TYP: a1

Boja wiem…

środa, 4 października 2017
Anna Ciężadło

Generalnie, boja to „urządzenie pływające”. Fakt ten pociąga za sobą pewne konsekwencje: po pierwsze, skoro coś pływa, można to coś wykorzystać; po drugie, można to wykorzystać na szereg różnych sposobów - nie zawsze mądrych i nie zawsze pokojowych. Cóż, ogromowi oceanu może dorównać jedynie ludzka wyobraźnia…

Po co nam boje?

Myśląc „boja”, z reguły wyobrażamy sobie mało gustowny, upstrzony przez mewy element, smętnie unoszący się na wodzie. Boje stawia się jednak w ściśle określonych celach - i nie jest to bynajmniej zapewnianie morskim ptaszyskom stacjonarnej toalety. Opcji wykorzystania boi jest bardzo wiele - a wspólnym mianownikiem większości z nich jest chęć ustawienia swoistego „drogowskazu”, albo oznaczenie konkretnego punktu na morzu. Boje mogą zatem pełnić na wodzie następujące misje:

- oznakowanie toru żeglugowego, granicy akwenu, albo miejsca niebezpiecznego - czemu służą boje nawigacyjne. Rzecz jasna, każdy z tych obiektów musi być oznakowany w inny sposób - i byłoby doprawdy wspaniale, gdybyśmy patrząc na boję, wiedzieli dokładnie „co poeta miał na myśli”. Dlatego właśnie wymyślono system IALA, regulujący precyzyjnie powyższe kwestie;

- oznakowanie sieci rybackich (przynajmniej w teorii; w praktyce różnie z tym bywa, jak zresztą przyzna każdy, kto zbłądził na południowe wody Europy);

- oznakowanie innych przeszkód podwodnych, takich, jak sprzęt hydrograficzny, leżące na dnie kotwice, albo plątający się pod powierzchnią wody nurek;

- parkowanie, czemu służą boje cumownicze;

- oznakowanie jednostek, mających kłopoty;

- znajdowanie jednostek, które dopiero będą mieć kłopoty; takim celom służą np. boje sonarowe, stawiane ze statków lub helikopterów, a służące do określania pozycji okrętów podwodnych.

 

Boje do zadań specjalnych

Rzecz jasna, powyższa lista nie wyczerpuje tematu - a możliwości wykorzystania boi są właściwie nieskończone (na przykład, w tym roku na Mazurach, pewien przedsiębiorczy człowiek potraktował boję, jako… miejsce składowania śmieci. Żeby nie było, zawiązał je elegancko w worku - w końcu trzeba umieć się jakoś zachować).

Boje mogą też generować energię. OK., może „generować” to za dużo powiedziane - raczej wykorzystują energię falowania morza i zamieniają ją na energię elektryczną. Coś takiego nazywa się konwersją i jest dokładnie tak opłacalne, jak większość odnawialnych źródeł energii - czyli bez dofinansowania ze strony władz, raczej nie bardzo. Na razie - bowiem sam pomysł naprawdę nie jest głupi, a prace nad jego upgradowaniem wciąż trwają.

Z pewnością ciekawym zjawiskiem są tak zwane boje pogodowe. Wbrew temu, co sugeruje nazwa, wcale nie służą one do stawiania prognoz, ale gromadzą informacje, dotyczące stanu morza i pogody. Na ich podstawie nasi wspaniali specjaliści usiłują odgadnąć (z różnym skutkiem), czy i jak bardzo pogoda da nam w kość.

Osobną kastą boi pogodowych są te należące do systemu DART, mającego z definicji ostrzegać przed tsunami. Niestety, nie do końca zdają one egzamin - ale, jak wyjaśnili naukowcy z amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk (NAS), wszystkiemu winna jest duża wilgotność, zasolenie i wiatr. No, kto by się spodziewał takich warunków na środku oceanu?

 

Bojowe gadżety

O ile boje pogodowe nie muszą rzucać się w oczy, o tyle te nawigacyjne zdecydowanie powinny - sęk w tym, że nie zawsze jest to możliwe. Dlatego też boje, umieszczone w szczególnie strategicznych miejscach, muszą zostać doposażone w gadżety sprawiające, że nie sposób minąć je obojętnie - chyba, że bardzo się uprzemy. Na takiej boi może więc znaleźć się jeden lub więcej z poniższych elementów:

- światło o określonej charakterystyce. Zwykle takie światełko mruga w sprecyzowany sposób, dając po oczach, dzięki czemu jest szansa wypatrzeć je nawet pomimo niesprzyjających okoliczności przyrody;

- reflektor, zwany szumnie „odbłyśnikiem radarowym”. Wbrew nazwie, taki reflektorek ani nie świeci, ani nawet nie błyska - przynajmniej nie w sposób widzialny. Jego zasadniczą rolą jest odbijać fale radiolokacyjne, dzięki czemu boja będzie doskonale „widoczna” dla radaru - chociaż niekoniecznie dla bystrych oczu załogi;

- dzwoneczek, a  niekiedy nawet duży dzwon;

- buczek, zasilany energią fal;

- nadajnik radarowy lub radiowy (tzw. racon).

 

Etymologia

Zanim przejdziemy do etymologii, krótka lekcja historii. Boję niewątpliwie wynaleźli Niemcy; co więcej, wynaleźli ją już chwilę temu, bo - jeśli wierzyć źródłom - miało to miejsce gdzieś tak w XI wieku, na rzece Wezera, którą zresztą Niemcy sami sobie… zrobili, łącząc dwa inne cieki wodne. Cóż, kto bogatemu zabroni?

Polska boja pochodzi więc w prostej linii od niemieckiej Boje. Na tym jednak nie koniec. Wygląda na to, że Niemcy zużyli całą swą inwencję w dziedzinie hydrologii oraz inżynierii - i na słowotwórstwo już zabrakło im fantazji. To by tłumaczyło, dlaczego nazwa niemieckiego wynalazku pochodzi wprost od starofrancuskiego słówka boye, czyli pływak, albo coś unoszącego się na powierzchni.

Tagi: boja, słownik
TYP: a3
0 0
Komentarze
TYP: a2

Kalendarium: 14 August

Zakończyła się wyprawa jachtu "Dar Opola" (zwana wyprawą "Koral") na Morze Czerwone. Wyprawą na trasie Aden (start 30.12.1959 r.)-Gdynia dowodził Kapitan Bolesław Kowalski. Plonem wyprawy było tysiące eksponatów, które wzbogaciły pracownie uniwersyteckie
niedziela, 14 sierpnia 1960
Urodził się Adam Wolff, doktor nauk historycznych, profesor Polskiej Akademii Nauk, kapitan jachtowy i żeglarz regatowy, olimpijczyk z 1928 r., współtwórca polskiego żeglarstwa regatowego, autor wielu publikacji żeglarskich
poniedziałek, 14 sierpnia 1899
Z Dżakarty w kierunku Australii wypływa Abel Tasman
czwartek, 14 sierpnia 1642