TYP: a1

Zając w śmietanie Arendta Dickmanna

sobota, 24 listopada 2012
MZ

Przechodnie zatrzymywali się pod rozświetlonymi oknami tego gdańskiego domu. Powszechnie bowiem wiadomym było, że tu właśnie odbywa się tak istotna dla kupców i mieszczan narada.

Drakońskie, sięgające 30% cła na towary, jakie narzucili Szwedzi blokujący port, fatalnie wpływały na handlową kondycję Gdańska, obroty zmalały, podobnie jak ruch na Motławie. Miasto nadal pozostawało w rękach polskich, dając jednocześnie schronienie królewskiej flocie, ale ta sytuacja nie mogła przecież trwać wiecznie. Owszem okręty polskie pod dowództwem admirała Wilhelma Appelmanna walnie przyczyniły się do odbicia z rąk szwedzkich Pucka, a także omijając blokadę wyruszały w morze zagrażając szwedzkim konwojom, niemniej jednak czas był najwyższy, aby zetrzeć się ze szwedzką armadą. Trzeba jedynie wybrać odpowiedni moment. A ten właśnie nastąpił.

W owym obserwowanym przez mieszkańców Gdańska domu zebrali się na naradzie ludzie, którzy następnego dnia mieli wyruszyć, by stoczyć bitwę z okrętami wroga. Dotychczasowy dowódca admirał Wilhelm Appelmann zmożony ciężką chorobą nie był w stanie prowadzić polskich okrętów do boju. Jego miejsce, na skutek decyzji komisarzy królewskich zajął Arend Dickmann i to w jego domu trwała narada wojenna. Uczestniczyli w niej, oprócz gospodarza, dowódca piechoty morskiej kapitan Jan Storch, dowódca artylerii okrętowej kapitan Herman Witte oraz kilku szyprów z mniejszych okrętów stanowiących trzon polskiej eskadry.

Służba napełniała kryształowe kieliszki gdańską wódką. Jako zakąskę podano kilka rodzajów bałtyckich śledzi. Atmosfera robiła się coraz gorętsza. W miarę jak ubywało gorzałki w karafkach euforia sięgała sufitu. Wznoszono toasty. - Na pohybel Szwedom! - pokrzykiwano. Wszyscy jednak czekali na potrawę można ją nazwać "koronną". Wreszcie na stół podano owo danie. Był to zając, a właściwie zające, przygotowane na sposób "polski", czyli w śmietanowym sosie. Admirał Arend Dickmann wstał, uciszył towarzystwo i podnosząc kieliszek, w którym połyskiwały drobiny złota, powiedział. - Przyjaciele! Tak jak dzisiaj dzielnie się sprawimy z owym szarakiem, tak jutro staniemy wobec szwedzkiej potęgi. Zapewniam was – zwyciężymy, bowiem po naszej stronie jest racja! Lekko podchmielony Jan Storch zakrzyknął na to z nieskrywanym entuzjazmem – Dziś zając w śmietanie z buraczkami, jutro na stół podamy Szwedów w buraczkach!

Następnego dnia, czyli 28 listopada 1627 roku, polska flota wypłynęła by spotkać się z wrogiem. Na czele eskadry płynął admiralski „Święty Jerzy”, na którym powiewała czerwona bandera z olbrzymim orłem białym. Starcie nastąpiło na wysokości Oliwy. Polacy odnieśli zwycięstwo, zdobyto abordażem flagowy galeon „Tigern”, drugi okręt szwedzki „Solen” wyleciał w powietrze. Radość zwycięstwa zmąciła śmierć dzielnego Admirała Arendta Dickmanna. Poległ on od oddanej pomyłkowo salwy z polskiego okrętu „Król Dawid”. Szwedzi czmychnęli, polska eskadra tryumfalnie wróciła do bazy w Wisłoujściu, wiodąc zdobyty „Tigern”.

Arend Dickmann nazywany jest współcześnie polskim Nelsonem. Czy zatem, jeśli owemu słynnemu angielskiemu żeglarzowi poświęcono zrazy „po nelsońsku”, nie moglibyśmy naszego bohatera uczcić arcypolskim zającem w śmietanie? Zając a la admirał Dickmann – to przecież brzmi całkiem dobrze!

Zając a la admirał Dickmann

Sprawionego zająca dzielimy na części, najprościej w ten sposób, że odcinamy część przednią z nogami, następnie comber oddzielamy od nóg tylnych, a te „skoki” rozdzielamy. Przygotujemy teraz zalewę, czyli tzw. bejc. W tym celu kroimy jedną lub dwie cebule na talarki, dodajemy do niej kilka ziaren ziela angielskiego, dwa listki bobkowe, trochę ziaren czarnego pieprzu, a także jeden ząbek czosnku, solimy. Zalewamy mniej więcej litrem wody i gotujemy przez 15 minut, aż całość nabierze smaku, a cebula będzie miękka. Studzimy, gdy przestygnie dolewamy pół szklanki octu winnego. Części zająca układamy w naczyniu, koniecznie emaliowanym lub ceramicznym, zalewamy przygotowanym „bejcem” (powinno go być co najmniej tyle, aby wszystkie części zająca były nim przykryte) i odstawiamy w chłodne miejsce na dwa-trzy dni. Mniej więcej dwa razy w ciągu dnia kawałki mięsa obracamy. Po tym czasie wyciągamy zająca z zalewy i każdy kawałek obsmażamy na rozgrzanym tłuszczu – oleju, aż się zrumieni. Mięso wkładamy do głębokiej patelni. Do tej, w której obsmażaliśmy wlewamy część zalewy i rozpuszczamy w niej pozostałości smażenia. Wlewamy to wszystko do naczynia z zającem, dodajemy cebulę z marynaty i część „bejcu”. Stawiamy na ogniu i dusimy pod przykryciem. Gdy płynu ubywa, uzupełniamy go resztą zalewy. Jak mięso zmięknie, zaprawiamy sos śmietaną z odrobiną mąki, jeszcze przez chwilę gotujemy i podajemy, najlepiej z makaronem lub z pure ziemniaczanym. Świetnym dodatkiem są tarte buraczki.

TYP: a3
0 0
Komentarze
TYP: a2

Kalendarium: 20 October

Z Southampton w rejs dookoła świata ze wschodu na zachód wystartował Chay Blyth na "British Steel"; po 292. dniach rejsu i opłynięciu Przylądka Horn ze wschodu na zachód, Blyth 6 sierpnia 1971 roku powrócił do Anglii.
wtorek, 20 października 1970
Odbyło się pierwsze po II wojnie zebranie Ligi Morskiej.
piątek, 20 października 1944
Zwodowano jacht "Farys" dla Erwina Webera, pierwszego polskiego żeglarza samotnika.
niedziela, 20 października 1935