej”, również z dumą podkreślał złoty medalista z Pekinu Ben Ainslie w swoim promocyjnym filmie prezentowanym na YouTube. Do łodzi otrzymałem dobrany do moich parametrów maszt Hit i żagiel North oraz wózek slipowy w świetnie pasującym komplecie z czeską przyczepą z homologacją. Za całość zapłaciłem 50 tys. PLN, sumkę całkiem sporą, porównywalną do zakupu samochodu. Miałem więc łódź, podobną do tej, na jakiej Ben zdobywał olimpijskie złoto. Pozostało nauczyć się ją wykorzystywać.
(...)



TYP: a3
0 0
Komentarze