TYP: a1

Sposoby na chrapiącego żeglarza

wtorek, 15 listopada 2016
Anna Ciężadło

Żeglarz, chrapiący niczym stary, rosyjski niedźwiedź, potrafi uprzykrzyć reszcie załogi nawet najwspanialszy rejs (i dlatego właśnie niektórzy pływają samotnie – albo chrapią, i nikt z nimi nie wytrzyma, albo nie chrapią, i to oni nie mogą wytrzymać z innymi).

drzemka na pokładzie

Niezależnie od okoliczności przyrody, rozkładu wacht oraz licznych żeglarskich atrakcji, chroniczny brak snu sprawi, że na rejsie raczej nie będzie fajnie, bo wszyscy będziemy nabzdyczeni, niedospani i ogólnie mniej cierpliwi – zwłaszcza względem gościa, który nam ten stan zafundował.

Co więc możemy zrobić, mając chrapiącego załoganta? Utopić dziada trochę szkoda (w końcu ktoś musiałby przejąć jego wachty), a z drugiej strony - jakoś trzeba przetrwać.

Potencjalne szanse…

… że się wyśpimy, są niewielkie. Dane nie są obiecujące: chrapie średnio co dziesiąty dorosły człowiek, pośród chrapiących 80 proc. stanowią panowie, a ponieważ tworzą oni większość żeglarskiej społeczności, szansa, że trafimy na chrapiącego załoganta, jest drastycznie duża.

Jak bardzo uciążliwe może być takie chrapanie? Bardzo: dźwięki, wydawane przez rzężącą gardziel, mogą osiągnąć nawet 90 decybeli (żeby mieć jakieś wyobrażenie: pociąg emituje hałas na poziomie ok. 80 dB, a młot pneumatyczny – 100 dB). Oczywiście, nie musi być tak źle, ale sama świadomość, że może, nie ułatwia zasypiania.

Co więcej, lekarze twierdzą, że chrapiący egzemplarz szkodzi nie tylko załodze, ale też samemu sobie. Do pewnego stopnia rozwiązuje to problem, bowiem chrapanie prowadzi do bezdechów, a te do poważnych kłopotów z krążeniem, choroby wieńcowej i innych udarów, skutkiem czego osoby chrapiące żyją trochę krócej, niżby mogły. Dopóki jednak żyją (i chrapią), coś trzeba z nimi zrobić.

Rozwiązania problemu

drzemka na pokładzie

Od razu powiedzmy sobie jasno - misja „cisza nocna na pokładzie” nie będzie prosta do przeprowadzenia, co jednak nie oznacza, że mamy odpuścić. Poniższe sposoby stanowią jedynie propozycje, oparte o internetowe fora oraz doświadczenie wielu pokoleń niewyspanych żeglarzy. Jeśli jesteście w posiadaniu własnych patentów – chętnie posłuchamy.

Sposób 1: „pijawki i dyjeta ścisła, od tego pomyślność w leczeniu zawisła”

Tak naprawdę, pijawki są zbędne: wystarczy lekkostrawna dieta (to jeszcze da się przeżyć) oraz abstynencja (to już niekoniecznie, bowiem picie ma w żeglarstwie długą i zacną tradycję). Oczywiście, zarówno dieta, jak i abstynencja powinny zostać zaordynowane wyłącznie chrapiącemu żeglarzowi, a nie poszkodowanej przez niego załodze (im nawet przyda się małe co nieco, dla pokrzepienia serc po przeżytej traumie).

A tak na poważnie – lekarze dowodzą, iż chrapanie ma bezpośredni związek z nadwagą – im więcej waży żeglarz, tym większa szansa, że będzie chrapał. I to głośno. Brzuszysko nie pozwoli mu spać w innej pozycji, niż na wznak, a wówczas język opada do tyłu, a gardziel mięknie, pozostawiając niewielką szczelinkę, przez którą powietrze może przepływać do płuc. Podobnie zresztą działa alkohol, zwłaszcza wypity tuż przed snem – rozluźnia miękkie części gardła i jamy ustnej, które, mocno oklapnięte, pozostawiają dla przeciskającego się mozolnie powietrza jedynie wąski przesmyk.

Sposób 2: urządzenia do zadań specjalnych

Jeśli patent z oderwaniem chrapiącego elementu od zasobów spożywczych nie przyniesie skutku, albo pociąga za sobą groźbę buntu i rozlewu krwi, pozostaje wypróbować metody alternatywne - na przykład coś takiego, jak „szyny szczękowe”.

Nazwa tego wynalazku nie brzmi może zbyt zachęcająco, ale idea jego działania jest bardzo prosta: taka szyna ma za zadanie nie dopuścić do tego, by język opadł w kierunku gardła, pozostawiając wspomnianą szczelinkę generującą dźwięki. Pytanie, czy sprawca nocnych hałasów będzie skłonny używać tego wynalazku? Jeśli jednak zostanie postawiony przed wyborem: szyny czy dyjeta (nie wspominając już o abstynencji), wybór może okazać się oczywisty.

Jeszcze innym rozwiązaniem jest uniemożliwienie chrapiącemu spania na wznak, które powoduje najszybsze opadanie języka i generuje najgłośniejsze dźwięki. W takim przypadku świetnie sprawdza się naszycie na plecach od pidżamy niewielkiej kieszonki,  w którą wszywa się piłeczkę tenisową. Próby spania na małej kulce są na tyle irytujące, że chrapiący załogant albo obudzi się (i nie będzie chrapał), albo przekręci się na bok (i też nie będzie chrapał, albo przynajmniej nieco zredukuje natężenie dźwięku).

Zamiast piłeczki tenisowej, która nie zawsze stanowi podstawowe wyposażenie jachtu, można użyć innego drobnego elementu; na przykład jeżowca (chociaż pytanie, co na to obrońcy przyrody?), albo ziarnka grochu - ale to tylko w przypadku, gdy nasz żeglarz jest szlachetnie urodzony ;)

Sposób 3: bardzo, ale to bardzo trudny rejs

Człowiek naprawdę potrzebuje snu… i w końcu uśnie w każdych warunkach. Jeśli więc nasz rejs będzie odpowiednio wyczerpujący, a okoliczności przyrody bardzo wymagające, w końcu zaśniemy nie tylko na stojąco, nie tylko przy akompaniamencie radosnego chrapania, ale nawet wówczas, gdy obok nas usiądzie inny żeglarz i zacznie dąć w osławiony rożek mgłowy. Oczywiście, doprowadzenie się do takiego stanu wymaga sporo samozaparcia i każe postawić pytanie, czy to jeszcze są wakacje, czy już galery – ale czasem działa.

 

Wszystkie powyższe metody mogą, ale nie muszą sprawdzić się w przypadku konkretnej załogi, posiadającej w składzie konkretnego „chrapacza”. Zawsze też można wspomóc się, wysyłając chrapiącego gada gdzieś na bocianie gniazdo, albo pakując sobie do uszu zatyczki, ewentualnie ser… a może macie jakieś własne pomysły i doświadczenia? Chętnie posłuchamy

 

 

 

 

 

Tagi: chrapanie, żeglarz, rejs, dieta
TYP: a3
0 0
Komentarze