TYP: a1

Robert K. Massie "Stalowe fortece"

piątek, 26 lutego 2016
MZ
Przez lata była nazywana Wielką Wojną, dopiero ta kolejna spowodowała że otrzymała nową nazwę i numer. I tak obecnie znamy ją jako I Wojnę Światową. Historycy różnie ją traktują, jedni jej wybuch uważają za rzeczywisty koniec Pięknego XIX Wieku, inni jej zakończenie jako początek koszmarnego wieku XX.


To nie jest zapewne tak istotne wobec faktu, że ta wojna przyniosła kres postrzegania konfliktów zbrojnych jako rycerskich starć dżentelmenów. Ów etos rycerski próbowały zachować dwie formacje, rodzące się w tym czasie lotnictwo wojskowe i marynarka wojenna. Sprawy lotnictwa zostawmy teraz na boku, natomiast wojna na morzu szybko straciła swój honorowy, rycerski charakter. Dobiło go pojawienie się okrętów podwodnych, wraz z ich podstępnym i skrytym działaniem. Książka, o której tu mowa przedstawia jeszcze jeden aspekt ówczesnych morskich zmagań. Otóż była to prawdopodobnie ostatnia wojna, w której takie znaczenie miały figurujące w tytule „stalowe fortece”, wielkie napędzane parą opancerzone okręty uzbrojone w wielkokalibrowe działa. Kres ich potędze i panowaniu na morzach i oceanach spowodowało pojawienie się flotylli podwodnej, tudzież lotnictwa, jednak gdy I Wojna Światowa wybuchła to one królowały na oceanach, stanowiąc dumę i świadectwo wielkości państw.

Robert K. Massie niewątpliwie jest obdarzony dużym talentem narracyjnym, jest w nim coś z gawędziarza barwnie opowiadającego ciekawe historie. Do tego najwyraźniej posiada coś co jest zaletą każdego historyka, mianowicie „twardy tyłek”, bowiem tylko ta cecha pozwala na żmudne i męczące przesiadywanie w archiwach, by udokumentować zdarzenia, które opisuje w swojej pracy. Dzięki temu „Stalowe Fortece” czyta się nieźle, jednocześnie bez wrażenia przytłoczenia szczegółami, które być może istotne są dla pasjonata historii i militariów. To w wypadku pracy popularnej, skierowanej do szerszego grona odbiorców stanowi niewątpliwą zaletę.

Znawcy historii wojen, zarówno amatorzy jak i profesjonaliści zapewne będą mieli sporo zastrzeżeń do tej pracy – mówię oczywiście o jej polskiej edycji. Pewnie będą się przyczepiać do tłumaczenia, użytego nazewnictwa i innych szczegółów. Owszem mnie też lekko irytował brak dokładnej korekty tekstu, masa literówek, co świadczy o pewnej edytorskiej dezynwolturze, ale to cechy sporej ilości książek jakie pojawiają się w tym wydawnictwie. To choroba, która cechuje tak zwaną masową produkcję. Niestety albo chcemy mieć książki stosunkowo tanie, ale nieco niechlujne, albo zaopatrzone w aparat naukowy starannie przygotowane tomy obciążone sporą ceną. Takie życie!

Robert K. Massie „Stalowe Fortece”
Oficyna Wydawnicza FINNA 2014
Tomy 1- 3
TYP: a3
0 0
Komentarze