TYP: a1

Czy S-16 zniszczy Mazury?

środa, 10 lipca 2019
Monika Frenkiel

Droga S-16, planowana droga ekspresowa w północnej i północno-wschodniej Polsce budzi emocje już od kilku lat. Ostatnio jednak sięgnęły zenitu, a wszystko przez proponowane warianty fragmentu drogi z Mrągowa do Ełku. Wiodące przez środek Mazur.

[t][/t] [s]Fot. Pixabay[/s]

Trzy warianty

Trasa (międzynarodowa, o parametrach drogi ekspresowej, wpisana do transeuropejskiej sieci transportowej TEN-T) ma prowadzić od Ełku przez Mrągowo do Olsztyna – ponad 70 kilometrów w samym sercu Mazur. W planach są cztery pasy ruchu i przecięcie Mazur dokładnie w poprzek – jezdniami, mostami i estakadami przez jeziora, bagna i cenne tereny przyrodnicze. Drogowcy rozważają trzy warianty. Pierwszy i drugi (A i B) zakładają poprowadzenie trasy w korytarzu zbliżonym do istniejącej i wymagającej remontu drogi krajowej nr 16, z planowaną budową mostu przez południową część jeziora Tałty tuż koło Mikołajek. Wariant C wiąże się z budową mostów nad jeziorami Juksty koło Mrągowa i Tałty w pobliżu Rynu. I to on budzi największe kontrowersje. Takie, że zorganizowano akcję „Ratujmy Mazury”, która zaczęła zbieranie podpisów przeciwko inwestycji (zebrano już kilkanaście tysięcy podpisów). Przeciwko są także samorządy Rynu, Mrągowa, Mikołajek i Orzysza – i domagają się rzetelnych rozmów, a nie podejmowania decyzji zza biurka. Opinię wydał także samorząd województwa – jest za inwestycją, ale powinna ona uwzględnić czynniki społeczne, ekonomiczne i środowiskowe. Sytuacji nie poprawia fakt, że GDDKiA zdaje się pomijać zdanie mieszkańców w tej kwestii. Konsultacje społeczne zorganizowano po cichutku, bez żadnej informacji, w takich godzinach, że uniemożliwiono ogromnej liczbie ludzi udział w nich. A nawet jeśli ktoś był, to się okazywało, że drogowców zdanie uczestników nie bardzo interesuje.

 

Czy jeziora wyschną?

A zagrożenie, na jakie wskazują samorządy, jest poważne. Burmistrz Mikołajek, Piotr Jakubowski wypowiadał się dla Gazety Wyborczej, że teren inwestycji to bagna i tereny podmokłe wymagające albo utwardzenia punktowego, albo całkowitej wymiany gruntu. Oznacza to likwidację tutejszych torfów, przez które płynie woda z jeziora Tałtowisko do Łuknajna, Śniardw. A jeżeli nie będzie przepływu wody to…no cóż. Znikną jeziora.  Jako pierwsze Łuknajno i rezerwat przyrody, potem niewiele głębsze Śniardwy. Zaburzony zostanie system wodny Wielkich Jezior, a to oznacza pustkę w studniach. Już teraz podczas suszy wodę do niektórych miejscowości trzeba dowozić beczkowozami.

Oczywiście poza przyrodniczymi, są i inne aspekty. Mazury żyją turystyką, a kto przyjedzie wypoczywać 500 metrów od autostrady? Już nie mówiąc o tym, że budowa będzie trwać latami, a to oznacza hałas, utrudnienia i dalsze zniechęcanie turystów. Zwolennicy trasy podkreślają, że dobre połączenie drogowe jest niezbędne dla zapewnienia płynnego transportu i rozwoju gospodarczego regionu. Przeciwnicy – że owszem, ale rozwój regionu jest uzależniony od turystyki i związany z unikalnym charakterem mazurskiego Cudu Natury. Czteropasmowa droga według nich zniszczy ten unikalny charakter tej krainy. Już nie mówiąc o obawach, że po budowie drogi ruszy tędy tranzyt, a tiry rozjadą malownicze tereny Mazur.

 

Ekoterroryści czy dobrzy gospodarze?

Oczywiście sprawa stała się polityczna. Nasz rząd już pokazał, że ochrona środowiska nie jest dla niego priorytetem a protesty w sprawie Mazur skomentował w dość ostrym tonie Jerzy Szmit, szef olsztyńskich struktur PiS, dawny marszałek województwa, który przez dwa lata pełnił funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa i zajmował się wówczas także budownictwem drogowym. Uważa on, że głosy sprzeciwu nie powinny powstrzymać drogowców przed realizacją zamierzeń i „zdemaskował” przy tym niektórych protestujących. Jego zdaniem to „wakacyjni” Mazurzy odwiedzający region okazjonalnie, by tutaj wypocząć i zaznać spokoju i osoby, które już zarobiły duże pieniądze i wybudowały sobie na Mazurach piękne rezydencje, by żyć w spokoju. – Kiedy usłyszą, że może coś zmienić się, coś naruszyć ten błogostan, chwytają za pióra, telefony, komputery, uruchamiają wpływowe osobistości i walczą z pełną determinacją, żeby zablokować wszystko, co ten święty spokój może zburzyć – komentował Jerzy Szmit. I dodał kolejną grupę protestujących – to ci, którzy chcą województwo warmińsko-mazurskie zamienić w skansen, w którym zatrzymał się czas, a przyroda ma pierwszeństwo przed potrzebami człowieka.

Jerzemu Szmitowi odpowiedzieli organizatorzy akcji „Ratujmy Mazury” – podkreślając, że nie łączą ich podglądy polityczne. „Nie jesteśmy awanturnikami, warszawiakami ani ekoterrorystami. Jesteśmy - podobnie jak Pan - mieszkańcami regionu” – napisali do Jerzego Szmita. –„Ma Pan rację, że nasze województwo odbiega od reszty Polski. Nie tylko brakiem drogi ekspresowej. Odbiega, bo jest wyjątkowe dzięki Krainie Wielkich Jezior Mazurskich. To ona ściąga do nas turystów – ludzi, z których pieniędzy również żyjemy. To ona rozsławia tę część kraju na całą Polskę i nie tylko. Taka jest już natura tej naszej ziemi. Nie jest nią przemysł ciężki, logistyka – nie tutaj. Realizacja drogowych ambicji kosztem mieszkających tu ludzi, funkcjonującej turystyki i zachowanej przyrody świadczy o krótkowzroczności. Mieszkańcy, turystyka, rolnicy, przemysł – wszyscy – skorzystaliby na modernizacji istniejących dziś dróg i uwolnieniu Mazur od międzynarodowego tranzytu towarowego i tirów. Dobrze Pan wie, że jak tylko powstanie dla nich szlak, pojawią się ich tysiące. Zostawią po sobie hałas i spaliny.

Każda władza, która mierzy się z tematem tej drogi, zaczyna od połączenia dwóch punktów kreską. Nie rysujecie drogi na Mazury, dla Mazur, tylko przez Mazury. To różnica. Nie robicie jej dla mieszkańców czy turystów, tylko dla międzynarodowego tranzytu – przez najcenniejsze fragmenty tego obszaru. Jeśli coś tu jest skansenem, to tylko sposób myślenia o rozwiązaniu. Drwi Pan z naszej „ciszy, spokoju, czystego powietrza” – a to jest majątek naszego kraju! Potrzebujemy lepszych dróg, ale nie tysięcy tirów, które sprowadza nam Pan do cudu natury – Krainy Wielkich Jezior Mazurskich.

O tym, jaki wariant zwycięży, wiadomo będzie pod koniec roku. Szacunkowe koszty poprowadzenia drogi S16 to 2,5-4,5 mld złotych. Dokładną kwotę trudno podać ze względu na trudne i nieprzewidywalne warunki gruntowo-wodne.

Tagi: Mazury, S-16, droga
TYP: a3
0 0
Komentarze
Zbigniew Stankiewicz: Odwieczny dylemat - mieć ciastko i zjeść ciastko.
Postępu się nie zatrzyma, ważne aby był on mądry.
środa, 10 lipca 2019, 20:11 Skomentuj
0 0