TYP: a1

Z historii polskiego jachtingu: Karol Olgierd Borchardt

wtorek, 25 października 2011
Kinga Rzucidło

Kapitan Borchardt
Źródło: borchardt.com.pl
Człowiek, który całym sercem służył morzu. Kapitan, marynarz, popularyzator tematyki morskiej. Wybitny pedagog i wychowawca kilku pokoleń oficerów i kapitanów żeglugi wielkiej.

Karol Olgierd urodził się 25 marca 1905 roku w Moskwie w rodzinie Hilarego i Marii Borchardtów. Obydwoje pochodzili z Wileńszczyzny, matka była urzędniczką, ojciec cenionym lekarzem, twórcą nowych metod leczenia gruźlicy i raka, który w stolicy Rosji podjął pracę w jednej z tamtejszych klinik. Gdy Karol miał kilka miesięcy, Maria odeszła od męża i wyjechała z dzieckiem do Paryża. Po kilku latach z obawy przed całkowitym wynarodowieniem syna, który zaczął mówić wyłącznie po francusku powróciła do Wilna.

Tutaj Karol spędził całe dzieciństwo, rozpoczął naukę najpierw w szkole podstawowej, następnie w Gimnazjum Humanistycznym im. Adama Mickiewicza. Przypadkowe spotkanie z inżynierem Witoldem Komockim, wykładowcą Szkoły Morskiej w Tczewie otworzyło nieznane dotąd okno na marynarski świat. Karolowi udzielił się entuzjazm wykładowcy, a opowieści o kapitanach z żaglowców i okrętów wojennych pomogły mu podjąć decyzję. Nastolatek nie chciał już zostać nikim innym jak tylko marynarzem. W roku 1924, po zdaniu matury z miejsca pojechał do Szkoły Morskiej w Tczewie, niestety jego starania zakończyły się klęską. Orzeczenie komisji lekarskiej brzmiało jak wyrok: „nie nadaje się do służby morskiej z powodu skłonności do reumatyzmu”. Jak się później okazało, za tą decyzją stał ojczym Karola, Witold Mintowt Czyż - działacz PPS i wiceprezydent Wilna, który z obawy przed nikłą szansą późniejszego zatrudnienia był przeciwny marynarskiej karierze pasierba.

Załamany chłopak po powrocie do domu wstąpił na Wydział Prawa Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, ale nawet po roku studiowania nie przestał marzyć o marynarskiej służbie. Wreszcie przełamał opory, w roku 1925 ponownie stanął przed komisją lekarską, która tym razem wydała pozytywne orzeczenie. Karol Olgierd Borchardt został przyjęty do Szkoły Morskiej i dostał się na wymarzony, zresztą jedyny w tamtych czasach żaglowiec szkolny STS Lwów.

I tutaj nie obyło się bez potyczki. Atletycznie umięśniony, znany ze swej sprawności fizycznej Borchardt był poddawany nieustannym testom. Pewnego razu, koledzy koniecznie chcieli wypróbować jego siłę i podczas wspólnego podnoszenia bramstengi, odstąpili od wykonywania zadania pozostawiając Karolowi cały ciężar. Efekt był natychmiastowy, handszpaki, wykonane ze specjalnego, twardego drewna, pękały jak zapałki. Nigdy nie widziano czegoś podobnego, toteż zachwyt towarzyszy zdawał się nie mieć końca. Błogą atmosferę przerwał pierwszy oficer, który zamiast ulec entuzjazmowi wpadł w istny szał.

„Nu, tak, za silny! Za silny! Wszystka łami! Wszystka! Cały statek połami! Cały statek!!!”

Przeżył Borchardt ciężką, bezsenną noc, obawiając się wydalenia ze statku. Na szczęście przewinienia zostały wybaczone a sam winowajca mógł już bez przeszkód wykazywać się siłą, zręcznością i wiedzą.

„Dziś rankiem, poważnie i dumnie,
Do portu zawinął nasz „Lwów”.
Na rejach i masztach – tak tłumnie.
Na ląd dostaniemy się znów”

W maju 1928 roku, po zdaniu egzaminu praktycznego Borchardt uzyskał dyplom Szkoły Morskiej w Tczewie. W tym samym roku, 26 grudnia ożenił się z Karoliną Iwaszkiewiczówną, dwa lata później urodziła im się córka Danuta. Niestety małżeństwo nie należało do udanych i nie przetrwało próby czasu.

Na przełomie 1929/31 roku Karol Olgierd Borchardt pracował w Polsko–Brytyjskim Towarzystwie Okrętowym jako starszy marynarz na s/s Rewa. Następnie, w latach 1931/1938 pracował na statkach pasażerskich Polskiego Transatlantyckiego Towarzystwa Okrętowego, gdzie głównie na statkach s/s „Polonia” i m/s „Piłsudski” był zatrudniony na stanowiskach od szóstego do starszego oficera. Początkowo pływał na trasie Gdynia – Nowy York, a od 1933 roku, kiedy „Polonia” została skierowana do obsługi tzw. linii palestyńskich kursował na trasie Konstanca – Hajfa. W roku 1935 na pierwszym zbudowanym polskim transatlantyku m/s „Piłsudski” objął stanowisko oficera, rok później otrzymał patent kapitana żeglugi wielkiej.
STS Lwów pod żaglami
STS Lwów pod żaglami

Był rok 1938 kiedy Borchardt rozpoczął pracę w Państwowej Szkole Morskiej w Gdyni i ku swemu zdumieniu otrzymał funkcję starszego oficera na „Darze Pomorza”. W najśmielszych marzeniach nie przypuszczał, że kiedyś obejmie stanowisko zastępcy komendanta na Białej Fregacie. Odtąd wszystkie dni na „Darze” były spełnieniem dziecięcych zabaw na tratwach. Lubiany przez uczniów z radością wypływał w szkolne rejsy i właśnie na jednym z nich zastał go wybuch drugiej wojny światowej. Z rozkazu kapitana „Dar Pomorza” wpłynął do Sztokholmu, portu neutralnego państwa, a Borchardt popłynął ze studentami do Wielkiej Brytanii i na m/s „Piłsudski” objął stanowisko starszego oficera. Przystosowany do transportu wojska w trudnych warunkach statek został rozerwany wybuchem miny lub torpedy 21 września 1939 roku. W katastrofie zginął kapitan, a ciężko ranny Karol Olgierd został przewieziony do szpitala.

Po wyjściu zrezygnował z przyznanej dożywotnio renty komandorskiej i mimo sprzeciwu komisji lekarskiej zgłosił się pełnienia dalszej służby. Skierowany jako starszy oficer na m/s „Chrobry” brał udział kampanii norweskiej, do momentu zbombardowania i zatopienia statku 15 maja 1940 roku. Ciężko ranny ponownie trafił do szpitala. Za bohaterski czyn ratowania marynarzy z tonącego okrętu otrzymał w 1941 roku Krzyż Walecznych.

Po opuszczeniu szpitala w Glasgow, Borchardt sprowadził do Wielkiej Brytanii swoją drugą żonę Halinę i córkę z pierwszego małżeństwa, Danutę. Sam pracował w różnych instytucjach brytyjskich. Ministerstwo powierzyło mu misję utworzenia polskojęzycznego Gimnazjum i Liceum Morskiego w Landywood, z którego na własną prośbę, z powodu poróżnienia z nauczycielami odszedł rok później. By spłacić piętrzące się finansowe długi podjął pracę w angielskiej linii żeglugowej, na statku s/s „Sheridan” obsługiwał porty Amazonii i Północnej Brazylii.

Zły stan zdrowia matki zobligował go do powrotu. W Londynie zostawił żonę i ukochaną córkę, by po latach zawieruchy wojennej i emigracji powrócić do komunistycznej Polski. Zamieszkał w Gdyni, w willi na Kamiennej Górze. Nie było lekko. Trafił na najgorszy okres prześladowań żołnierzy Sił Zbrojnych. Ogromna wiedza i umiejętności pedagogiczne z zakresu kształcenia kadry morskiej, niezwykle przydatne w ówczesnym kraju pozwoliły uniknąć aresztowania. Dzięki doświadczeniu otrzymał pracę w Państwowej Szkole Morskiej i Szkole Rybołówstwa Dalekomorskiego. W latach 1953-1960 był członkiem działającego przy Ministerstwie Żeglugi zespołu opracowującego programy nauczania dla szkół morskich w Polsce, w latach 1963-1969 działał jako członek Komisji Normalizacyjno–Językowej.

Był wykładowcą astronawigacji i popularyzatorem tematyki morskiej. Utalentowany plastycznie i literacko, zajmował się rzeźbą, malarstwem akrylowym, pisał książki, publikował artykuły w czasopismach poświęconych morzu, brał udział w licznych audycjach radiowych i programach telewizyjnych. Jego, notabene fenomenalna, ciekawie napisana i okraszona humorem książka „Znaczy Kapitan”, również dziś cieszy się dużym zainteresowaniem, nie tylko wśród fanów marynistyki. W roku 1970 jako jedyny żyjący cudzoziemiec otrzymał honorową odznakę moskiewskiego Klubu Słynnych Kapitanów.

Karol Olgierd Borchardt zmarł 20 maja 1986 roku. Został pochowany obok swej matki, na Cmentarzu Witomińskim w Gdyni.

Wiele miast upamiętniło postać wybitnego kapitana. Gdynia, Gdańsk, Słupsk nadały jednej z ulic jego imię, wiele szkół m.in. w Gdyni, Gdańsku czy Rumi obrało go za swego patrona.

Borchardt całym sercem służył morzu. Warto ku wspomnieniu sięgnąć po jedną z jego książek, snutą gawędę, która w chłodne, jesienne dni przybliży zapach morza i szum morskich fal.

Bibliografia:
1. K.O. Borchardt „Znaczy Kapitan”, Wydawnictwo „Bernardinum”, Pelpin 2010
2. K.O. Borchardt „Kolebka nawigarotów”, Wydawnictwo „Bernardinum”, Pelpin 2010
3. http://borchardt.com.pl/
TYP: a3
0 0
Komentarze