TYP: a1

Zrazy w sosie myśliwskim

sobota, 2 czerwca 2012
MZ

Oczywiście wszyscy mówili – wykrakałeś, a w rzeczywistości powinni mówić – miałeś rację. Otóż od samego początku tłumaczyłem, że bałtycki rejs w drugiej połowie września, z planem aby odwiedzić Tallin, a potem w drodze powrotnej zawinąć do Rygi i Kłajpedy, to nie wypoczynkowe pływanie po Adriatyku. Mogą się przydarzyć liczne niedogodności.

Chorwacja we wrześniu to z reguły sama przyjemność, słońce i ciepłe morze, Bałtyk zaś w tym czasie bywa kapryśny, zaczynają się sztormy, temperatura zaiste nie bywa „śródziemnomorska”, należy się nastawić na kawałek „niedźwiedziego mięsa”. Ale jak to bywa, optymizm górował nad rozsądkiem. Na początku wszystko wyglądało wspaniale, piękna pogoda, morze w miarę spokojne, wiatr umiarkowany. Płynęliśmy wzdłuż Mierzei Kurońskiej ciesząc wzrok pięknymi widokami rozsłonecznionych plaż i nadmorskich, gigantycznych wydm. Jednak już na wysokości Kłajpedy rozkołys morza coraz bardziej się zwiększał, świadcząc o tym, ze gdzieś tam wiatr się wzmaga.

Dopadło nas spory kawałek przed Rygą. Silne podmuchy, zmusiły do refowania żagli, jacht z coraz większym trudem przebijał się przez rosnące fale. Dotychczasowi optymiści tracili rezon i zbiorowo odbywali swą własną podróż „do Rygi”. Na domiar złego silnik jachtu zaczynał wydawać niepokojące odgłosy. Porzuciliśmy wcześniejszy zamiar płynięcia do Tallina, podejmując (rozsądnie) decyzję – kurs na Rygę. Jakimś cudem krnąbrny silnik nie zawiódł do końca, udało się pod prąd pokonać odcinek Dźwiny jaki dzielił nas od otwartego morza do centrum miasta, gdzie w jednym z klubów żeglarskich znaleźliśmy spokojną przystań, w której można było przeprowadzić konieczne naprawy silnika i jachtu, bowiem ożaglowanie również ucierpiało podczas sztormu. Załoga zajęła się naprawą uszkodzeń, mnie jako osobie absolutnie pozbawionej zdolności politechnicznych powierzono żywienie.

Widok olbrzymich hal targowych – Centrālais tirgus – zachwycił mnie. Niegdyś były to trzy olbrzymie hangary stanowiące miejsce stacjonowania zeppelinów, teraz zaadoptowane na targowisko stały się miejscem, w którym można było kupić absolutnie wszystko co ludzkość potrafiła wyhodować. Płaty suszonych ryb, wędzona ikra łososia, najróżniejsze warzywa, obok tego mięsa i wędliny, stosy najwspanialszej chałwy, rozmaite wypieki, sery świeże i dojrzewające – obrazy zapierające dech i poruszające kubki smakowe. Już przed wejściem dostrzegłem hałdę pięknych i dorodnych prawdziwków – ten widok podsunął mi pomysł na dzisiejszy obiad. Kupiłem spory kawałek wołowej zrazówki, do tego kwaśną, tłustą śmietanę i kilkanaście kiszonych ogórków. Postanowiłem uraczyć zmęczoną naprawami załogę zrazami w sosie myśliwskim.

Zrazy w sosie myśliwskim

Zrazówkę należy pokroić w poprzek włókien na plastry o grubości około 1 cm. Lekko zbić tłuczkiem, po czym obsmażyć na patelni z obu stron, do zrumienienia. Obsmażone odłożyć do sporego rondla i odstawić. Na tej samej patelni zeszklić cebulę, dodać pokrojone w plastry grzyby i smażyć do zrumienienia. Jeśli nie mamy grzybów świeżych, to suszone wcześniej moczymy, podgotowujemy we wrzątku i całość wraz z płynem wlewamy do rondla w którym znajduje się mięso, tam też dodajemy zeszkloną cebulę. Całość przyprawiamy solą i pieprzem, dodajemy kilka ziaren jałowca, liść laurowy. Zalewamy niewielką ilością bulionu i dusimy na wolnym ogniu. Gdy mięso zmięknie, możemy całość zaciągnąć odrobiną tłustej śmietany, tak aby sos się zagęścił. Podajemy z kaszą gryczaną i kiszonymi ogórkami, mogą też być buraczki smażone – co kto lubi.

TYP: a3
0 0
Komentarze
TYP: a2

Kalendarium: 19 August

Call of the Ocean rozpoczęty
sobota, 19 sierpnia 2017
Rozpoczęcie drugiego rejsu Henryka Jaskuły na "Darze Przemyśla"
niedziela, 19 sierpnia 1984
Na jachcie "Pacific" wyruszył z San Francisco Bernard Gilboy z zamiarem dotarcia samotnie do Australii; wycieńczonego żeglarza zdjęto z pokładu jachtu niedaleko australijskiej wyspy Bird, po przebyciu 6500 mil i po 164 dniach rejsu
sobota, 19 sierpnia 1882