TYP: a1

Posezonowy rachunek sumienia. Czy żeglarze potrafią być "eko"?

środa, 1 października 2014
Informacja prasowa | Maciej Kołtoński
Koniec sezonu letniego to świetny moment na podsumowania. Z jednostkowego punktu widzenia, wyrzucenie niedopałka do jeziora lub jednorazowe zmycie w nim naczyń, nie jest niczym groźnym. Jednak ani żeglarz, ani turysta nie jest już na Mazurach sam. Są nas tu setki tysięcy.



Czy żeglarz mazurski truje?

Aż 30% ankietowanych w sezonie 2014 turystów* uważa, że żeglarstwo ma negatywny wpływ na środowisko. Czy jest to prawdą? Teoretycznie pływanie pod żaglami kojarzy się przecież z wiatrem, wolnością i naturą. Gdzie w tej romantycznej układance znajduje się miejsce dla żeglarza-truciciela? Zaskakujące jest, iż ankietowani oceniają żeglarstwo, jako bardziej szkodliwe dla środowiska niż sporty motorowodne (17% uważa, że jest to aktywność mająca negatywny wpływ na środowisko).

Nie chodzi więc tutaj o pływanie na silniku lub nie. Przyczyny tak wysokiego odsetka osób niewierzących w żeglarską ekologiczność należałoby się dopatrywać raczej w skali zjawiska.

W sezonie na jeziorach mazurskich przebywa kilkadziesiąt tysięcy żeglarzy, a każdy z nich to przecież potencjalny truciciel.

Można zabawić się tutaj w prostą kalkulację matematyczną. Załóżmy, że jeden na 10 żeglarzy wyrzuca niedopałki papierosów do jeziora. Żeglarzy jest w sezonie na Mazurach około 50 tysięcy. Każdy z nich spędza tu średnio od 5 do 7 dni. Przy założeniu, że żeglarz-palacz-truciciel wyrzuca do jeziora dwa niedopałki dziennie, dochodzimy do następującego równania: 5 tys. trucicieli x 6 dni pobytu x 2 papierosy = 600 tysięcy niedopałków w jeziorach mazurskich rocznie. Czy to dużo? Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba dodać do równania jeszcze jedną daną. Niedopałek papierosa rozkłada się do 5 lat.

Powyższa kalkulacja jest oczywiście jedynie szacunkowym zestawieniem mającym na celu ukazanie, jak brzemienny w skutkach jest nawet pozornie błahy i nieznaczny występek.

Co tak naprawdę robimy złego? 93% badanych twierdzi, że najczęstszym grzechem na Mazurach jest wyrzucanie śmieci w niedozwolonych miejscach. Według 36% problem stanowi też zmywanie naczyń w jeziorach, a 25% wspomina o hałasowaniu. Oprócz wymienionych powyżej zachowań, wśród często udzielanych odpowiedzi znajdziemy również czynności takie jak: kąpiele jeziorne z użyciem chemicznych środków myjących, niszczenie roślinności i opróżnianie toalet chemicznych oraz ścieków pokładowych w miejscach do tego nieprzystosowanych.

Wina żeglarzy?

Oczywiście żeglarze nie są jedyną grupą, która posądzana jest o nie-ekologiczne zachowania. Wśród nich znajdują się biwakowicze (57% odpowiedzi), osoby uprawiające sporty motorowodne (17%), a nawet kolarze (6%). Żeglarze zajmują, więc w tej niechlubnej klasyfikacji drugą pozycję (30%).

Można by powiedzieć, że nie jest to wynik najgorszy, biorąc pod uwagę, że żeglarstwo to najpopularniejsza forma spędzania wolnego czasu na jeziorach. Czy jednak ze względu na tradycje i szlachetność pływania pod białymi żaglami nie powinniśmy ustanawiać wyższych standardów?

Aż 73% ankietowanych twierdzi, że wszystkiemu winne są lenistwo i egoizm osób przebywających na Mazurach. Trudno się z tym nie zgodzić. Dodatkowo, 65% winą obarcza polski brak kultury dbania o dobro wspólne, a 54% mówi o niewystarczającym poziomie edukacji ekologicznej. Zdecydowanie mniejszą rolę odgrywają względy infrastrukturalne i sprzętowe. 36% ankietowanych wspomina o braku odpowiedniej, proekologicznej infrastruktury, a jedynie 11% mówi o nieodpowiednim wyposażeniu łódek.

Wina leży, więc po trochu po stronie wszystkich. Jest to mało komfortowa sytuacja, gdyż najłatwiejszą odpowiedzią na pytanie: „czemu to zrobiłeś?”, jest: „przecież wszyscy tak robią!”.

Co robić?

Jasno widać, że w skuteczność kar finansowych za śmiecenie wierzy mało osób (18% ankietowanych). Faktycznie, ich egzekwowalność wydaje się raczej mało prawdopodobna. W jaki sposób odpowiednie służby miałyby dostrzec żeglarza wyrzucającego puszkę do jeziora (puszka ulega rozkładowi po 80-100 latach), na jeziorze mającym powierzchnię kilkuset hektarów?

Konieczne wydaje się stworzenie koalicji podmiotów działających na rzecz dbania o środowisko. Zaangażowanie samorządów, organizacji pozarządowych i producentów sprzętu sportowego już widać. Mamy do czynienia z licznymi akcjami społecznymi, mającymi na celu edukowanie i kształtowanie prawidłowych postaw wśród żeglarzy, turystów i społeczności lokalnej Mazur. Organizowane są akcje sprzątania wysp, rzek i jezior. W miastach mazurskich powstała sieć nowoczesnych ekomarin, w których funkcjonują punkty zdawania ścieków i odpadów z toalet chemicznych, będąca ewenementem na skalę europejską. Prężnie działają też centra edukacji ekologicznej. Ważne, aby w działania te włączały się jeszcze firmy czarterujące jachty, właściciele bindug oraz firmy szkoleniowe.

Czego brakuje w tej układance? Poczucia wspólnej odpowiedzialności i wypracowania powszechnego braku przyzwolenia na środowiskowe trucicielstwo. Czy nie najłatwiej zacząć od siebie i swojej załogi?

*Dane przytoczone w powyższym artykule pochodzą z raportu „Ekologiczny Portret Mazurskiego Turysty”, przygotowanego w ramach kampanii „7 Cudów Mazur”. Jego pełna treść dostępna jest na stronie www.7cudowmazur.pl
TYP: a3
0 0
Komentarze