TYP: a1

Holystone

środa, 19 września 2018
Anna Ciężadło

Czym jest holystone? Rekwizytem zajumanym z Hollywood? A może mityczną skałą, w którą wbita jest kotwica, zaś śmiałek, który ją wyciągnie, zdobędzie beczkę rumu, albo przynajmniej czyjąś rękę? I co to wszystko ma wspólnego z żeglowaniem?

Definicja

Zacznijmy od tego, że słówko holystone, jak nietrudno zauważyć, nie jest wyrazem rodzimym. Zostało ono przechwycone wprost od Brytyjczyków, którzy mają zwyczaj nie zaśmiecania sobie słownika, skutkiem czego zdarza się, że to samo słowo robi u nich za rzeczownik, jak i za czasownik. Nie inaczej jest tym razem, bowiem holystone może być zarówno obiektem, jak i czynnością. W obu przypadkach wywołuje u żeglarzy niezbyt pozytywne skojarzenia, wiąże się bowiem z mozolną, nudną i uciążliwą czynnością, a mianowicie: z szorowaniem pokładu.

Dawnymi czasy żaglowce (i ich pokłady) były wykonane w całości z drewna. A drewno, jako materiał naturalny, posiada swoją specyfikę: czyli szpary, pory i inne drobne elementy, w które doskonale wżera się brud. I trzeba go potem jakoś wyciągnąć. W takiej sytuacji jedynym wyjściem było (a na żaglowcach szkoleniowych nadal bywa, bo tam czas jakby się zatrzymał) zastosowanie metod bardziej drastycznych niż zwykła ryżowa szczota, a polegających na fizycznym złuszczeniu warstwy brudu (i przy okazji - desek). Do tego właśnie celu używano przedmiotu, zwanego holystone, czyli… świętym kamieniem. Skąd taka nazwa?

 

Romantyczna legenda…

Według legendy, holystone miał być kamieniem przywiezionym na statkach wprost z Ziemi Świętej. Taaak… pamiętacie taką scenę z „Misia”, kiedy tytułowy bohater przyniósł znajomemu kamień Jasnej Góry (a w rzeczywistości podniósł go po prostu z chodnika)? No właśnie. Najczęściej holystone miał się do Ziemi Świętej tak samo, jak ów kamyczek do Częstochowy: czyli nijak. W rzeczywistości nazwa holystone wzięła się stąd, że pokład szorowano na klęczkach. Przywodziło to na myśl postawę tradycyjnie przyjmowaną w modlitwie, i to niezależnie od wyznawanej religii.

Według jeszcze innej teorii, holystone tłumaczy się, jako zlepek wyrazów hole (czyli dziura) oraz stone (czyli kamień). W tym rozumieniu holystone byłby dziurkowanym kamieniem, co niekiedy mogło mieć coś wspólnego z prawdą. W charakterze holystone stosowano bowiem odmianę miękkiego piaskowca - czyli skały osadowej, będącej zlepkiem okruchów twardszych skał, sklejonych jakimś spoiwem. I wskutek odpadania pojedynczych okruchów, miewającej czasem dziurki. Taka skała doskonale spełniała swoje zadanie, bowiem działała trochę tak, jak peeling do skóry: twarde drobinki złuszczały warstwę desek, zaś spoiwo zapewniało wygodne użytkowanie kamienia.

 

… i ponura praktyka

Piaskowiec ma to do siebie, że chociaż jest uznawany za pospolitą skałę, nie występuje jednak wszędzie. Co więcej, aby go zdobyć, należałoby udać się do kamieniołomu, a takowe nie znajdują się przecież w każdym porcie. Znacznie bardziej popularnym zjawiskiem są natomiast… cmentarze, a konkretnie - postawione na nich nagrobki. Zdarzało się zatem, że marynarze uprzejmie „pożyczali” sobie płyty nagrobne i stosowali je w charakterze holystones.

Mowa oczywiście o płycie pionowej, tej, na której tradycyjnie wypisuje się nazwisko zmarłego (pozioma pewnie też by się pewnie nadała, ale była ociupinę nieporęczna i w dodatku za ciężka). Wskutek tego typu praktyk, holystone nosił czasami nazwę alternatywną: headstone, czyli po prostu - nagrobek.

 

Procedura

Czyszczenie pokładu było nie tylko mozolną, ale i skomplikowaną procedurą, i to składającą się z kilku etapów. W pierwszym z nich polewano pokład wodą morską, co miało odpowiednio go nawilżyć i zmyć co większe paprochy. Następnie posypywano go piaskiem, zabranym na tę okoliczność z plaży. Dopiero kolejnym krokiem było zastosowanie holystone. Miał on zwykle wagę ok. 2,3 -3 kg i dwa otwory na przeciwległych końcach. Przez otwory przeciągano liny, a następnie dwóch wybrańców losu, klęcząc naprzeciw siebie, naprzemiennie wybierało liny, wykonując ruchy podobne, jak przy piłowaniu piłą moja-twoja. Procedurę powtarzano tak długo, aż pokład był idealnie czysty, a następnie przenoszono się kawałek dalej i zabawa rozpoczynała się od nowa. Natomiast w miejsce oczyszczone piaskowcem przybywali ludzie uzbrojeni w miotły i wiadra, by usunąć resztki piasku, skały i brudu.

 

I procedurka

Opisany wyżej schemat nie wszędzie nadawał się do zastosowania. W trudno dostępnych miejscach stosowano mniejsze kawałki piaskowca, i tam czynność szorowania wykonywał jeden marynarz za pomocą trochę mniejszego kawałka skały. A ponieważ ten mniejszy kawałek zwykle miał wielkość modlitewnika, nazwano go episcopal prayer book, czyli modlitewnikiem biskupim.

Co ciekawe, w czasach bardziej współczesnych, na okrętach wojennych i szkoleniowych, procedura stosowania holystone nadal jest stosowana. Z tym, że piaskowiec zastąpiono… cegłą. Stąd też czynność tę nazywa się obecnie cegiełkowaniem, ale nadal stanowi ona niezmiennie „ulubione” zajęcie marynarzy.

Nie zmienił się również sposób sprawdzania tego, na ile skutecznie przeprowadzono takie czyszczenie: test jakości od zawsze wykonywany jest albo białą rękawiczką (niczym u Perfekcyjnej Pani Domu), albo za pomocą oficera, odzianego w biały mundur. Kładzie się on na wyczyszczonym pokładzie, a jeśli wskutek tego na mundurze pojawi się choćby jedna plamka - biada marynarzom, którzy tak haniebnie spartaczyli robotę.

 

 

 

Tagi: holystone, słownik
TYP: a3
0 0
Komentarze
TYP: a2

Kalendarium: 4 August

Opuścił Bermudę jacht "Gemini" z zamiarem ustanowienia polonijnego rekordu trasy z St. George's do portu Horta na Azorach. Przybył tam 18 sierpnia. Trasę 1,905 mil "Gemini" przebyl w 13 dni, 19 godzin, 29 minut i 20 sekund. Jest to rekord dla jachtów polo
środa, 4 sierpnia 2004
Z Plymouth wystartowały regaty Anglia-Australia (Parmelia Cup) z okazji 150 rocznicy przybycia do Freemantle angielskiego żaglowca "Parmelia" z pierwszymi cywilnymi kolonistami; bezwzględnie najszybszy w tym wyścigu był "Wojewoda Pomorski" dowodzony przez
sobota, 4 sierpnia 1979
S/y "Alf" pod dowództwem Kpt. Bogdana Olszewskiego wyruszył w udany rejs do Murmańska (powrót 29.09)
piątek, 4 sierpnia 1972
Na pokładzie jachtu "Generał Zaruski" rozpoczął się XVI Sejmik PZŻ, na którym na prezesa wybrano Kazimierza Petrusewicza, wychowanka Państwowej Szkoły Morskiej w Tczewie, później wiceministra żeglugi i profesora UW
niedziela, 4 sierpnia 1946