TYP: a1

Ogórki kiszone

sobota, 15 września 2012
MZ i TJ

Zawsze z wielką obawą pakował razem z bagażem dostarczane mu w słoikach przetwory. Obawiał się bowiem, że w czasie podróży, czy to lotniczej, czy też prozaicznej samochodowej, o żegludze nie wspominając, może coś się stać nieprzewidzianego i słoiki po prostu się stłuką, a ich zawartość rozleje się, przesiąkając swoistym smrodkiem wszystko co zapakował.

Tomek z natury był przewidujący, ostrożny i roztropny. Dbał o swoje rzeczy, ale w jednym wypadku czynił odstępstwo od reguły. Od lat był zaopatrywany w najróżniejsze przetwory przez swoją przyjaciółkę z lat dziecinnych. Nazywała się Nalewka, na nazwisko Dobra. Rodzice wprawdzie, jako zaprzysięgli feminiści, pragnęli ją nazwać Nawojka, ale zdarzyło się nieszczęście. Urzędnik wypisujący odpowiednie dokumenty, wrócił był nad ranem z suto zakrapianej imprezy, gdzie raczono się różnymi domowymi produktami zawierającymi sporą ilość alkoholu i jak sam się później tłumaczył – tak mu się jakoś skojarzyło. No cóż, wszyscy w końcu pogodzili się z tym niecodziennym imieniem, a z czasem je nawet polubili.

Gdy dziewczę dorosło i zaczęło uczestniczyć w rodzinnych imprezach, to towarzystwo dobrze się bawiło wołając do niej – Nalej Nalewko! Nawet ojciec, w końcu sam noszący nazwisko Dobry, zanosząc się śmiechem prosił – No bądź żesz Nalewko dobra i nalej ojcu kieliszek! Nalewka wbrew imieniu nie robiła nalewek, lecz zajęła się innymi przetworami. Szczególny kunszt osiągnęła kisząc ogórki. Właśnie nimi obdarowała Tomasza, do którego czuła szczególną miętę. Ten wprawdzie nie odwzajemniał uczucia, lecz chętne przyjmował owe dary. Mimo obaw o całość swojego bagażu zabierał je na swoje żeglarskie wyprawy, bowiem znakomicie urozmaicały kapitańskie wieczory, zwłaszcza w zestawieniu z dobrze schłodzoną wódką. Nalewka do każdego „transportu” swoich przetworów dołączała taki list:

Kiszone ogórki

Tomaszku kochany, jeśli by Ci zabrakło tych ogórków to tak... Wodę najlepiej weź jakąś źródlaną, bo w kranie masz różne ohydy. Ja kupiłam w supermarkecie. Chyba 2 złote za 5 litrów. Wybieramy ogórki małe i twarde. Wodę gotuję, na litr wody dodaję 1 łyżkę soli. Słoiki myję (ja jeszcze wrzucam je do ciepłego piekarnika, aby nieco odkazić). Nakrętki kupuję nowe. Stare nie zawsze dobrze trzymają. Jak zacznie się wylewać ze słoików woda z ogórków to śmierdzi na całą kuchnię. I teraz tak... Do dużego słoika wrzucamy 2 ząbki czosnku, długi na półtora centymetra kawałek chrzanu i średni, lepiej duży kwiat koperku. Ja robię to tak... Na dół daję 1 czosnek, 7-milimetrowy kawałek chrzanu oraz pół kwiatu koperku. Wkładam ogórki, a później na górę ponownie drugą cześć, czyli 1 ząbek czosnku, 7 mm chrzanu oraz 1/2 liścia kwiatu kopru. Po wrzuceniu ogórków i przypraw do słoika możemy jeszcze dodać liść wiśni lub porzeczki. Zalewamy to wszystko gorącą wodą. Woda ma zakrywać ogórki... czyli lejemy pod samą szyjkę. Zakręcamy delikatnie, po 3-4 dniach dokręcamy już na maksa. Ogórki gotowe są po kilku tygodniach.

TYP: a3
0 0
Komentarze